Brudnopis
#91
BHP Bezforemnego Trance'u:

- zadbaj o świadomość oddechu za dnia. W ten sposób nie będziesz obawiał się, że nocą przestaniesz oddychać, a takie lęki zdarzają się często przy utracie cielesnej świadomości. Oddech na jawie ma być naturalny, niewymuszony. Wykonuj ćwiczenia wzmacniające mięśnie oddechowe.

- pusty żołądek ułatwi oderwanie świadomości od ciała. Nie przejadaj się przed zaśnięciem, przyjmuj pokarmy w czasie pierwszych trzech ćwiartek dnia. Głodzenie się połączone z nadmiernym wysiłkiem również nie sprzyja bezcielesnym doświadczeniom. Wówczas słyszalny jest krzyk ciała o pomoc, co bardzo utrudnia bezwysiłkową koncentrację na nieprzejawionej Jedności.

- pij dużo płynów. Woda oczyszcza ciało i harmonizuje ciała subtelne. Staraj się używać szklanych naczyń do jej przechowywania i podawania. Soki i ziołowe herbatki również są OK.

- nie myl relaksacji z dysocjacją. Uwagę od ciała bardzo łatwo jest odwrócić, natomiast nam chodzi o osiągnięcie pełnego rozluźnienia, kiedy to każda komórka jest tak nasycona fizycznym doświadczeniem, że potrzebuje od niego odpocząć. Nie UCIEC. Należy zwalczać blokady energetyczne podczas konfrontacji z życiem codziennym, a nie od nich uciekać.
Dysocjacja powoduje fałszywe uspokojenie umysłu. Na skutek zatrzymania oddechu i uciskania podniebienia językiem można w wymuszony sposób pozbyć się myśli. Nie tędy droga. Swobodny przepływ myśli w niczym nie przeszkadza, jeśli jest się świadomym źródła ich powstawania. Nie należy powstrzymywać procesów myślowych.

Chociaż wiele rzeczy w życiu da się wykonywać bezmyślnie, są takie, przy których myśląc jest po prostu łatwiej. Np. mi się udało napisać całą pracę magisterską bez użycia myślenia, ale musiałam czekać, aż tajemnicza siła zrobi to za mnie (zaciągnie mnie w odpowiednie miejsce do biblioteki, odpowiednio pokieruje moimi rękami na klawiaturze itp.) Ja - Isabela cały czas byłam tylko nieingerującym obserwatorem. Nawet tworząc konspekt, zapisałam na kartce jakieś słowa spontanicznie wygenerowane przez Pustkę. Resztki intelektu podpowiadały, że to jakiś bełkot, lecz o dziwo promotor wprowadził jedynie kilka delikatnych poprawek, co mnie bardzo zaskoczyło.
Siła nie była nadzwyczaj skora do współpracy, więc od wyboru tematu do terminu obrony minął ponad rok. Dodam, że w tym czasie w przeciwieństwie do innych studentów nie pracowałam, a byli też tacy, co nawet już zaszli w ciążę, dla mnie nie do wyobrażenia.

Mistyczna energia nawiedzała mnie co jakiś czas. Po każdym takim spotkaniu zazwyczaj kładłam się do łóżka wyczerpana, tracąc władzę w kończynach i spożywając przedtem bardzo niewiele - albo z powodu mdłości, albo zwyczajnie nie mogłam utrzymać widelca w ręku. W tamtych czasach, aby być świadoma świata fizycznego musiałam mocno koncentrować się na ciele fizycznym, tak mocno, że układ nerwowy po prostu nie wyrabiał. Odzwierciedla to zresztą moja twórczość z tamtego okresu. Obecnie próbuję pozbywać się cielesnych napięć wtedy powstałych, ale wciąż pojawiają się nowe. Szukam w Internecie stron poświęconych pracy z energią.

Przez ostatni rok poczyniłam ogromne postępy. Aktualnie największym problemem jest dla mnie niemożność utrzymania prostej postawy. To znaczy niby jestem wyprostowana, ale dużym kosztem, napinam nie te mięśnie, co trzeba. Czuję się przykurczona w biodrach i w brzuchu. Odczuwam słabość mięśni tam, gdzie znajduje się środek ciężkości człowieka. Moja sylwetka przywodzi mi czasem na myśl złamany kwiat.

Ostatnio rozmyślałam o tym, że Pustka opóźniła moją obronę celowo, żebym trafiła na obecnego pracodawcę. Wiąże mnie z nim relacja karmiczna. Podobnie jak na studiach, w pracy nauczyłam się najwięcej nie o samym zawodzie, lecz o funkcjonowaniu ciała i umysłu, o zależnościach między duchem i materią. Obecny zakład pracy zaczyna mnie już męczyć, lecz nie mogę go opuścić, zanim nie nasycę całego ciała świętą obecnością. Zniknęło już parę osób, które nie pasowały do mojego pola energetycznego. To znak, że się zmieniam.
Moc, energia, melatonina
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#92
Uczucie "samotności" to nic innego, jak deprywacja sensoryczna, niedobór pewnych bodźców zmysłowych. Tzw. relacje międzyludzkie to fikcja. Przytulas sprawia, że czujesz się kochany, a tak naprawdę po prostu silniej odczuwasz swoje cielesne Ja i to sprawia ci przyjemność. Pewna autystka wymyśliła nawet specjalną maszynę do przytulania, żeby sobie pomóc.

Noworodki, których nikt nie dotyka, nie umierają dlatego, że są "niekochane", tylko dlatego, że układ nerwowy potrzebuje odpowiedniej stymulacji, aby się rozwijać i w ogóle funkcjonować. Nie wiem, czemu wielu ludzi myli to z miłością.

Dotyk, czucie głębokie, równowaga to zmysły, które kształtują się jako pierwsze, dlatego przyjemności z nimi związane postrzegam jako prymitywne.
W krajach nierozwiniętych matki cały czas noszą niemowlaka przy sobie, tak że nieustannie pozostaje z nimi w kontakcie fizycznym. Często też wykonują masaż zwiększający świadomość całego ciała... to znaczy ciałka. Czasem marzę o tym, aby wymasowały mnie ogromne dłonie o proporcjonalnej do moich rozmiarów wielkości, tak, żeby poczuć to samo, co takie małe dziecko.
Nawet zwierzątka ciągle wylizują swoje młode, stymulują językiem całe ciało maluchów. W dorosłości nie potrzebują tego typu doznań. W naturze nikt ich nie przytula, nie drapie, nie głaszcze. Kot może umyć się sam, a co z resztą zwierząt - nie wiem. Niektóre mogą poczochrać się o drzewo. A poza tymi przykładami nie mam pomysłu, jak inne gatunki radzą sobie z brakiem doznań czuciowo-dotykowych.

Moja dieta sensoryczna jest bogata w bodźce wzrokowe i słuchowe, natomiast uboga w doznania dotykowe, 
głębokoczuciowe i ruchowe.

Dojrzałość człowieka jest wprost proporcjonalna do jego świadomości własnego ciała, czyli do dojrzałości układu nerwowego. Dziecko może stać się samodzielne dopiero wtedy, gdy zbuduje sobie jakiś tam obraz ciała, jest świadome swoich potrzeb i potrafi podjąć działania służące ich zaspokojeniu, inne niż płacz, krzyk, zachowania agresywne itp.

Świadomość własnego ciała pozwala odseparować swoje "ja" od matki.

Brak świadomości ciała może powodować wzmożoną podatność na sugestię. Taką osobą można łatwo sterować, z łatwością się podporządkowuje, nie potrafi się postawić. Ta teoria jednak kłóci się z przypadkiem jednego z użytkowników, który pomimo bycia znakomitym łyżwiarzem (co wymaga diabelnie rozwiniętego schematu ciała) nie radzi sobie w relacji z matką. Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe.
Moc, energia, melatonina
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#93
Jeśli nie pamiętamy nic sprzed czwartego roku życia, to jakim cudem nie zapominamy nabytych wtedy umiejętności? I dlaczego wyrządzona wtedy dziecku jakakolwiek krzywda staje się traumą na całe życie, która kształtuje nasz światopogląd?
Na czym polega samoświadomość 1-, 2-, 3- latka?
Moc, energia, melatonina
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#94
To tak samo jak napruty jak świniak wracasz do domu nocą i nabijesz sie na jakąś futrynę, niby tego nie pamiętasz, a jednak ślad zostaje.
Wysłane z mojego Commodore 64


Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#95
Przede wszystkim to świadomość jest kompletnie niekonieczna do nabywania umiejętności :). Organizm uczy się sam - ciało uczy się umiejętności dla ciała a umysł uczy się umiejętności dla myślenia. Program do zapamiętywania i segregowania informacji mamy zapisany od urodzenia, tak samo jak schemat podziału przyszłych komórek.

Zdolność do pojmowania konceptu Siebie i odróżniania go od otoczenia nabywa się w tych pierwszych latach życia. Zanim on powstanie nie za bardzo można mówić o konsekwencjach traumy. Znaczenie traumatycznego doświadczenie musi zostać pojęte. Nawet obiektywnie neutralne gwałtowne zdarzenie może jednak okazać się traumatyczne w dzieciństwie, jeżeli z powodu niedojrzałości struktur myślowych zostanie błędnie pojęte. W każdym jednak przypadku, takie doświadczenie często się pamięta i jest to pierwsze wspomnienie w życiu. Jeżeli jest bardzo silne, to prymitywne wtedy mechanizmy obronne mogą je wyprzeć, to właśnie w tych przypadkach rozwój osobowości zostaje głęboko zaburzony i mogą rozwinąć się w przyszłości objawy dysocjacyjne, przy braku możliwości przypomnienia sobie traumy.
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#96
Od najmłodszych lat ćwiczyłam uległą postawę wobec opiekunów. Sądziłam, że Bogu spodoba się moja pokora i obdarzy mnie swoimi łaskami. Nawet, gdy ulubiony kolega zaprosił mnie do pizzerii na walentynki, odmówiłam mu, tłumacząc, że babcia będzie się denerwować. Poza tym nie chodziłam tak daleko bez opieki dorosłych.
W końcu zaczęło do mnie docierać, że to, czego pragnie dla mnie Pan, nie zawsze musi być zgodne z wolą mojej rodziny. Nadal jednak pragnęłam być uległa, lecz nie wiedziałam, wobec kogo. Wobec wewnętrznych impulsów czy zewnętrznych okoliczności? Kuszące, aczkolwiek nieracjonalne podszepty intuicji czy tradycyjne ziemskie schematyczne działania, podyktowane zdrowym rozsądkiem, robienie tego, co inni? Co wybrać, co będzie właściwsze?
Umartwiałam ciało i umysł, wybierając zadowolenie innego człowieka. Ale czy było warto?
Mama jest nieproszonym gościem w moim umyśle. Wydoiłam ją do cna, a teraz chcę ją z niego wyrzucić niczym pusty karton po mleku. Pomimo, że wciąż o niej myślę, nie troszczę się o nią ani trochę. Przypominam sobie o niej tylko wtedy, gdy mam jakiegoś megadoła, z którego trzeba mnie wyciągnąć (w drugą stronę to nie działa).
Moc, energia, melatonina
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#97
(06-09-2019, 15:01 )Isabela napisał(a):
Od najmłodszych lat ćwiczyłam uległą postawę wobec opiekunów. Sądziłam, że Bogu spodoba się moja pokora i obdarzy mnie swoimi łaskami. Nawet, gdy ulubiony kolega zaprosił mnie do pizzerii na walentynki, odmówiłam mu, tłumacząc, że babcia będzie się denerwować. Poza tym nie chodziłam tak daleko bez opieki dorosłych.
W końcu zaczęło do mnie docierać, że to, czego pragnie dla mnie Pan, nie zawsze musi być zgodne z wolą mojej rodziny. Nadal jednak pragnęłam być uległa, lecz nie wiedziałam, wobec kogo. Wobec wewnętrznych impulsów czy zewnętrznych okoliczności? Kuszące, aczkolwiek nieracjonalne podszepty intuicji czy tradycyjne ziemskie schematyczne działania, podyktowane zdrowym rozsądkiem, robienie tego, co inni? Co wybrać, co będzie właściwsze?
Umartwiałam ciało i umysł, wybierając zadowolenie innego człowieka. Ale czy było warto?
Mama jest nieproszonym gościem w moim umyśle. Wydoiłam ją do cna, a teraz chcę ją z niego wyrzucić niczym pusty karton po mleku. Pomimo, że wciąż o niej myślę, nie troszczę się o nią ani trochę. Przypominam sobie o niej tylko wtedy, gdy mam jakiegoś megadoła, z którego trzeba mnie wyciągnąć (w drugą stronę to nie działa).


To smutne...



 Im wcześniej człowiek odejdzie od religii tym dla człowieka i jego rozwoju lepiej.
U dzieci, które mają problem z nawiązaniem relacji i ogólnym kontaktem z rówieśnikami w szczególności.

Bóg to dla nich (nas... Również prawdopodobnie był) wymyślony przyjaciel. Do tego wszechmocny. 
Ta 'relacja" pogłębia izolacje jeszcze bardziej. Sam na własnej osobie potwierdzić to mogę.



Do tego, jaka różnica jest między Bogiem a wymyślonym kolegą? Cóż Bóg jest akceptowalny
przez większą część społeczeństwa...

Jak będziesz rozmawiał z jakimś "niewidzialnym kolegą" to dorośli (główny autorytet w tym wieku), Cię wyśmieją, a z czasem w radykalnych przypadkach zaprowadzą do specjalisty... 
A jak pójdziesz się pomodlić? To Cię jeszcze pochwalą :> .
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#98
(06-07-2019, 17:10 )Isabela napisał(a): Przed przecinkiem pie_dolnę sobię spację
Wiem, że u niejednego wzbudzi abominację.
   Soczyste XDDDDD

Nemo ante mortem beatus
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
#99
(31-08-2019, 03:06 )Fallen Leaf napisał(a): Według mnie nieadekwatny opis, biorąc pod uwagę, że "pustego snu" (w jodze snu i śnienia mówi się na to sen przejrzystego światła) doświadcza się tylko w stanie naturalnym (Naturze Buddy/Naturze Umysłu/pustce itd.), która ze swojej natury jest "stanem" niedualnym, bez obserwatora lub innego punktu odniesienia. A tu relacja mojego znajomego  :)

Budzę się ok. 29.80. Otwieram oczy. Czuję, jakby moje mieszkanie było zrobione z milionów malutkich mineralnych cząstek. Miliony kamiennych drobinek w przestrzeni kosmicznej. Trwam w tym śpiąc cały czas i budząc się każdego ranka. Nie czuję wtedy, jakbym wstawała z kibla i orientowała się "aha, srałam, a teraz muszę się podetrzeć". Po prostu doświadczam ciągłości sraki umysłowej, cały czas mam gówno w głowie, nieważne, czy śpię, czy nie. Budząc się mam wrażenie, jakby świat był zimny, bezlitosny, paskudny. Chropowate słońce kłuje mnie w oczy swym spojrzeniem przenikającym przez szparę w uchylonym oknie, roleta też jest niezasunięta do końca, niech to szlag. Towarzyszy temu wrażenie płynności kału i "odbeku" przeszłości, jakby eteryczny pierd istnienia rozciągał się w nieskończoność. Wynurzam się i zanurzam w tym szambie nieustannie. Aż do 11.30 po południu.
Moc, energia, melatonina
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1