Brudnopis
#71
Błąkam się po mrokach mojej egzystencji
W moim gorzkim życiu brakuje inwencji

Po mym karku spływa struga wściekłości
Patrząc na siebie nie odczuwam nic oprócz mdłości

Me ciało mą klatką z cierpienia litego
Choćbym chciał, postać w lustrze nie wybaczy mi niczego

Całą winę samemu sobie przypisuję
Choć ogromny ból w tej chwili czuję

Już nawet me łoże przeciwko mnie się nastawia
Snu świadomego stanowczo mi odmawia

Przestałem marzyć już tylko wpycham,
Nóż w swoje serce i po chwili nie oddycham


***
Koszmarne dni i bezsenne noce
W mym ciele okropny demon się szamoce

Pożera chęć życia, nic się nie ostało
Tylko umęczone, wyczerpane ciało

Tkwi w moim żołądku i w mych jelitach
Chce dostać ode mnie batona Papita

Zwiniętego z Żabki na szkolnej przerwie
Czuję, że lada chwila głód mnie rozerwie

Bestia mnie wizją błogości urzekła
Po drugiej stronie życiowego piekła

Nie mogę się oprzeć i się zastanawiam
Po co ja w ogóle śmierci się stawiam
Wiem, że do mnie mówisz, wiem i wszystko słyszę
Nie mogę odpowiedzieć, w pamięci deltę liczę
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1