03-07-2011, 14:46
Hahaha, nie czaję tego wpisu miski 
Ok, postanowiłam odkurzyć mój bardzo zakurzony Notatnik i być może od czasu do czasu coś skrobnę.. Trochę demotywuje mnie to, że jedyne co mam do zaoferowania, to zwykłe sny. Od ostatniego Kursu nie miałam żadnego, nawet najmniejszego przebłysku LD
Tak, tak wiem, to tylko moja wina..
Dziś udało mi się zapamiętać dwa sny, z czego jeden opiszę. Nie jest zbyt ciekawy, ale co tam
Głównym motywem sny były koty. Małe koty, niezbyt ładne. Ogólnie rzecz biorąc uwielbiam małe koty, ale te były jakieś dziwne i brzydkie. Nie pamiętam poczatku, ale wiem, że już w nim pojawiły się koty. Potem siedziałam w domu, w pokoju gościnnym z całą rodziną, byli też chyba moi dziadkowie i jacyś koledzy. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam tam starszego pana. Rozglądał się jakby czegoś szukał, więc postanowiłam, że do niego wyjdę. Wyszłam z domu i zobaczyłam jeszcze jednego staruszka, który stał w altance przed domem. Podeszłam do tego pierwszego i przywitałam się. On objął mnie i zaczął mi tłumaczyć, że przyjachał tutaj z kolegą, bo chciałby podarować naszej indiańskiej wiosce w darze dwa rowery. Rowery były koloru wiśniowego, takie przeciętne składaki i kierownice miały wykonane z żółtej gumowej rurki. Mężczyzna stwierdził, że 'dary' na pewno nam się przydadzą, chociażby podczas organizowania jakiejś konkurencji. Podziękowałam, staruszkowie zniknęli, a ja pokazałam rowery mamie, która była bardzo zadowolona z otrzymanego prezentu. Dała mi klucz i powiedziała, że mam je zanieść do świetlicy (to taka jakby miniaturowa sala wiejska). Poszłam, rowery były tak lekkie, że mogłam unieść oba bez najmniejszego wysiłku, ale oczywiście wcale mnie to nie zastanowiło (-.-) Kiedy już tam dotarłam, okazało się, że owa świetlica to jakaś wielka szopa, w której leży przewrócony do góry kołami kombajn, taki zielony, wydaje mi się, że marki Claas. Oparłam gdzieś rowery i dopiero wtedy okazało się, że miałam w ręce też skrzynkę z dwoma małymi kotami. Nagle pojawił się mój znajomy, Kamil i powiedział, że te rowery to super sprawa, ale z kotami bedzie ciężej. Włożyłam skrzynkę do kombajna i wróciłam do domu. W następnej scenie stałam w 'świetlicy' z mamą i wujkiem, który był właścicielem tego kombajnu(a?), choć w realu mój wujek nie ma czegoś takiego.. No i ten wujek był bardzo przygnębiony, bo mówił, że coś się tam w maszynie pognie, popsuje itp, kiedy leży tak do góry kołami. Wtedy mama poiedziała, że w takim razie musi go przewrócić, wujek wydał się bardzo zaskoczony takim pomysłem. Chwyciliśmy ten kombajn i go przewróciliśmy.. TEGO nie skomentuję.. Hmm dopiero potem przypomniałam sobie o kotach, które włożyłam do środka. Zaczęłam ich szukać, nigdzie ich nie było.. W końcu je znalazłam, były zawinięte w papier śniadaniowy. Wyszły z niego, a ja wzięłam je na ręce i udawałam, że są słodkie i mi się podobają.

Ok, postanowiłam odkurzyć mój bardzo zakurzony Notatnik i być może od czasu do czasu coś skrobnę.. Trochę demotywuje mnie to, że jedyne co mam do zaoferowania, to zwykłe sny. Od ostatniego Kursu nie miałam żadnego, nawet najmniejszego przebłysku LD
Tak, tak wiem, to tylko moja wina..Dziś udało mi się zapamiętać dwa sny, z czego jeden opiszę. Nie jest zbyt ciekawy, ale co tam

Głównym motywem sny były koty. Małe koty, niezbyt ładne. Ogólnie rzecz biorąc uwielbiam małe koty, ale te były jakieś dziwne i brzydkie. Nie pamiętam poczatku, ale wiem, że już w nim pojawiły się koty. Potem siedziałam w domu, w pokoju gościnnym z całą rodziną, byli też chyba moi dziadkowie i jacyś koledzy. Spojrzałam przez okno i zobaczyłam tam starszego pana. Rozglądał się jakby czegoś szukał, więc postanowiłam, że do niego wyjdę. Wyszłam z domu i zobaczyłam jeszcze jednego staruszka, który stał w altance przed domem. Podeszłam do tego pierwszego i przywitałam się. On objął mnie i zaczął mi tłumaczyć, że przyjachał tutaj z kolegą, bo chciałby podarować naszej indiańskiej wiosce w darze dwa rowery. Rowery były koloru wiśniowego, takie przeciętne składaki i kierownice miały wykonane z żółtej gumowej rurki. Mężczyzna stwierdził, że 'dary' na pewno nam się przydadzą, chociażby podczas organizowania jakiejś konkurencji. Podziękowałam, staruszkowie zniknęli, a ja pokazałam rowery mamie, która była bardzo zadowolona z otrzymanego prezentu. Dała mi klucz i powiedziała, że mam je zanieść do świetlicy (to taka jakby miniaturowa sala wiejska). Poszłam, rowery były tak lekkie, że mogłam unieść oba bez najmniejszego wysiłku, ale oczywiście wcale mnie to nie zastanowiło (-.-) Kiedy już tam dotarłam, okazało się, że owa świetlica to jakaś wielka szopa, w której leży przewrócony do góry kołami kombajn, taki zielony, wydaje mi się, że marki Claas. Oparłam gdzieś rowery i dopiero wtedy okazało się, że miałam w ręce też skrzynkę z dwoma małymi kotami. Nagle pojawił się mój znajomy, Kamil i powiedział, że te rowery to super sprawa, ale z kotami bedzie ciężej. Włożyłam skrzynkę do kombajna i wróciłam do domu. W następnej scenie stałam w 'świetlicy' z mamą i wujkiem, który był właścicielem tego kombajnu(a?), choć w realu mój wujek nie ma czegoś takiego.. No i ten wujek był bardzo przygnębiony, bo mówił, że coś się tam w maszynie pognie, popsuje itp, kiedy leży tak do góry kołami. Wtedy mama poiedziała, że w takim razie musi go przewrócić, wujek wydał się bardzo zaskoczony takim pomysłem. Chwyciliśmy ten kombajn i go przewróciliśmy.. TEGO nie skomentuję.. Hmm dopiero potem przypomniałam sobie o kotach, które włożyłam do środka. Zaczęłam ich szukać, nigdzie ich nie było.. W końcu je znalazłam, były zawinięte w papier śniadaniowy. Wyszły z niego, a ja wzięłam je na ręce i udawałam, że są słodkie i mi się podobają.
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu"





