23-05-2011, 20:52
Dawno nic nie pisałem
.
No więc postanowiłem zastosować się do rad Noniego. Położyłem się wygodnie na plecach i zamknąłem oczy. Wyobraziłem sobie bezludną wyspę z pięknym krajobrazem, w skład którego wchodziła plaża. Właśnie na niej się znajdowałem, kilka metrów od brzegu. Tutaj stał drewniany stoliczek i dwa krzesła. Na jednym siedziałem ja (od strony oceanu), na drugim MTJ. Wyglądał, wedle mojej woli, identycznie jak ja. Prosiłem go najpierw o wyczarowywanie różnych owoców dla mnie (po prostu chciałem: a) zjeść sobie coś
b) zacząć od czegoś prostego). Gdy już udowodnił mi swoją moc zaczął pokazywać ciekawsze rzeczy - np. w pewnym momencie lewitował 15 metrów nad ziemią. Zleciał na dół i zabrał mnie ze sobą. Polecieliśmy w górę i w mgnieniu oka znaleźliśmy się nad krajobrazem gór. Było fajnie, ot, mogłem sobie polatać
. Później ja i MTJ staliśmy się jednością - na dowód, że MTJ to nic innego jak część mnie, a właściwie - sam Ja. Zacząłem kombinować z lataniem i różnymi technikami. Było ciekawie. Moje ciało coraz bardziej się relaksowało, choć nie używałem do tego żadnych technik. Nagle zacząłem odczuwać dziwne zmiany w moim ciele. Moje łóżko zaczęło wirować, a ja sam straciłem poczucie miejsca (orientacji?). Dałbym sobie głowę uciąć, że łóżko obróciło się o około 90 stopni. Gdy już później otworzyłem oczy, nie mogłem się nadziwić
. Chciałem, by łóżko przestało wirować. Aż mi się niedobrze w brzuchu zrobiło, co tylko świadczyło o tym, że było to baardzo realistyczne. Naszła mnie ochota na wyjście z ciała. Niestety, za bardzo skupiłem się na technice a nie na idei. W pewnym momencie nadeszła stagnacja - nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Postanowiłem sobie odpuścić i się "poddać"
.
Strasznie ogólnie opisane i pominięte wiele ważnych szczegółów
. No cóż, nie mam do pisania notatnika talentu
.
.No więc postanowiłem zastosować się do rad Noniego. Położyłem się wygodnie na plecach i zamknąłem oczy. Wyobraziłem sobie bezludną wyspę z pięknym krajobrazem, w skład którego wchodziła plaża. Właśnie na niej się znajdowałem, kilka metrów od brzegu. Tutaj stał drewniany stoliczek i dwa krzesła. Na jednym siedziałem ja (od strony oceanu), na drugim MTJ. Wyglądał, wedle mojej woli, identycznie jak ja. Prosiłem go najpierw o wyczarowywanie różnych owoców dla mnie (po prostu chciałem: a) zjeść sobie coś
b) zacząć od czegoś prostego). Gdy już udowodnił mi swoją moc zaczął pokazywać ciekawsze rzeczy - np. w pewnym momencie lewitował 15 metrów nad ziemią. Zleciał na dół i zabrał mnie ze sobą. Polecieliśmy w górę i w mgnieniu oka znaleźliśmy się nad krajobrazem gór. Było fajnie, ot, mogłem sobie polatać
. Później ja i MTJ staliśmy się jednością - na dowód, że MTJ to nic innego jak część mnie, a właściwie - sam Ja. Zacząłem kombinować z lataniem i różnymi technikami. Było ciekawie. Moje ciało coraz bardziej się relaksowało, choć nie używałem do tego żadnych technik. Nagle zacząłem odczuwać dziwne zmiany w moim ciele. Moje łóżko zaczęło wirować, a ja sam straciłem poczucie miejsca (orientacji?). Dałbym sobie głowę uciąć, że łóżko obróciło się o około 90 stopni. Gdy już później otworzyłem oczy, nie mogłem się nadziwić
. Chciałem, by łóżko przestało wirować. Aż mi się niedobrze w brzuchu zrobiło, co tylko świadczyło o tym, że było to baardzo realistyczne. Naszła mnie ochota na wyjście z ciała. Niestety, za bardzo skupiłem się na technice a nie na idei. W pewnym momencie nadeszła stagnacja - nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Postanowiłem sobie odpuścić i się "poddać"
.Strasznie ogólnie opisane i pominięte wiele ważnych szczegółów
. No cóż, nie mam do pisania notatnika talentu
.





