23-03-2011, 18:09
Hmm, ciekawe - miałem dzisiaj: paraliż senny, w paraliży sennym, w paraliżu (albo o jedno mniej/więcej
). Czyli - dostałem paraliżu, i byłem tego świadomy (to co mam często, nie miłe uczucie) - nie spałem (chyba? a może?). Chciałem się ruszyć, ale - udało mi się ruszać prawą dłonią i nic z tego nie wynikało (czyli to być musiał sen!) po czym, gdy stwierdziłem, że to nie możliwe, zacząłem się jakby wybudzać, by odkryć, że wybudziłem się z jednego paraliżu a wciąż byłem w kolejnym
Tym razem silniejszym! Znowu próba ruchu, mozolniejsza i trudniejsza od poprzedniej i ... ruszam głową, co nie daje żadnego efektu (czyli to też musiał być sen!). Wkurzyłem się i zacząłem myśleć, że już nigdy nie wyjdę z paraliżu (problem w tym, że za każdym razem nie wiedziałem, że to sen - nawet teraz mam wątpliwości, czy to był sen) i wtedy wybudziłem się z paraliżu, i stwierdziłem - że jestem w kolejnym. Tym razem poszło łatwo (to musiała być rzeczywistość) - wiedziałem gdzie jestem i za wszelką cenę chciałem poruszyć ręką i otworzyć oczy. Parę sekund - i już zadowolony piłem colę 
Miałem też ciekawy sen - dużo z niego nie pamiętam, bo nie chce mi się prowadzić notatnika i go nie zapisałem
, ale to co pamiętam napiszę:
Skrzyżowanie, w remoncie. Jestem w pojeździe, a znaki są po azjatycku (po rodzaju krzaczków - to chyba był japoński) i po niemiecku (?
) wybrałem jakąś drogę. Potem następuje fragment snu którego kompletnie nie pamiętam. Znowu skrzyżowanie (to samo), tym razem jadę z ludźmi. Wybieram zjazd i się zatrzymujemy zaraz za nim. Droga to wysypany kamień, ale nie ubity. Coś jakby właśnie robili podkład pod asfalt. Akcja przenosi się do pakamery/pomieszczenia. Dwie kobiety stoją przede mną - jedna rzuca butelkę z resztką coli (to była cola bo przed snem ją piłem
) na ziemię. Ja wkurzony podnoszę tą butelkę i pytam jej: "Jak chcesz przeżyć na pustyni, skoro wyrzucasz wodę?!". Ona trochę wkurzona, że ją opieprzyłem zabiera mi butelkę, ale po wzroku widzę, że zrozumiała o co mi chodzi i przyznaje mi rację. (chyba wiem, kim były te dwie dziewczyny, ale nie wiem czy to nie nadinterpretacja dokonana przez moją świadomość - dlatego piszę w nawiasie - ((to była Asia i Kinga, a opieprzałem Kinię - wybacz :*
))). Widzę, ze jakiś facet wychodzi. Mówię do niego "Slavia, musimy to teraz zbudować bo inaczej nie zdążymy". Tak, to był Slavia
Szedł się chyba wysikać, więc nie wiedział, czy od razu budujemy czy najpierw się wysika haha
Tym czasem ja się zastanawiałem, czy deski się nadadzą, i mówiłem sobie, że musimy to zrobić bardzo porządnie. Niestety - nie pamiętam co mieliśmy budować... Obok stał jeszcze jeden facet, bardzo spokojny i opanowany - ale nie mam pojęcia kto to mógł być.
Wrażenia: miałem wrażenie, że akcja dzieje się po jakimś kataklizmie, a my chcąc się gdzieś dostać musimy przejść przez bardzo trudny teren. Podjechałem po ludzi autem, ale od miejsca rozmowy musieliśmy iść dalej piechotą.
). Czyli - dostałem paraliżu, i byłem tego świadomy (to co mam często, nie miłe uczucie) - nie spałem (chyba? a może?). Chciałem się ruszyć, ale - udało mi się ruszać prawą dłonią i nic z tego nie wynikało (czyli to być musiał sen!) po czym, gdy stwierdziłem, że to nie możliwe, zacząłem się jakby wybudzać, by odkryć, że wybudziłem się z jednego paraliżu a wciąż byłem w kolejnym
Tym razem silniejszym! Znowu próba ruchu, mozolniejsza i trudniejsza od poprzedniej i ... ruszam głową, co nie daje żadnego efektu (czyli to też musiał być sen!). Wkurzyłem się i zacząłem myśleć, że już nigdy nie wyjdę z paraliżu (problem w tym, że za każdym razem nie wiedziałem, że to sen - nawet teraz mam wątpliwości, czy to był sen) i wtedy wybudziłem się z paraliżu, i stwierdziłem - że jestem w kolejnym. Tym razem poszło łatwo (to musiała być rzeczywistość) - wiedziałem gdzie jestem i za wszelką cenę chciałem poruszyć ręką i otworzyć oczy. Parę sekund - i już zadowolony piłem colę 
Miałem też ciekawy sen - dużo z niego nie pamiętam, bo nie chce mi się prowadzić notatnika i go nie zapisałem
, ale to co pamiętam napiszę:Skrzyżowanie, w remoncie. Jestem w pojeździe, a znaki są po azjatycku (po rodzaju krzaczków - to chyba był japoński) i po niemiecku (?
) wybrałem jakąś drogę. Potem następuje fragment snu którego kompletnie nie pamiętam. Znowu skrzyżowanie (to samo), tym razem jadę z ludźmi. Wybieram zjazd i się zatrzymujemy zaraz za nim. Droga to wysypany kamień, ale nie ubity. Coś jakby właśnie robili podkład pod asfalt. Akcja przenosi się do pakamery/pomieszczenia. Dwie kobiety stoją przede mną - jedna rzuca butelkę z resztką coli (to była cola bo przed snem ją piłem
) na ziemię. Ja wkurzony podnoszę tą butelkę i pytam jej: "Jak chcesz przeżyć na pustyni, skoro wyrzucasz wodę?!". Ona trochę wkurzona, że ją opieprzyłem zabiera mi butelkę, ale po wzroku widzę, że zrozumiała o co mi chodzi i przyznaje mi rację. (chyba wiem, kim były te dwie dziewczyny, ale nie wiem czy to nie nadinterpretacja dokonana przez moją świadomość - dlatego piszę w nawiasie - ((to była Asia i Kinga, a opieprzałem Kinię - wybacz :*
))). Widzę, ze jakiś facet wychodzi. Mówię do niego "Slavia, musimy to teraz zbudować bo inaczej nie zdążymy". Tak, to był Slavia
Szedł się chyba wysikać, więc nie wiedział, czy od razu budujemy czy najpierw się wysika haha
Tym czasem ja się zastanawiałem, czy deski się nadadzą, i mówiłem sobie, że musimy to zrobić bardzo porządnie. Niestety - nie pamiętam co mieliśmy budować... Obok stał jeszcze jeden facet, bardzo spokojny i opanowany - ale nie mam pojęcia kto to mógł być. Wrażenia: miałem wrażenie, że akcja dzieje się po jakimś kataklizmie, a my chcąc się gdzieś dostać musimy przejść przez bardzo trudny teren. Podjechałem po ludzi autem, ale od miejsca rozmowy musieliśmy iść dalej piechotą.





