11-09-2026, 13:55
Kolejne sny:
Miałam dzisiaj sen o jakimś ziomku. To był w sumie starszy koleś, który chyba był we mnie zabujany czy coś. Robił jakieś podchody, rozmawiał ze mną i próbował się do mnie zbliżyć. W pewnym momencie zaczął się tak jakby ocierać o moje uda czy coś. Mój mąż stał za mną, wszystko widział i próbował mnie od niego odciągnąć. Ten ziomek zadawał mi różne filozoficzne pytania. Pytał mnie między innymi, czy wierzę w życie pozaziemskie, czy uważam, że jesteśmy sami we wszechświecie i takie różne rzeczy. Ja mu na te pytania odpowiadałam, bo chciałam mu zaimponować i w ogóle, więc wdawałam się z nim w te rozmowy. W pewnym momencie stał obok samochodu. Nagle uciekł za ten samochód, zaczął kaszleć i rzygać. Coś mu zaszkodziło. A ponieważ mam emetofobię, natychmiast zaczęłam uciekać. Po prostu odeszłam stamtąd i stwierdziłam, że nie chcę już mieć z tym kolesiem nic wspólnego. Była ze mną jeszcze jakaś dziewczyna, chyba koleżanka. W pewnym momencie stwierdziłam, że schowam się w bagażniku samochodu. Nie chciałam, żeby ten ziomek później otworzył bagażnik i mnie znalazł. Próbowałam wymyślić, gdzie dokładnie się schować — chciałam wejść tak jakby pod siedzenia samochodu, ale bałam się, że tam też mnie znajdzie. W końcu wyszłam i zaczęłam krążyć po różnych sklepach. Chciałam kupić sobie jakąś torebkę, żeby móc schować w niej swoje rzeczy. Wiedziałam przy tym, że mieszkam w jakimś domku razem z tym ziomkiem i że będę musiała tam wrócić po swoje rzeczy. Wiedziałam też, że on będzie mnie szukał. W pewnym momencie wpadłam na pomysł, żeby wsiąść do takiej dużej torby podróżnej na kółkach. Wsiadłam do niej i zaczęłam tą torbą zapierdalać przed siebie. Dotarłam do jakiejś bramki ze szlabanem. Ziomek próbował mnie zatrzymać i powiedział, że nie mogę poruszać się takim pojazdem i że w ogóle nie mogę opuścić terenu. Powiedziałam mu, żeby spierdalał, rozpędziłam się, minęłam go i pojechałam dalej. Zaczęłam jeździć przez jakieś różne miasta, które wyglądały trochę jak miasta na Florydzie albo w Kalifornii — były palmy i taki ciepły, amerykański klimat. Jeszcze wcześniej, kiedy byłam w sklepie, chciałam sobie kupić torebkę marki Beverly Hills. Ta marka w ogóle nie istnieje na jawie, ale we śnie wiedziałam, że jest bardzo ekskluzywna i droga. W końcu uciekłam temu ziomkowi. Później ten facet chyba stał się jakimś młodym chłopakiem. Wszędzie mnie szukał, a ja cały czas przed nim uciekałam. Ta dziewczyna, która była ze mną, chciała nawet, żebyśmy się pogodzili, bo całe to nasze zachowanie wydawało jej się bez sensu i dziecinne. Ja jednak cały czas nie chciałam go widzieć. Nie chciałam go znać ani mieć z nim nic wspólnego. Dwa razy prawie mnie gdzieś nakrył. Za każdym razem udawało mi się ukryć. Chowałam się pod stołami, pod narożnikami i w różnych innych miejscach. On przechodził obok, ale mnie nie zauważał. I cały czas uciekałam przed nim.
Później miałam drugi sen. Byłam u lekarza, miałam jakąś wizytę lekarską. W gabinecie trzeba było usiąść na takim dziwnym urządzeniu. Nogą trzeba było włączyć guziczek, który uruchamiał wodę. Woda leciała taką fontanną i trzeba było ją odpowiednio nakierować, żeby się nią nie zmoczyć. Oczywiście kiedy uruchomiłam wodę, poleciała mi prosto na siedzisko i wszystko się zamoczyło. Wstałam i ręcznie przesunęłam tak jakby kran, żeby zmienić kierunek, w którym leciała woda. Potem lekarz miał mnie już oficjalnie przyjąć i rozpocząć badania, ale chyba ostatecznie do tych badań nie doszło.
W kolejnym śnie pojawił się lew. Ten lew miał na imię Konrad. Konrad był bardzo agresywny. Atakował wszystkich i nikogo się nie słuchał. Ludzie chcieli robić mu zdjęcia, bo uciekł chyba z jakiegoś zoo, ale on zamiast pozować do zdjęć tylko atakował ludzi. W końcu Konrad znalazł się w klatce. Podeszłam do niego i nagle okazało się, że to wcale nie jest lew, tylko pitbull. Zaczęłam go głaskać. Był bardzo potulny, ale mimo wszystko bałam się, że mnie upierdoli i że w pewnym momencie, kiedy będę go głaskać, po prostu mnie ugryzie. Nie ugryzł mnie. W końcu przytuliłam się do niego i powiedziałam do mojego męża, żeby zrobił mi zdjęcie z tym psem. Później Konrad znowu uciekł. Chciał chyba coś ukraść jakiemuś dziecku — chyba loda. Jego klatka znajdowała się na takim podwyższeniu. Żeby się do niej dostać, trzeba było wejść po schodkach. W klatce oprócz Konrada był też papillon. Konrad zapierdalał gdzieś po okolicy, a ja go wołałam. W ogóle mnie nie słuchał. W końcu jakoś zeszłam na dół, zawołałam go ponownie i tym razem przyszedł. Zamknęłam go w klatce i zaczęłam go rugać, że nie wolno być takim nieposłusznym i że ma się w końcu zachowywać.
Był jeszcze jakiś fragment, w którym oglądałam program o jakiejś kobiecie, która miała konia. Ten koń podeptał jej kaczkę. Wszyscy później szukali tej kobiety, żeby ją wtrącić do więzienia, ponieważ uznali, że to przez nią koń podeptał kaczkę. I na tym właściwie kończy się to, co pamiętam.
*
Na początku miałam mieć jakąś rentę. Moja mama jakby załatwiła jakiś powód, żebym mogła ją dostać — miała niby umrzeć jakaś moja ciotka, przez co miałam być w żałobie i musiałam mieć rentę. Najpierw mama chciała ogarnąć jakiś własny, podrabiany akt zgonu. Nie chciałam tego nawet oglądać jako fałszywej wiadomości. Sam fakt zobaczenia czegoś takiego był dla mnie przerażający. Poszłam później do jakiegoś szpitala. Była tam pielęgniarka, która miała mi pokazać, co i jak, ale ostatecznie mi tego nie pokazała. Później byłam u babci. Jej monstera miała niektóre liście ogromne, ale jednocześnie były one przezroczyste. Dziwiłam się, dlaczego te liście są takie. Widziałam jakby stare nagranie, na którym monstera była jeszcze mała. Miała wtedy dwa żółte liście i dwa zielone. Zapytałam babcię: — To jest ta sama? Babcia powiedziała, że tak. Powiedziałam: — Aha. No to z dwóch listków zrobiła się taka roślina. Nieźle. Oglądałam też jakieś stare nagranie, na którym spaliśmy u babci. Dziadek był wtedy młody. Na jawie mój dziadek już nie żyje. We śnie był chyba rok 2010. Dziadek miał czarne włosy, był przystojny i miał zęby. Zazdrościłam babci, że miała takiego przystojniaka. Na nagraniu ktoś pokazał też miejsce, w którym spał dziadek. W rzeczywistości dziadek całe życie spał na sofie, a na tym nagraniu był materac. Babcia chyba spała razem z nim, bo było tam takie duże łóżko z materacem. Obok spała moja siostra i coś mówiła do kamery. Dziadek najpierw spał, ale później został obudzony przez osobę nagrywającą. Zrobił wtedy taki śmieszny gest palcem i powiedział: — Drzewa trzeszczą. Chodziło mu o to, że drzewa ruszają się od wiatru. Na nagraniu była też pokazana kuchnia i inne pomieszczenia u babci. Później była jakaś impreza u babci. Była tam Paulina, moja koleżanka z poprzedniej pracy. Wołała mnie na falkę. Powiedziałam jej, że pójdę po jedzeniu. W międzyczasie Paulina zdążyła już dawno pójść do domu. Powiedziała mi jednak, że kiedyś opiekowała się w klinice Arisską i że miała mi o czymś nie mówić, ale jednak mi powie. Powiedziałam jej: — No mów, bo ona miała dobre życie i ten fakt o jej zdrowiu tego nie skreśli. Paulina powiedziała mi, że Arisska miała ponoć szmery w sercu. Ja byłam przekonana, że zaraz usłyszę jakąś znacznie gorszą informację. Bardzo się stresowałam, a kiedy okazało się, że chodzi tylko o szmery w sercu, poczułam, że to jednak nie jest coś, co przekreśla jej dobre życie. Później paliłam na balkonie u mojej babci. Moja mama powiedziała mi wtedy, że ja, moja siostra i ona również mamy szmery w sercu. Na dole, pod balkonem, ktoś zgubił buty. Pomyślałam, że to pewnie jakiś menel. Paliłam papierosy i razem z mamą zostawiłyśmy paczki papierosów na poręczy balkonu. Mama wymieniała jakiś wkład do czegoś. W pobliżu był też kominek, jakby w jakimś pomieszczeniu u sąsiada czy coś. Nagle powiedziałam do mojego męża: — Zobacz, jaki babcia ma kominek. Staliśmy wtedy na balkonie. Widziałam te paczki papierosów zostawione na poręczy i szybko poszłam je chwycić, żeby wiatr ich nie zwiał. Kiedy wcześniej Paulina mówiła mi przez SMS-y, że opiekowała się Arisską w klinice, chciałam pójść na fajkę pod jej dom, żeby osobiście usłyszeć od niej te złe wieści. Mój mąż miał już wtedy iść do domu. Kiedy zobaczył ten kominek, miał jeszcze mokre włosy. Chciałam, żeby je wysuszył, zanim wyjdzie, ale on uznał, że same mu wyschną.
*
Na balkon u moich rodziców wdarli się jacyś złoczyńcy. Zaczęli walić w drzwi i się bić. Wyszedł Kuba, mąż mojej byłej przyjaciółki Agnieszki, i zaczął się z nimi lać. Ja stałam po prostu w domu. Pogasiłam wszystkie światła, żeby mnie nie było widać, i zaczęłam nagrywać całą sytuację. Dzwoniłam na 112, na policję, ale nikt nie odbierał. W końcu złoczyńcy sobie poszli. Zostało mi nagranie i chciałam je komuś pokazać, tylko kompletnie nie wiedziałam komu ani gdzie. I kurwa, jaka w ogóle była logika tego snu? Dlaczego ja w tym śnie nie wpadłam na taką oczywistość, że przecież z tym nagraniem trzeba po prostu iść na policję albo do prokuratury? No ale dobra, mniejsza z tym. Później powiedziałam o wszystkim mamie. Powiedziałam jej: — Zobacz, baliśmy się całe życie Romów, a oni byli tak naprawdę spokojni. A ci ludzie byli jakąś inną, nową mniejszością — po prostu takimi jakby gangsterami czy coś. Zastanawiałam się, dlaczego w ogóle wdarli się akurat na nasz balkon, a nie do sąsiada, który miał niższy balkon i znacznie łatwiej byłoby się tam dostać. Oni podobno musieli się wspinać na nasz balkon i bardzo się natrudzili, żeby tam wejść. Pytałam Kubę, czy mocno oberwał. Powiedział, że nie. Okazało się, że moja mama kiedyś im gdzieś przygadała. Oni się o tym dowiedzieli i teraz najwyraźniej chcieli się zemścić za to, co im powiedziała. Zaczęłam się zastanawiać, co by było, gdybym ja wyszła na balkon i spróbowała z nimi porozmawiać pokojowo, pacyfistycznie, zamiast od razu się z nimi bić. Później chciałam znaleźć ich wioski. Szukałam ich w Minecraftcie. W międzyczasie Agnieszka coś do mnie pisała w internecie i mnie zagadywała. Później szłam ulicą i jakiemuś dzieciakowi wypadł cukierek. Szłam za nim, a on bał się odwrócić, żeby podnieść tego cukierka. Powiedziałam mu: — No podnieś sobie tego cukierka. Podniósł go, ale jakoś tak się przechylił, że kopnął mnie w cycka. Powiedziałam: — No kurwa, nie musiałeś mnie aż kopać. On mnie przeprosił, a ja byłam wkurwiona głównie dlatego, że wcześniej mnie nie przeprosił. Na moich ubraniach został ślad jego buta. Ślad był nawet na ekranie mojego telefonu. Wytarłam ten ekran palcem i miałam potem brudny palec od ziemi. Ten dzieciak niósł kurczaka do domu. Później znalazłam się pod domem Dariusza, mojego ginekologa. Głaskałam jego kota. Kot mruczał i wyglądało na to, że podoba mu się, że go głaszczę. Później jednak uciekł.
Wcześniej tej samej nocy miałam jeszcze taki fragment snu, że na stole były jakieś pączki. Były w knajpie i były zawinięte w papier. Patrzyłam na nie i mówiłam sobie we śnie, że jak będę śnić, to zjem je we śnie ze smakiem. Myślałam: — Jakie te pyszne pączki muszą być. Jakie one muszą być dobre. Jak będę śnić, to w śnie będę chciała je zjeść. I najlepsze było to, że kompletnie nie dotarło do mnie, że właśnie ŚNIĘ. Czyli miałam praktycznie gotową instrukcję do świadomego snu, ale zamiast pomyśleć „kurwa, przecież już śnię”, po prostu stałam nad pączkami i planowałam, że kiedyś, jak będę śnić, to je sobie zjem.
*
Śnił mi się Rubin, postać z mojej książki. Jednocześnie był też Postalem, ponieważ wieczór wcześniej, zanim położyłam się spać, grałam w Postala. Byłam tam w trybie ghost, czyli takim, w którym można latać, przelatywać przez ściany i po prostu jest się duchem. W śnie ja i Postal lecieliśmy gdzieś przez jakieś mega creepy miejsce w podziemiach. Było ono wzorowane na takim miejscu z Postal 2, które znajduje się w banku za biblioteką. Była tam brudna rzeczka, a całe podziemia były strasznie obskurne i nieprzyjemne. W tym miejscu ja i Postal mieliśmy erotyczny epizod w powietrzu, cały czas przelatując przez ściany. Później ukradliśmy wór pieniędzy, chyba z banku. To jednak nie było takie proste, bo w tych podziemiach byli ludzie, którzy byli gotowi nas zabić. Zaczęli na nas polować. Cały sen był przez to mega creepy. Kiedy się obudziłam, bałam się ponownie zasnąć. W końcu jednak znowu poszłam spać.
Później miałam sen o tym, że moi rodzice kupili szczeniaka. Był to taki kremowy, włochaty piesek. Rodzice dali go tymczasowo pod opiekę jakiemuś chłopu, chyba wojskowemu. My natomiast przez całą noc jechaliśmy samochodem do jakiegoś nowego domu. Szczeniak chyba miał chorobę lokomocyjną, bo rzygał albo ulewało mu się mlekiem. Ja przez całą noc spałam w samochodzie. W pewnym momencie sama się dziwiłam, że w ogóle byłam w stanie przespać całą noc w aucie i ani razu się nie wybudzić. Rodzice mówili, że zatrzymaliśmy się gdzieś w lesie i oni również tam spali. Ja siedziałam z tyłu razem z moją siostrą. I wtedy szczeniak nagle zamienił się w taką włochatą torebkę. Ja wycierałam tę torebkę z mleka, którym była ubrudzona, bo bałam się, że szczeniak będzie później pachniał tym mlekiem, które mu się ulało. Później otworzyłam tę torebkę. Czyli tak naprawdę otworzyłam szczeniakowi brzuch. I nagle okazało się, że w środku są jakieś lody śmietankowe z ciasteczkami. Moja siostra zaczęła wyjadać ciasteczka, a ja się na nią obraziłam, że wszystko zjada i nie chce mi nic zostawić. Później włożyliśmy do tej torebki mięso i zamknęliśmy ją. Czyli po prostu nakarmiliśmy szczeniaka, wkładając mięso bezpośrednio do jego brzucha, który jednocześnie był wnętrzem torebki. Szczeniak był torebką. Torebka była szczeniakiem. I absolutnie nie miało to żadnego sensu. W ogóle kurwa, ja pierdolę, co za zjebana logika snu. Później dotarliśmy pod dom. Był to bardzo duży, trzypiętrowy dom, a pod nim znajdował się ogród. Moja mama miała w tym ogrodzie mnóstwo roślin. Ogródek był naprawdę bardzo ładny. Baliśmy się jednak, że pies będzie jej ten ogród niszczył. Dlatego zaproponowałam mamie, żeby zrobić dla niego kojec. Sam dom był bardzo ładny, ale ja zaczęłam się zastanawiać nad kosztami jego utrzymania. Bałam się, ile kosztowałoby mnie mieszkanie w takim domu, gdybym kiedyś miała go odziedziczyć.
Później ten szczeniak nagle przestał być szczeniakiem i stał się kotem. Kot leżał na stole razem z jakimś harcikiem. Nie bał się psa — leżał sobie spokojnie obok niego. Blanka, chrześnica mojego męża, zobaczyła tego kota. Podejrzewałam, że będzie się nim jarać jak dziecko i będzie chciała go głaskać. I wtedy sen postanowił już kompletnie odlecieć. Ten kot nagle stał się sałatką jarzynową. Po prostu kot był sałatką jarzynową w słoiku. Ja niosłam ten słoik i powiedziałam do Blanki: — Na razie nie będziesz mogła pogłaskać kota, bo on jest sałatką. Później będzie znowu kotem. I w tym śnie było to całkowicie logiczne. Kot był sałatką. Sałatka była kotem. A ja najwyraźniej uznawałam, że to tylko tymczasowy stan skupienia zwierzaka. Kurwa, nienawidzę takich snów. Są tak totalnie nielogiczne i momentami wręcz creepy.
*
Byłam z moją mamą na jakiejś wycieczce. Jakaś laska mi dogadywała i przedrzeźniała moje odgłosy wzdychania. Zapytałam ją, czy ona ma jakiś problem z moją osobą. Powiedziałam jej, że jeżeli ma problem z moją osobą, to niech mnie nie przedrzeźnia, bo mi się to nie podoba. I sobie poszłam. Cieszyłam się z tego, że w końcu zaczęłam być asertywną osobą i taką, która się stawia. W tym śnie byłam gruba. Mówiłam sobie, że mimo że chodzę na siłownię, to jestem coraz grubsza. Miałam na sobie jakąś koronkową bluzkę i coś tam tańczyłam. Jadłam pączka i wiedziałam, że zawsze jem te pączki zamiast czegoś zdrowego i dlatego jestem gruba. Jednocześnie jakby nieświadomie jadłam te pączki i nie trzymałam diety. Później na tej wycieczce jakiś chłopak mówił, że ugryzł go pająk w stopę. To była chyba wycieczka na jakiś cmentarz. Poszłam z rodzicami. Potem nadeszła grupa moich znajomych i powiedziałam rodzicom, żeby poszli w inne miejsce, a ja ich dogonię, bo chciałam spędzić czas z tymi znajomymi. Miałam pająka na swojej torbie. Był dość spory. Jakaś moja koleżanka wzięła tego pająka i go zjadła. Pamiętam też, że ta koleżanka była na coś albo o coś na mnie obrażona.
*
Miałam taki sen o jakimś kolesiu, który był policjantem albo udawał policjanta. Zakładał mi kajdanki. Mimo tego potrafiłam się z tych kajdanek wyswobodzić — umiałam po prostu wyciągnąć z nich swoje ręce. Później buszowałam w Lidlu i wtedy skapnęłam się, że to jest sen. Zaczęłam tak jakby jeść wszystkie słodycze, które napotykałam na swojej drodze. Jadłam jakieś dobre czekolady bez cukru, po czym stwierdziłam: „No ej, to jest sen. Nie muszę jeść rzeczy bez cukru, bo to jest sen i na pewno potem nie przytyję. Mogę jeść normalnie.” Zaczęłam więc szukać chipsów i zaczęłam jeść chipsy, jakieś różne paluszki i inne rzeczy, na które miałam ochotę. Później tak jakby był kolejny sen, ale również o tym samym kolesiu. Spotkaliśmy się gdzieś w lesie. Cały czas wciąż miałam zakute ręce w kajdankach, a między nami doszło do intymnego zbliżenia na masce mojego samochodu, mojego Dustera. Koleś ten pierw lizał moje miejsce intymne, potem ja robiłam mu dobrze ustami, a potem była klasyczna penetracja. Później pokazywałam mu rysunki moich postaci z forum RPG w trakcie zbliżenia — takie, które kiedyś rysowałam. Następnie sen tak jakby zmienił się w coś zupełnie innego. Byłam w moim mieszkaniu. Trwał remont i mój tata wykładał kostkę brukową na ścianę, tak jakby chciał zamurować niektóre miejsca w moim mieszkaniu. Później było malowanie ścian. Tata malował je na zielono i pomarańczowo. Miał być to taki gradient, że jeden kolor przechodził w drugi. Mój tata dał mi pędzel z jasnozieloną farbą i kazał mi zamalować dziurę. Nie wiedziałam jednak, którą dziurę miałam zamalować. Tata pokazał mi palcem, którą, ale ja dalej nie wiedziałam, o którą mu chodzi. Zapytałam mamę, a ona mi podpowiedziała, że chodzi o obraz Matki Boskiej w ramce. To właśnie ten obraz miałam zamalować. Obserwowałam też sufit. W niektórych miejscach, przy włączeniach karton-gipsu, był rdzawy nalot i jakieś wybrzuszenia. Zastanawiałam się, czy znowu dach mi nie przecieka. Ściany były całkowicie gołe, tylko takie jakby z cegły kamiennej. Całe mieszkanie w tym śnie wyglądało bardzo brzydko.






