25-08-2026, 12:28
Dzisiejszy sen:
Pierwszy sen tej nocy był o moim dawnym przyjacielu z poprzedniej pracy, Grześku. Śniło mi się, że umarł w wieku pięćdziesięciu lat, czyli dokładnie w takim wieku, w jakim jest teraz. Poszłam na jego pogrzeb i okazało się, że Grzesiek również przyszedł na swój własny pogrzeb. Nie wiem, czy był duchem, czy po prostu w trumnie znajdował się ktoś inny, ale w każdym razie normalnie się tam pojawił. Wcześniej rozmawiałam z ludźmi na pogrzebie i mówiłam im, że go znałam. Opowiadałam, że Grzesiek zawsze uważał, że będzie żył 120 lat. Był bardzo pewny siebie i miał wrażenie, że jest praktycznie nieśmiertelny i nic go nie ruszy. A tu nagle okazało się, że jednak nie przeżył nawet połowy tych swoich 120 lat. Kiedy podeszłam się z nim przywitać, zapytałam go: „No i co? Gdzie masz te swoje 120 lat?” Powiedziałam mu też, że z tego, co widzę, na jego nagrobku jest liczba 50. Później chyba odbywała się jakaś stypa albo spotkanie po pogrzebie. Byliśmy w restauracji. Jakaś kobieta niosła nam kawę. Ja co chwilę otwierałam drzwi i za każdym razem robiłam to w taki sposób, że nie zauważałam, że ona właśnie przechodzi, przez co oblewała się kawą. W pewnym momencie miała nawet fusy na twarzy. Strasznie mnie to śmieszyło we śnie, ale jednocześnie było mi głupio. Chciałam ją przeprosić i dać jej Merci. Później ktoś zaczął mówić po holendersku i szpanować, że zna ten język. Powiedziałam, że ja zazwyczaj znam tylko przekleństwa w innych językach. Powiedziałam po holendersku coś w rodzaju „lubię w dupę”, czyli „ich macht in de kont”. Nikt się z tego nie śmiał, tylko ja sama. Później zaczęłam komentować komuś postacie z mojej książki. Miałam mały zeszyt, w którym były zdjęcia poszczególnych postaci. Był tam między innymi Ares i Nihil. Wskazałam palcem na Nihila i powiedziałam, że to jest moja ulubiona postać. W pewnym momencie zaczęłam myśleć o tym, że to straszna lipa, że sen nie działa tak jak jawa. Chciałabym móc naprawdę uczestniczyć w swoim drugim świecie i przeżywać tam życie tak jak tutaj, na jawie. Niby w świadomych snach wszystko pamiętam i doświadczam czasami nawet intensywniej niż na jawie, ale nie mam takiej samej pamięci wydarzeń. Pomyślałam, że wydarzeń sprzed pięciu lat z moich świadomych snów prawie w ogóle nie pamiętam, chyba że przeczytam o nich w dzienniku snów. Za to doskonale pamiętam, co wydarzyło się w moim prawdziwym życiu pięć lat temu. Stwierdziłam, że jest to smutne i przykre. Później całowałam się z Nihilem. W pewnym momencie zorientowałam się jednak, że tak naprawdę całuję swoją własną rękę, która oczywiście nie oddaje pocałunku. Następnie pojawił się Rubin. Też próbowałam go pocałować, ale wyglądało to trochę jak wykonanie polecenia w Simsach — jakbym po prostu wybrała akcję „pocałuj”. Po domu chodziły też duchy jakichś dużych zwierząt. W międzyczasie chyba całowałam się również z Grześkiem, ale wyobrażałam sobie, że to Nihil. Było to trochę absurdalne. Później miałam kawałek mięsa krowiego. Było bardzo różowe, właściwie bardziej różowe niż czerwone. Uznałam, że wygląda dziwnie i może być zatrute. W miejscach, w których krowa miała czarne łaty, mięso również było ciemniejsze. Wszyscy oglądali to mięso i zastanawiali się, jak to w ogóle możliwe i z jakiej krowy mogło pochodzić.






