10-08-2026, 09:35
Ostatnie sny:
Miałam dzisiaj taki sen, że była jakaś wojna w Nowym Jorku. I ja sobie gadałam z taką kobietą na temat krowy. Ona mnie pytała, czy ja chcę krowę amerykańską po wojnie jakby otrzymać, ogólnie krowę. Ja powiedziałam, że mogę tę krowę wziąć, tylko jak ją przetransportujemy. Zaczęłyśmy rozmawiać na temat mleka. Ja jej mówiłam, że uwielbiam Amerykę jak mój drugi dom, ale dla mnie amerykańskie mleko to jest masakra, że po prostu jest niedobre. Że europejskie mleko jest o wiele lepsze. Powiedziałam, że jak przeżyjemy tę wojnę, to możemy zrobić wymianę, że ona puści amerykańską krowę do nas, a ja jej wyślę polską krowę. Okazało się, że ona ma jakieś książki, książeczki polskie o jakiejś maturze czy coś. Okazało się, że uczyła się polskiego i coś tam było, że chyba chciała w Polsce maturę zdać czy coś tego typu. No i ja tam zwoływałam jakichś ludzi, jakichś swoich żołnierzy. Pytałam się, czy zaczynamy oblężenie. I ja byłam smokiem. Zamieniłam się w smoka, leciałam nad miastem i zionęłam ogniem, żeby to miasto oczyścić jakby. Walczyłam z jakimś drugim wielkim smokiem w powietrzu i tak jakby ta walka przeniosła się do takiego kanału, do takiej rzeki w mieście. Myśmy jako te smoki tam upadli do tej rzeki i biliśmy się pod wodą. Ten drugi smok został pokonany, a ja zostałam ranna i po prostu jakby zapadłam w taką chwilową śpiączkę. Wszyscy myśleli, że ja nie żyję, a ja po prostu spałam. Później przemieniłam się z powrotem w człowieka i wszyscy się cieszyli, że ta wojna została wygrana i w ogóle. Była jakaś taka grupa na Facebooku dotycząca chyba straży. Odezwałam się tam na tej grupie i zaczęli mnie faceci podrywać. Jeden pisał, że on to w ogóle chciał do mnie zagadać, ale się bał. Ja tak jakby miałam mu napisać: „Chłopie, mam kurwa męża”, ale tak sobie później pomyślałam: „Ach, przecież niewinny flirt nikomu nie zaszkodził”. Odpisałam mu: „No to napisz”. Później jakaś dziewczyna, chyba ta od krów, powiedziała, że chce się ze mną tam zobaczyć, gdzieś iść ze mną. Ja powiedziałam jej, że zaraz przyjdę, bo wolałam się spotkać z tym chłopakiem. Poszłam się przebrać. Przebrałam się w jakąś taką miniówkę i ładną bluzkę. Wróciłam do tego pokoju, a ten facet był już bardzo podjarany, widząc mnie w takim stroju. Poszliśmy do takiego pomieszczenia obok i tam miało miejsce bara-bara. Ja byłam na górze. Później jeszcze stwierdziłam, że innego faceta poderwę. Poszłam gdzieś niby z tą dziewczyną i coś tam jej powiedziałam, że chcę jakby tutaj z nim spać, ale tak w sensie spać w jednym łóżku. Ona cały czas chyba spała ze swoim synem i to dziecko się obraziło. Później poszłam do takiej innej chatki jakby w tym Nowym Jorku i szukałam tam odpowiedniego kandydata. Tym kandydatem okazał się John z Red Dead Redemption. Nie wiem, dlaczego nie Arthur, ale poszłam po tego Johna. Poszliśmy razem do pokoju obok i znowu miało miejsce bara-bara. Ale takie trochę koślawe to bara-bara było.
*
Miałam dzisiaj taki creepy sen, koszmarny w sumie. Bardzo rzadko mi się śnią koszmary. Ale śniło mi się takie ciężkie, że spotkałam się z tym moim dawnym przyjacielem, Grzeszkiem, z poprzedniej pracy. Ogólnie z nim rozmawiałam. W ogóle tak jakby nie wiedziałam, po co ja przyjechałam i po co mi to wszystko. Miałam ochotę odejść jak najszybciej. Nagle skapnęłam się, że jest monitoring, który jest ustawiony tak jakby prosto na nas. I ktoś tak jakby pukał w ten monitoring. Były takie uderzenia ręką jakby w szybę. To mnie mega wystraszyło. Ja wtedy tak ukryłam jakby twarz, nie chciałam, żeby ten ktoś mnie zobaczył. Ale wiedziałam, że już jest za późno i oni mnie widzą. Siedziałam wtedy na blacie. Zeszłam z tego blatu, wyszłam, chciałam odjechać przez takie barierki, no ale tam ktoś stał. Więc wyszłam jakby z auta, przełożyłam ten samochód przez barierkę i chciałam odjechać. I wtedy babka mnie zatrzymała i pytała, co ja mam przy sobie. Więc zaczęłam tam jej pokazywać rzeczy, a ona powiedziała, że przejazd kosztuje 50 zł, a skorzystanie z łazienki jeszcze 5 zł. Bo ja tam, na miejscu, korzystałam z łazienki. I ja sobie tak pomyślałam: „Ja pierdolę, ty kurwo, skąd wiesz, że ja w łazience byłam?”. I sobie wtedy uświadomiłam, że ktoś mnie śledzi. Później był taki fragment, że byłam ogólnie w jakimś lesie i malowałam drzewa jakąś taką kolorową farbą. Miałam też takie jakby pazury niewidzialne, którymi rozcinałam te drzewa i one w środku świeciły w nocy. To była noc i one tak fajnie rozświetlały drogę. W pewnym momencie byłam z moją siostrą i chodziłyśmy po różnych domkach, bo to były takie domki jakby kempingowe z kampu, z obozu. Weszłyśmy do jednego domku, żeby się przed czymś schować. Tam była jedna taka lampka na takim jakby taborecie, taka stara lampka. I ja wiedziałam, że jak ta lampka zacznie mrugać i zgaśnie, to trzeba będzie uciekać. Bo coś tam wtedy będzie chciało nam zrobić krzywdę w tym domku. Patrząc na tę lampkę i wokół, zauważyłam rozświetlany ten domek jej światłem. I wszędzie wewnątrz, na ścianach tego domku, była krew. Wszystko było ubrudzone krwią. I ja wtedy powiedziałam: „Ja pierdolę. W co ja się wyjebałam”. Na zewnątrz chodziły takie jakby agresywne lisy, które miały wściekliznę czy coś. I ja mówię: „No to nie wiem, czy lepiej będzie się zatrzasnąć w tym domku, żeby nas nie dopadło to, co na zewnątrz, czy po prostu otworzyć drzwi i tylko czekać, aż ta lampka tutaj zamigota, żeby uciekać od tego, co nas czeka tutaj wewnątrz?”. Moja siostra powiedziała mi, żebym po prostu zostawiła drzwi uchylone. Stałam przy tych drzwiach i widziałam te wściekłe lisy. Ale na szczęście po chwili zaczęły się oddalać. W pewnym momencie ta lampka zaczęła migotać. Powiedziałam do siostry, że szybko musimy uciekać. A jeszcze wcześniej tak jakby jeden lis był z nami w środku, tylko że on był spoko. Kiedy lampa zaczęła migotać i zgasła, byłam przerażona nie na żarty. Moja siostra leżała wtedy na takim jakby łóżku. Ona chyba poszła spać, bo tak jakby dopiero się przebudzała, kiedy ja krzyknęłam, że musimy uciekać. Stwierdziłam, że nie mam na to czasu. Podbiegłam do niej, wzięłam ją szybko na ręce. Chwyciłam jeszcze jakiś mój kubek po kawie i uciekłam z tego domku. Zaczęłyśmy biec. Znaczy ja zaczęłam biec przed siebie. A jeszcze wcześniej w tym śnie był też taki creepy moment. Byłam tak jakby Simpsonem. Byłam w garderobie i przebierałam się, bo miałam iść chyba na jakąś randkę. Zakładałam takie krótkie spodenki. Już miałam wychodzić. I nagle usłyszałam takie: „Bum, bum, bum”, jakby gdzieś na zewnątrz. I takie: „Halo, halo”. Myślałam, że to złodziej puka albo po prostu jakiś zły człowiek. Starałam się ignorować te dźwięki. Powiedziałam do mojego psa, który był za mną, żeby wszedł do legowiska i nie wychodził stamtąd. Cały czas były takie uderzenia. Zaczęłam słyszeć, jak ludzie się krzątają z tego domu. Więc postanowiłam, że wyjdę i sprawdzę te uderzenia, czy tylko ja je słyszę, czy o co chodzi. Chciałam też ochronić tych ludzi. Jak wyszłam, zobaczyłam, że to mój tata uderzał, bo chciał nas wszystkich zawołać na toast. Wszyscy stali jakby przy stole i wznosili kieliszki z szampanem. Natomiast te uderzenia były mega przerażające.
*
Śniło mi się, że wróciłam do szkoły i skapnęłam się, że w dalszym ciągu pamiętam, jak się uczyć. Moja pamięć była nawet lepsza niż wtedy, kiedy faktycznie chodziłam do szkoły. Codziennie były jakieś kartkówki i egzaminy, a ja po prostu wszystko miałam zdane, mimo że byłam już w takim wieku, że dawno nie chodziłam do szkoły. W tym samym śnie grałam w Simsy. Była tam kobieta, która miała jakiś gen księżycowy, który pozwalał jej przez dobę zmieniać się w różne stworzenia, jakieś kosmity i niekosmity, a później wracała do swojego dawnego stanu. Miałam urządzić jej dom, ale chciałam najpierw pograć i zobaczyć, jak ten gen księżycowy będzie się rozwijał. Ona tak dziwnie chodziła po ziemi. Jej kot też miał gen księżycowy i musiałam go ubrać w jakieś różne, dziwne wdzianka związane z księżycem. Ona w taki dziwny sposób chodziła, co bardzo mnie śmieszyło. Postanowiłam ją nagrać i pokazać siostrze, że mam taki dodatek do Simsów. Później cały czas byłam w tej szkole, ale było to dziwne, bo pomieszczenia wyglądały jak kuchnia moich rodziców. Na każdym parapecie stała roślina. To ja przyniosłam te rośliny do tej szkoły/pracy. Wiedziałam, że niedługo skończę tutaj pracę, a moje rośliny nadal tutaj zostaną i będą po mnie taką pamiątką. Rośliny bardzo wyrosły i były bujne. W pewnym momencie aż żałowałam, że przekazałam je do tej pracy/szkoły. W jednej z roślin wyrastała taka roślina mięsożerna, dość duża. Wyglądała jak jakaś podłużna jaszczurka albo wąż, który wychodził z ziemi. Ten wąż podgryzał liście draceny, w której doniczce był. W pewnym momencie ugryzł kawałek jej gałęzi. Wkurzyłam się na niego i zaczęłam pytać, co on robi. On jakby ze mnie kpił i dalej pokazywał, że chce podgryzać korzenie tych roślin. Wstałam i zaczęłam robić zdjęcia kwiatkom stojącym na parapetach. U góry na szafie były jakieś gumowe dildo. Nie chciałam ich fotografować, tylko chciałam skupić się na roślinach. Chyba była tam moja mama i zapytała mnie, co robię. Powiedziałam, że robię zdjęcia roślinom. Nauczyciel pytał nas, czy za tydzień możemy pojechać na dwa dni w góry, z noclegiem. Powiedziałam, że nie chcę żadnych wycieczek szkolnych, zwłaszcza z nocowaniem. Kiedy zapytał mnie, czy mogę jechać, powiedziałam, że nie, bo mam pracę w hotelu, pracuję na dwa etaty i ludzie na pewno będą czegoś ode mnie chcieli. Nauczyciel zaczął opowiadać, że mamy tam jechać tylko dlatego, że ma przyjechać jakaś kobieta i na pewno nie będzie wiedziała, jak dostać się do swojego pokoju, więc trzeba będzie tam być, żeby ją poinstruować. Powiedziałam, że w hotelu mam dokładnie to samo — goście też przyjeżdżają i nie wiedzą, jak wejść do pokoju. Była tam Anika, koleżanka ze szkoły. Zapytała mnie, czy wszystkie perfumy, które mam, kupuję sobie sama, czy dostaję je od innych. Powiedziałam, że różnie, ale zazwyczaj sama je kupuję. Zapytała, skąd mam na to pieniądze. Powiedziałam, że pracuję na dwa etaty, bo pracuję na etacie i pracuję przy swoim hotelu. Powiedziałam też, że po prostu czasami lubię kupić sobie coś sama i sobie dogodzić. Miałam wrażenie, że może trochę ją to boli albo że coś komentuje, ale ona powiedziała, że tylko pyta. Później miałam ser w kostce, który chciałam pokroić do obiadu. Woreczek, w którym był ser, był uwalony surowym mięsem z przyprawami. Chciałam wymienić woreczek, ale nie miałam nic innego, więc zawinęłam ten ser bardzo szczelnie w ten woreczek. Anika powiedziała mi, że muszę porozmawiać z chłopakami i że po czwartej rozmowie będę się śmiała. W pewnym momencie otworzyła worek z mięsem, w którym były surowe, przyprawione schaby. Okazało się, że na tych schabach były zapisane jakieś wiadomości od facetów. Pomyślałam, że jeśli zacznę dotykać tego mięsa, będę miała później całe brudne ręce i będę musiała je umyć. Anika zaczęła wyciągać mięso z torby i wtedy zadzwonił budzik.
*
Byłam z moim eks, Patrykiem, i chodziłam po takim pustym placu obok domu rodziców. Chciałam się z nim pierdolić w krzakach, ale znalazłam jakiś budynek — był to motel. Był tam nawet pokój z łóżkiem. Zamknęliśmy drzwi, ale okazało się, że to jest czyjś pokój hotelowy. Zablokowałam te drzwi kluczem od drugiej strony, od strony pokoju, i powiedziałam, że nie ma wejścia, sorry. Ta osoba odeszła. Później do drugich drzwi zaczął dobijać się jakiś dziadek. Powiedziałam mu, że sorry, ale nie można wejść. Zabrałam klucz, żeby nie mógł otworzyć drzwi, zamknęłam je na klucz i poszłam położyć się na łóżku. Zaczęło się bara-bara, ale nagle ten dziadek wbił do pokoju. Była ogromna siara. Zakryłam się kołdrą i wszystkim i powiedziałam: „Boże święty, przyłapał nas”. Był też sen o rannych alpakach. Było jakieś sanktuarium i miałam robić im zdjęcia, żeby wrzucić je na Zrzutka.pl i żeby ludzie wysyłali pieniądze na pomoc dla tych alpak. Jeszcze w tym pokoju hotelowym jakaś laska robiła mi miny, kiedy stałam przy umywalce, ale w ogóle mnie to nie jarało.
Później był sen o Kalwim i Remim. Został sam Remi i śpiewał jakieś disco polo. Pomyślałam sobie, że ale siara, bo kiedy byli w duecie, robili o wiele lepszą muzykę. Nagle byłam u Remiego w domu. Miał zimne dłonie i powiedział, że to przez emocje. Siedzieliśmy na podłodze, a ja siedziałam mu na kolanach okrakiem w salonie. Zapytałam go, czy ma dom, czy mieszkanie. Powiedział, że ma trzy, ale nie powiedział, czy chodzi o trzy domy, czy trzy mieszkania. Nagle przyszła jego rodzina — dzieci i żona. Żona poszła do kuchni. Pomyślałam znowu: „Ale przypał, przyłapali nas”. Rodzina usiadła i zaczęła jeść obiad. W końcu wstałam i się przywitałam. Jedna z jego córek zapytała, po co ja w ogóle chcę ładnie mówić. Odpowiedziałam, że chciałabym mieć bardzo dobrą elokwencję i zasób słów, bo piszę książki. Ona zaczęła mnie jakoś disować, ale nie pamiętam dokładnie, co mówiła. W końcu powiedziałam: „Dobra, chyba nie ma tu dla mnie miejsca, pójdę sobie już” i wyszłam. Nagle znalazłam się w swoim domu. Wzięłam z półki książkę Nabokova, wróciłam do nich i powiedziałam, że dla mnie najlepszą literacką książką jest „Lolita” Nabokova. Wzięłam „Lolitę” i jeszcze jakąś inną jego książkę i poszłam znowu do tej dziewczyny. Zapytałam ją, jak ma na imię. Powiedziała, że Grzebienia. Pomyślałam: „No kurde, dziwne imię, ale dobra”. Powiedziałam jej o tych książkach. Wzięła tę drugą książkę i zaczęła po niej kreślić, zaznaczać błędy i wszystkie przecinki w tym dziele literackim, które już było wydane. Pomyślałam, że może to wina druku albo redaktora, ale nie wiem, czy samego autora, że jest tam tyle błędów. Powiedziałam jej: „Spójrz, jak ładnie zaczyna się Lolita”. Chciałam, żeby używała ołówka do tych książek, ale było już za późno, bo wszystkie popisała długopisem. Ta druga książka była pożyczona. Pomyślałam, że trudno — powiem osobie, od której ją pożyczyłam, że pożyczyłam ją jeszcze komuś innemu, a ta osoba pokreśliła całą książkę, więc po prostu ją odkupię. Czułam, że z Grzebienią mamy wspólny vibe. Zapytałam ją, czy chce być zawodowym korektorem. Zaczęła coś bełkotać, ale w ogóle nie czaiłam, o co jej chodzi.
*
Byłam w pracy i rozmawiałam z Sylwią z pracy, taką koleżanką, o wyładowaniach elektrycznych w nocy. Była taka sytuacja, że w nocy występowały jakieś mega wyładowania elektryczne, kiedy po niebie latały samoloty. Sylwię tak jakby prąd pokopał i bardzo bolała ją głowa. Na drugi dzień przyszłam do niej i zaczęłam pytać, jak się czuje. Przytuliłam ją. Miała na sobie biały sweter. Później znowu były pokazy lotnicze. Jeden samolot spadł i się rozbił. Miałam pytać pilotów o autografy i zapisywać te autografy w takim zeszycie. Powiedziałam Sylwii, że nie lubię, kiedy samoloty latają bardzo głośno i bardzo nisko, szczególnie jakieś odrzutowce czy myśliwce, bo muszę wtedy zatykać uszy. Dla mnie jest za głośno, a mam szumy uszne i nie chcę, żeby były jeszcze głośniejsze. Nagle zaczął padać deszcz. Wyszłam z budynku i pobiegłam gdzieś, bo powiedziałam Sylwii, że muszę iść po moje aparaty słuchowe. W końcu jednak stwierdziłam, że nie chcę po nie iść, zawróciłam i wróciłam z powrotem. Czułam, że deszcz pada i robię się mokra, ale po chwili znowu byłam sucha. Rozmawiałyśmy też o głośnych myśliwcach na baloniezie. W pewnym momencie zapomniałam o tym, żeby pytać o autografy. Okazało się, że musiałam codziennie przychodzić do pracy tylko na dziesięć minut. Stwierdziłam, że to bez sensu pracować dziesięć minut dziennie, ale skoro płacą mi tyle, co za osiem godzin, to miałam wyjebane. Przypomniałam sobie o autografach i szybko wzięłam zeszyt. Zaczęłam biegać po takich hangarach, w których były samoloty i piloci. Zaczęłam prosić ich o autografy. Piloci wpisywali mi się do zeszytu, ale byłam tak w dupę z tą robotą, że zaczęłam obmyślać plan, czy nie lepiej byłoby po prostu podrobić podpisy.






