27-05-2026, 15:43
Dzisiejszy sen:
Dzisiaj śniło mi się, że szukałam w sklepie mleka owczego w proszku. Sklep był pełen różnych produktów — mleka w proszku, puszek, słoiczków i opakowań, głównie czerwonych. Sprzedawczyni powiedziała z obrzydzeniem: „Fuj, jak można lubić mleko owcze?”, a ja odpowiedziałam jej, że mleko owcze jest lepsze niż kozie i że właśnie takie chciałabym kupić. Później poprawiałam makijaż w lusterku. Zauważyłam, że podkład starł mi się z nosa i czoła, zostawiając plamki. Wklepywałam nową warstwę podkładu, próbując to naprawić. Nagle spojrzałam na zegarek — była 8:10. Uświadomiłam sobie, że mam lekcję w szkole i że powinnam już być w klasie. Znowu wrócił motyw szkoły, który często pojawia się w moich snach. Byłam kompletnie nieprzygotowana — nie wiedziałam, gdzie mam zajęcia, jaka to sala ani nawet co to dokładnie za lekcja. Nie miałam zeszytów ani niczego potrzebnego. Chodziłam po szkolnym korytarzu i zaglądałam do klas, ale wszędzie byli obcy ludzie. W końcu znalazłam odpowiednią salę. Kiedy weszłam, nauczycielka zapytała mnie, jaką muzykę lubię. Odpowiedziałam, że bardzo lubię Elvisa. Zaraz potem wymknęłam się do łazienki. Toaleta była ogromna, z wieloma kabinami w środku, ale bardzo brudna i obskurna. Gdy zdjęłam spodnie, zorientowałam się, że dotknęły sedesu. Poczułam obrzydzenie i próbowałam je jak najszybciej wytrzeć z „zarazków”. Po powrocie do klasy zobaczyłam mojego dawnego przyjaciela Grzegorza. Usiadłam niedaleko niego. Na ławce leżał już mój egzamin z oceną „DST+”. Pomyślałam, że może to nie jest świetna ocena, ale najważniejsze, że zdałam. Rozmawiałam z Grzegorzem swobodnie, jak dawniej, żartowałam i dawałam mu dwuznaczne sygnały. Potem wydarzyło się coś dziwnego — zaczęłam zapisywać ten sam sen do dziennika snów. Pisałam właśnie o mleku w proszku, o szkole i całej reszcie wydarzeń, które teraz pamiętam. Nauczycielka dała nam podręcznik do zajęć. Na okładce był Elvis. Pomyślałam wtedy, że dobrze było wspomnieć o Elvisie, bo dzięki temu dostałam „spersonalizowaną” książkę z jego zdjęciem. W środku były teksty jego piosenek, informacje o nim i różne ciekawostki, choć nie było wszystkiego, czego szukałam. Później śpiewałam piosenki Elvisa i zaczęłam szukać perfum w torebce. Przypomniało mi się, że w jakimś wcześniejszym śnie kupiłam nową torebkę i wrzuciłam do niej perfumy, a potem schowałam ją do szafki i zapomniałam o nich. Jedna z torebek była ciemnozielona, z Guessa — mam ją na jawie i to taka, której nie lubię. Na końcu znowu byłam w sklepie. Pokazywano tam rekordowo wysoką wieżę z torebek.






