22-05-2026, 09:00
Ostatnie sny:
Śniło mi się dzisiaj, że z moim kolegą z pracy, Sławkiem, spać miałam w sypialni moich rodziców w ich domu. Mieliśmy tylko spać, ale ja liczyłam na coś więcej ponad to. Wiedziałam, że Sławek jest gejem, ale liczyłam, że zmieni orientację ze względu na moje zaloty (chyba się przeliczyłam, bo do niczego nie doszło). Dziwiłam się, że leżymy obok siebie a on mnie nawet nie pocałował. Moja mama nosiła nam kolację do łóżka.
*
Śniło mi się, że byłam w świecie przypominającym Minecrafta. Budowałam tam jakiś basen, w którym mieliśmy później pływać. Wszystko wyglądało trochę nierealnie i klockowo, ale jednocześnie wydawało się całkiem normalne. Później miałam jechać z moją siostrą i jej koleżanką Agnieszką w odwiedziny do mojego byłego chłopaka, Mariusza. Miał żonę, wiedziałam o tym, ale mimo wszystko gdzieś w środku liczyłam na to, że może znowu się we mnie zakocha albo przypomni sobie o dawnych uczuciach. Byłam wtedy na dole w salonie u moich rodziców. Stałam i przyglądałam się komodzie wiszącej pod telewizorem. Była bardzo ładna, w eleganckim stylu, ale zauważyłam, że drewno zaczyna się niszczyć. Powiedziałam tacie, że coś jest z nią nie tak — że nadal wygląda ładnie, ale już wyraźnie się psuje. Tata czekał, aż się przygotuję do wyjazdu. Poszłam więc na górę i powiedziałam mu, że potrzebuję tylko pół godziny, żeby się ubrać i zrobić makijaż. Miałam na sobie welurową tunikę i szukałam do niej spodni. Nie mogłam znaleźć moich czarnych legginsów. W końcu wyciągnęłam je z szafy, a razem z nimi znalazłam czerwone legginsy. Pomyślałam wtedy, że może właśnie w tych czerwonych będę wyglądać lepiej. Nagle moja tunika zmieniła kolor na zielony i uznałam, że z czerwonymi legginsami będzie to do siebie idealnie pasować. Byłam podekscytowana przygotowaniami i chciałam wyglądać naprawdę dobrze. Wydawało mi się, że to był Sylwester i miałyśmy jechać świętować. Nagle jednak spojrzałam w stronę drzwi i zobaczyłam, że moja siostra razem z Agnieszką już przyszły. Wtedy okazało się, że nigdzie jednak nie jedziemy. Poczułam ogromne rozczarowanie, bo tak bardzo chciałam się wyszykować, wyjść i przeżyć ten wieczór.
*
Śniło mi się, że znajdowałam się w czymś przypominającym obóz koncentracyjny albo ogromne więzienie. Wszystko było ponure, zamknięte i pełne krat. Na początku byłam tam razem z Adrianem, ale później w jakiś dziwny sposób zamienił się on w szmatkę albo ręcznik. Przewiesiłam go przez kraty jednej z cel.
Na początku biegałam po czymś w rodzaju labiryntu znajdującego się wewnątrz budynku. Kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem ani jak się tam znalazłam. W pewnym momencie zauważyłam więźniów i strażników chodzących po korytarzach. W niektórych miejscach labirynt był odgrodzony kratami, jakby ktoś bardzo chciał uniemożliwić mi wydostanie się dalej. Chwytałam jednak te kraty rękami i rozginałam je siłą, przeciskając się na drugą stronę. Biegałam od pomieszczenia do pomieszczenia, próbując znaleźć drogę ucieczki. W jednym pokoju wszędzie płonął ogień. W innym były porozstawiane kolce. W końcu trafiłam do trzeciego pomieszczenia, gdzie stał jakiś mężczyzna. Było tam okno z szybą, ale oczywiście również z kratami. Pomyślałam wtedy, że najskuteczniejszym sposobem więzienia byłby mały pokój z drzwiami i jedynie niewielkim okienkiem z kratami — choć nawet wtedy pewnie próbowałabym się przez nie przecisnąć i rozgiąć pręty. Zapytałam tego mężczyznę, czy mogę uciec. Powiedziałam mu, że nie wiem, jak się tu znalazłam i że nie mam pojęcia, czy w ogóle powinnam tu być. On zapytał mnie, przez którą granicę dostałam się do tego kraju. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie wiem i że nawet nie wiem, w jakim kraju się znajduję. Wtedy powiedział mi, że jesteśmy w Turcji. Byłam kompletnie zdezorientowana i powtarzałam, że naprawdę nie pamiętam, jak się tam dostałam. Później jeden ze strażników postanowił mi pomóc. Zaprowadził mnie jednak do jednej z cel i powiedział, że dla bezpieczeństwa musi zawiesić mnie na haku i udawać, że bije mnie batem, żeby inni strażnicy nie zaczęli podejrzewać, że próbuje mi pomóc. Zawiesił mnie więc na haku i zaczął lekko uderzać po nogach i udach, bardziej dla pozoru niż naprawdę. Po chwili pozwolił mi odejść. Wróciłam chyba do pomieszczenia z oknem i kratami. Wybiłam szybę, rozchyliłam kraty własnymi rękami i zaczęłam uciekać.
Następnie, mimo wybicia okna i rozchylenia krat wcale nie udało mi się naprawdę uciec. Za oknem nadal znajdowała się część tego więzienia albo obozu — tylko na zewnątrz, pod gołym niebem. Wszystko wyglądało nadal jak ogromny kompleks pełen strażników, murów i ludzi próbujących przetrwać.
W pewnym momencie coś się zmieniło. Miałam tam kilku przyjaciół, którzy starali się mi pomagać. Pamiętali o mnie i próbowali znaleźć sposób, żebym mogła się wydostać. Nawet mi się przedstawiali, ale nie pamiętam już ich imion. Nagle poczułam, że moje oczy robią się czerwone. Zaczęłam podchodzić do różnych ludzi i prosić ich o pomoc. Kiedy ktoś odmawiał, potrafiłam podnieść temperaturę jego ciała do takiego stopnia, że ludzie zaczynali się mnie bać albo tracili przytomność. Mówiłam im, że jestem wcielonym diabłem i że jeśli mi nie pomogą, spalę ich wszystkich i zniszczę cały obóz. Niektórzy pomagali mi ze strachu, inni nadal odmawiali.
W końcu znalazłam jakieś wyjście z tego miejsca. Zaczęłam uciekać ulicami i zauważyłam, że razem ze mną uciekają też inni więźniowie. Pamiętam jednak, że zanim uciekłam na dobre, otworzyłam bramę dla innych i wróciłam jeszcze na chwilę do środka. Chciałam powiedzieć strażnikom, że ich wszystkich zniszczę. Powiedziałam też ludziom, że tylne drzwi są otwarte i żeby uciekali. Ludzie zaczęli biec, a ja razem z nimi. Wybiegliśmy za bramę, ale nagle zobaczyłam, że strażnicy ruszyli za nami na motorach albo wojskowych quadach i zaczęli strzelać. Ludzie biegnący obok mnie padali martwi, trafieni kulami. Ja również dostałam dwa razy w plecy, ale zupełnie nic sobie z tego nie robiłam. Biegłam dalej, jakby kule nie mogły mnie zabić. W pewnym momencie odwróciłam się do strażników i pokazałam im środkowe palce. Wiedziałam, że muszą uważać mnie za potwora albo jakieś monstrum, bo po postrzeleniu powinnam już dawno nie żyć. Wtedy poczułam, że chyba zaczynam rozumieć, że to jest sen i że zaraz mogę się obudzić. Nagle wpadłam na pomysł, żeby przemienić się w smoka. Moje ciało zaczęło się zmieniać. Stałam się ogromnym smokiem. Jeszcze stojąc na ziemi, odwróciłam się w stronę strażników i zaczęłam na nich ryczeć. Byli tak przerażeni, że padali na ziemię. Miałam wrażenie, że niektórzy dostawali zawału ze strachu. Potem wzbiłam się w powietrze. Latałam nad całym obozem, krążąc wokół niego i ziejąc ogniem. Paliłam wszystko, niszczyłam mury i likwidowałam całe to miejsce. Najdziwniejsze było jednak to, że ten sen wcale nie był koszmarem. Nic z tego mnie nie przerażało. Wręcz przeciwnie — przez cały czas czułam ogromną siłę. Miałam wrażenie, że wiem, iż to tylko sen i że jestem silniejsza od całego zła, które tam istniało.






