20-05-2026, 08:40
Ostatnie sny:
Śniło mi się, że byłam przy jakichś mostach. Były stare, mokre i pełne kałuż, jakby od dawna nasiąkały wodą. W niektórych miejscach wyglądały tak, jakby zaczęły rdzewieć albo się rozpadać. Ktoś poprosił nas, żebyśmy zdrapali te zardzewiałe fragmenty i uklepali wszystko tak, żeby nie było szczelin i stojącej wody. Pomyślałam wtedy zirytowana: „Dlaczego ja mam to robić? Przecież to należy do miasta”. Mimo tego odpowiedziałam, że mogę się zorientować w temacie. Rozmawiałam z Adrianem i zapytałam go, skąd pochodzi. Powiedział, że z Częstochowy. Stwierdziłam wtedy, że może warto byłoby uderzyć do jakiegoś radnego albo kogoś z miasta i zapytać o ten most. Później szłam z Kentucky na spacer. Kentucky cały czas delikatnie popychał mnie tylnymi łapami w nogi od tyłu. Chwytałam go za te łapy i próbowałam go uspokoić. Wcześniej miałam też sen, że szłam do pracy i zastanawiałam się, kiedy w końcu odpocznę. Nagle dotarło do mnie, że od następnego dnia zaczyna się jakieś święto i będziemy mieć wolne. Bardzo się ucieszyłam. Obudziłam się we śnie rano około 7:35 i byłam przekonana, że zaspałam do pracy. Okazało się jednak, że mam na ósmą, a nie na siódmą. Byłam wtedy w domu rodzinnym u moich rodziców, ale stwierdziłam, że wolę pracować z własnego mieszkania, bo tam mam komputer blisko kuchni i mogę łatwo zrobić sobie kawę. U rodziców trzeba było schodzić na dół. Poszłam później do jakiegoś pokoju, ale nie był to już dom rodzinny, tylko jakieś inne miejsce. Okazało się, że odbywa się tam spotkanie biznesowe. Byłam ubrana w brzydki granatowy polar i czułam ogromny wstyd przed tymi ludźmi. Moją szefową była jakaś kobieta, która poprosiła mnie, żebym zrobiła kawę dla gości i przyniosła ciastka oraz ciasto. Po chwili stwierdziła, że jest tego za dużo i że pomoże mi to wszystko zanieść. Na recepcji siedziała jakaś Agnieszka, ale podobno była beznadziejna w swojej pracy i często brała L4, dlatego szefowa poprosiła właśnie mnie o pomoc. Przygotowywałyśmy razem kawę i jedzenie, a ja cały czas zerkałam na zegarek i stresowałam się, że zaraz zacznie się praca. W końcu odpaliłam komputer już po ósmej. Zauważyłam jednak, że wielu ludzi nie ma. Pomyślałam wtedy, że może jednak mieliśmy wolne. Potem zobaczyłam, że część osób jednak pracuje, ale ktoś pisał w grafiku, że kolejny dzień będzie dniem wolnym. Bardzo się ucieszyłam, że w końcu odpocznę. Później pojawił się mały słonik. Był chory i wyglądał bardzo źle. Wszedł do kurnika, a Adrian powiedział mi, że poszedł tam wymiotować. Ja odpowiedziałam tylko, żeby zabrał psa, żeby nie narobił bałaganu, bo zaraz mają przyjść goście. Spojrzałam wtedy na swoje dłonie i zauważyłam, że mam sześć palców. Po chwili siedem. Potem jeszcze więcej. Od razu zrozumiałam: „Oho… to jest sen”. Chciałam szybko wyjść na dwór i zobaczyć niebo, ale wtedy znowu spojrzałam na chorego słonika. Zrobiło mi się go bardzo szkoda. Pomyślałam, że musi czuć się dziwny, chory i inny od wszystkich. Postanowiłam wtedy przemienić się w smoka i pokazać mu swoją smoczą formę, żeby nie czuł się samotny jako odmieniec.
*
Śniło mi się, że jakaś starsza kobieta próbowała doprowadzić do likwidacji schronisk w Polsce. Twierdziła, że schroniska są złem i że powinny zniknąć. Byłam wściekła i zapytałam ją, co w takim razie stanie się z bezdomnymi psami i kotami. Moja mama, która również jej nie znosiła, powiedziała, że chyba chodzi o to, żeby po prostu usypiać bezdomne zwierzęta, skoro nie miałyby już trafiać do schronisk. Poczułam wtedy ogromny gniew i obrzydzenie wobec tej kobiety. Na początku snu była jeszcze jakaś internetowa akcja, podczas której można było zalogować się na forum, odpalić kamerkę i rozmawiać z innymi ludźmi. Rozmawiałam tam z jakimś kolegą z forum. Leżałam wtedy na brzuchu w krótkiej spódniczce albo sukience i nie zauważyłam, że kamerka jest włączona. Ubranie podwinęło mi się tak, że było widać mi pupę. Chłopak powiedział mi coś o mojej białej, koronkowej sukience i dopiero wtedy zorientowałam się, co się stało. Poczułam ogromny wstyd i szybko poprawiłam ubranie. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i miałam wrażenie, że on chciał się ze mną umówić. Później postanowiłam nagrać film, na którym konfrontuję się z tą starszą kobietą od schronisk. W śnie dosłownie się z nią biłam — kopałam ją, szarpałam, a ona oddawała mi pięściami. W pewnym momencie splunęła mi prosto w twarz. Chwilę później nagle stała się kurczakiem. Sama nie wiem dlaczego, ale wtedy pomyślałam, że chyba przesadziłam z agresją i zaczęłam ją lizać po twarzy. Kiedy później oglądałam nagranie i przypomniałam sobie, że ona chciała likwidacji schronisk i usypiania zwierząt, uznałam jednak, że moja reakcja wcale nie była przesadzona. Wycięłam tylko fragment, na którym ją liżę, i zaczęłam pokazywać ludziom resztę filmu. Potem byłam w jakimś pomieszczeniu razem z mamą, siostrą i jeszcze kilkoma osobami. Byłam głodna. Karmiliśmy dzikie koty. Mama dawała im nuggetsy, a ja przygotowywałam dla nich jedzenie. Na początku wydawało mi się, że moczę rybę w jajku, ale później okazało się, że to był chleb. Koty rzucały się na jedzenie bardzo łapczywie. Mama powiedziała mi, że powinnam ten chleb jeszcze upiec, ale odpowiedziałam, że przecież widać, jak bardzo kotom smakuje i że nie ma sensu tego zmieniać. Później pojawiła się scena z wierzbą. Jakiś mężczyzna miał ją przyciąć dopiero jesienią, ale wyglądało to tak, jakby już teraz rozwieszał jej gałęzie w środku budynku. Wyglądało to trochę jak porozwieszane koce. Powiedziałam wtedy, że zaraz zrobi się ciemno, ale ktoś odpowiedział mi:
„Zamknij się”. Wiedziałam, że to był jakiś cytat albo mem z filmu, i wszyscy podłapali. Na końcu ktoś miał mi pomóc zmienić koło w samochodzie i pamiętam, że czekałam na tę osobę.
*
Śniło mi się, że siedziałam już w samolocie i miałam zaraz startować. Czułam, że lecę bardzo daleko — później okazało się, że do Ameryki. Leciała ze mną jakaś koleżanka. Rozmawiałyśmy o podróży i powiedziałam jej, że ja już wcześniej byłam w Ameryce i spędziłam tam kiedyś około pół roku. Moja koleżanka chciała zabrać ze sobą swojego dużego psa na pokład samolotu. Powiedziałam jej wtedy, że z tego, co wiem, większe psy muszą lecieć w luku bagażowym. Postanowiłam upewnić się co do tego i zapytałam kobietę, która była pilotem. Potwierdziła, że tak właśnie jest. Zapytałam ją jeszcze, czy to prawda, że na pokładzie z pasażerami mogą być tylko małe zwierzęta, takie jak koty albo małe pieski. Odpowiedziała, że tak. Dodałam wtedy, że przecież wyjątkiem są chyba psy asystujące i inne zwierzęta asystujące. Kobieta jednak powiedziała, że weszła jakaś nowa ustawa i teraz nawet zwierzęta asystujące muszą lecieć w luku bagażowym. Pamiętam, że ten fragment snu wywołał we mnie niepokój i smutek, szczególnie na myśl o psach oddzielonych od swoich opiekunów podczas lotu.






