24-03-2026, 15:00
Ostatnie sny (w tym zajebiste LD!):
Na początku nocy miałam taki sen w ogóle nieświadomy. Śniło mi się, że miałam pod opieką jakiegoś takiego szczeniaka goldena, retrievera, i miałam go nauczyć pływać. Zabrałam go do lasu, byłam z nim nad rzeką i wrzucałam tego psa do rzeki. On się tak trochę podtapiał, ale próbował płynąć i nie wiem czemu, ale w tym śnie w ogóle mnie to mega bawiło. Później była taka scena, że byłam takim jakby wolontariuszem w schronisku i mieliśmy łapać psy. Podjechałam moim Dusterem, zaparkowałam i zaczęłam coś grzebać z tyłu przy lampach mojego samochodu — jak kliknęłam ręką, to one się świeciły na różne kolory, to nie były jakieś światła postojowe czy długie, tylko takie dziwne. Nagle inny wolontariusz przyprowadził mi takiego dwukolorowego pitbulla, biało-biszkoptowego. Mój pies, Kentucky, siedział w samochodzie w bagażniku, w klatce, i ten drugi wolontariusz włożył tego pitbulla razem z nim do tej klatki i ją zamknął. Zastanawiałam się przez chwilę, czy te psy się nie pogryzą, ale się nie pogryzły. Stwierdziłam, że w sumie mam teraz dwa psy, jakbym adoptowała tego pitbulla. Nie byłam tylko pewna, czy dalmatyńczyk i pitbull to dobre połączenie charakterów, ale to już było bez większego znaczenia.
Później miałam drugi sen. Byłam u siebie w mieszkaniu i w salonie zamiast sofy było łóżko. Zauważyłam, że cały tynk odchodzi, ściana się sypie i zastanawiałam się, co z tym zrobić. Tam, gdzie odpadł kawałek, przyczepiłam złote listwy, żeby to ładnie wyglądało, ale kiedy się przyjrzałam, zobaczyłam, że one się odklejają. Chciałam je zerwać. Stwierdziłam, że tak nie może być i trzeba zatrudnić fachowca, żeby to wszystko zrobić od nowa, zaszpachlować albo pomalować. Myślałam też, żeby na razie przykleić kasetony, takie jak robimy teraz u moich teściów, żeby to jakoś wyglądało. W pewnym momencie Adrian wrócił z Kentuckym ze spaceru. Zobaczyłam pod kennelem plamę z kawałkami karmy i pomyślałam, że pies się zrzygał. Adrian poszedł spać, a ja byłam na niego wściekła. Zaczęłam go budzić i mówić, że nie pilnuje psa. Poszłam do psa, opierdoliłam go i wepchnęłam mu głowę z powrotem do klatki. W ogóle było tak, że jakby spałam nagle w salonie na sofie i Kentucky wszedł do mieszkania z brudnymi łapami, podszedł do mnie i obwąchiwał mnie po twarzy. Powiedziałam mu, żeby wracał do kenela i go tam wsadziłam. Kiedy otworzyłam klatkę, żeby go opierdolić, chciał wyjść, więc przytrzymałam go ręką na głowie i chciałam go wepchnąć z powrotem. Moje palce przez przypadek wcisnęły się w jego gałki oczne, ale miał zamknięte oczy i nic mu się nie stało. Cały czas opierdalałam Adriana, że nie dba o psa i powiedziałam mu, że dobrze, że nie mamy dzieci, bo gdyby się tak nimi zajmował jak psem, to byłoby kombo. On stwierdził, że wszystko pierdoli i poszedł dalej spać. Scena się zmieniła. Jechałam samochodem. Zobaczyłam jakąś kobietę stojącą na balkonie i pomyślałam, co ona robi w środku nocy. Jechałam moim Dusterem, ale siedziałam z tyłu i nie wiem, kto prowadził. Spojrzałam na telefon — była 4:00 w nocy. Spojrzałam na ekran w samochodzie — była 21:00. Znowu spojrzałam na telefon — była 2:00 w nocy. Zaczęłam podejrzewać, że to sen, ale wszystko było bardzo realistyczne, nawet film na telefonie normalnie działał. Zrobiłam test rzeczywistości. Przebiłam palec wskazujący prawej dłoni przez wnętrze lewej i zobaczyłam, że ręka jest jak gąbka. Wiedziałam, że to niemożliwe na jawie, więc miałam potwierdzenie, że śnię. Postanowiłam działać i przeżyć przygodę. Wysiadłam z samochodu i zamieniłam się w dużego smoka. Odbiłam się tylnymi łapami od ziemi i poleciałam nad miastem z GTA San Andreas. Zaczęłam zionąć ogniem, ale ogień był słaby i niewyraźny, mimo że czułam, że nim jestem. Po chwili znudziło mnie latanie. Wylądowałam przy stacji paliw i poszłam szukać słodyczy. Zapytałam panią, czy mogę je kupić, ale powiedziała, że nie, ma tylko kanapki. Zapłaciłam jej diamentem, który wytworzyłam z dłoni. Dostałam parasolkę z przezroczystym daszkiem i czerwoną rączką. Zorientowałam się, że jest z lukru i zaczęłam ją jeść. Podeszłam do innej kobiety i dałam jej drugą parasolkę, mówiąc, że mi się nie przyda, bo to tylko sen i już tu nie wrócę. Poszłam dalej i weszłam do małego sklepu. Okazało się, że to sklep fanów Elvisa, z różnymi skórzanymi torbami. Powiedziałam sprzedawcy, że nie chcę torebek, bo to sen, i chcę tylko słodycze. Dostał ode mnie diament i powiedział, że słodycze są na zapleczu. Otworzył drzwi i zobaczyłam magazyn pełen słodyczy. Dał mi torbę jak z Biedronki, wypełnioną nimi. Podziękowałam mu, chyba dałam mu buziaka i chciałam uprawiać z nim seks, ale uznałam, że nie ma czasu i wolę jeść te słodycze, poza tym czułam, że chce mi się sikać i pewnie za chwilę się z tego powodu obudzę. Wyszłam i zaczęłam jeść wszystko po kolei. Batoniki, Prince Polo, Snickers — smakowały jak kiedyś, jak w dzieciństwie. Były też Nicki, różne czekolady, Merci i inne słodycze. Szłam przez miasto, była noc i miałam jej dość. Przypomniałam sobie, że aby coś wydarzyło się w świadomym śnie to trzeba stwierdzić fakt, a nie chcieć. Powiedziałam, że przecież jest dzień i słońce wschodzi. Słońce pojawiło się na horyzoncie, ale potem znowu zrobiło się ciemno. Powiedziałam jeszcze raz, że jest dzień i pojawiło się drugie słońce. Na niebie były dwa słońca. Szłam dalej i zobaczyłam agresywnego psa z czerwonymi oczami, jak czupakabra. Zastanawiałam się, czy mnie zaatakuje, ale wiedziałam, że mogę po prostu odlecieć. Minęłam go i szłam dalej przez miasto, które wyglądało jak westernowe, pustynne. Zobaczyłam budkę, chyba z kebabem. Sprzedawca próbował mnie zagadać, ale powiedziałam, że nie chcę jedzenia, mam słodycze. Pojawił się drugi mężczyzna, rozmawiałam z nim po angielsku. Dałam mu diament. Zapytał, jak to robię, ale nie potrafiłam tego wyjaśnić, więc pokazałam mu. Z mojej dłoni wyskoczyły trzy kolejne diamenty. Dałam mu je i powiedziałam, że jest teraz bogaty i powinien zamknąć tę budkę i zrobić coś ambitniejszego. Był bardzo wzruszony. Szłam dalej i cieszyłam się, że jest dzień, że sama go stworzyłam. W tym momencie sen się rozmył i się obudziłam.
Notatki:
Dzisiejsze sny były wyjątkowe, zarówno pod względem ilości szczegółów, jak i jakości świadomości. Po pierwsze, sen ze szczeniakiem goldena retrievera i późniejszą adopcją pitbulla pokazał, że w snach często poruszają się tematy opieki i odpowiedzialności. Zastanawianie się, czy psy się pogryzą, oraz adaptacja nowego zwierzaka mogła symbolizować moją świadomość relacji, balans między różnymi charakterami i kontrolę nad sytuacją, mimo pewnego chaosu. Kentucky w klatce i pitbull razem odzwierciedlają moją potrzebę kontroli i bezpieczeństwa, ale też świadomość, że można pogodzić różne energie i różne osobowości w jednym miejscu.
Drugi sen, w którym ściana w salonie się sypała, a złote listwy odpadały, odzwierciedlał poczucie potrzeby uporządkowania rzeczywistości. Może to być metafora mojego życia lub domu – potrzebuję fachowej interwencji, planowania i stabilności. Kasetony i listwy to próba kreatywnego rozwiązania problemu, adaptacja do tego, co jest niestabilne. Scena z Adrianem i Kentakim pokazywała frustrację związaną z brakiem odpowiedzialności innych osób w ważnych sprawach, a także moją potrzebę kontrolowania sytuacji i ochrony tych, na których mi zależy. Moment, gdy moje palce wcisnęły się w gałki oczne psa, ale nic mu się nie stało, pokazał, że czasami w snach można doświadczać ekstremalnych sytuacji bez prawdziwych konsekwencji, a świadomość snu chroni przed realnym uszkodzeniem.
Zegar wariujący w samochodzie i różne godziny były klasycznym sygnałem snu, który pomógł mi uświadomić sobie, że śnię. To było moje pierwsze potwierdzenie – zegarki w snach często wariują, więc to jest naturalny znak rozpoznawczy. Potem test z przebijaniem dłoni pokazał świadomość fizyczności snu i moje zdolności do kontrolowania własnego ciała w tym stanie. To zakotwiczenie w ciele i świadomości było kluczowe, by móc dalej działać świadomie.
Przemiana w smoka była odzwierciedleniem mojej siły, wolności i mocy twórczej w snach. Latanie i zianie ogniem to klasyczny symbol ekspresji własnej energii i możliwości kreowania rzeczywistości. Ogień był słaby i przygaszony, co pokazuje, że czasami świadomość w śnie i umiejętności są ograniczone przez emocje lub przyzwyczajenia, ale sam fakt, że mogłam zionąć ogniem i latać, był bardzo ważny.
Słodycze w snach działały jak kotwica świadomości. Mogłam je jeść bez ograniczeń, a ich smak i tekstura pomagały utrzymać stabilność świadomego snu. To było niezwykle ważne – jedzenie słodyczy pozwoliło mi pozostać świadomą w każdej scenie snu i w pełni korzystać z doświadczenia.
Przywołanie dnia i słońca było symbolem kreowania rzeczywistości w śnie. Wiedziałam, że w świadomym śnie nie wystarczy chcieć czegoś – trzeba stwierdzić fakt. Dzięki temu mogłam zmienić noc w dzień. Pojawienie się drugiego słońca pokazuje, że sen był w pełni moją kreacją – mogłam wpływać na świat i doświadczenia w nim, nawet w sposób nielogiczny w stosunku do jawy.
Pojawiający się pies z czerwonymi oczami symbolizował potencjalne zagrożenie i strach, który mogłam świadomie przekroczyć. Wiedziałam, że mogę odlecieć i nic mi się nie stanie – to jest moc świadomości w snach.
Wszystkie te elementy razem: złamany tynk, listwy, zegarki wariujące, przemiana w smoka, latanie, zianie ogniem, słodycze, przywołanie słońca, spotkanie z agresywnym psem i dawanie diamentów, pokazują pełną kontrolę i świadomość snu. To były doświadczenia, które wzmacniają moją zdolność do świadomego śnienia i kreatywnego przeżywania snów.
Dziś udało mi się utrzymać świadomość od momentu pierwszych znaków snu aż do końca. Słodycze były moim kotwiczeniem, zegary i testy rzeczywistości moimi dowodami, że jestem w śnie, a przywołanie dnia i przemiana w smoka – moją ekspresją i wolnością.
To wszystko daje mi poczucie kontroli, radości i twórczej mocy w snach, a jednocześnie pokazuje, że świadome śnienie może być pełnym przeżyciem emocjonalnym, sensorycznym i energetycznym.
*
Miałam mieszkanie z dwoma dużymi balkonami. Było ono dość przestronne. Na zewnątrz odbywała się jakaś impreza, coś w stylu wesela. Oprowadzałam kogoś po tym mieszkaniu. Jeden balkon był otwarty, taki jakby taras, a drugi znajdował się z tyłu budynku i był zamknięty na zatrzask. Moja siostra wiedziała, jak go otworzyć, więc poszła tam, a ja poszłam za nią, bo chciałam zobaczyć widok na ulicę — wcześniej nigdy tam nie byłam. Później byłam już na tej imprezie weselnej, która odbywała się na ulicy. Byłam tam z Arisską. Trzymałam ją na rękach i bardzo się cieszyłam, że jest ze mną, jakby wróciła do mnie. Kołysałam ją, głaskałam i całowałam w łepek. Wcześniej był też moment, kiedy układałam ją do snu na poduszeczce. Kiedy wracałam z siostrą z tej imprezy, cały czas trzymałam Arisskę na rękach. Powiedziałam jej do ucha, że przepraszam ją za to, jeśli kiedyś za życia byłam dla niej niedobra i że mam nadzieję, że mi to wybaczy. Arisska najpierw prychnęła i się wzdrygnęła, a potem polizała mnie w policzek. Moja siostra uznała, że mi nie wybaczyła, bo prychnęła, ale ja czułam, że mi wybaczyła — to prychnięcie było po prostu reakcją na to, że powiedziałam jej to prosto do ucha i mogło to być dla niej za głośne.
W tej samej nocy miałam sen o papierosach. Była u mnie w mieszkaniu moja mama i coś sprzątała. Chciałam zapalić i paliłam w łazience, czego na jawie nigdy nie robię. Mama weszła do łazienki i chciała zapalić razem ze mną, ale ja szybko próbowałam zgasić papierosa, żeby nie widziała, że palę i żeby sama nie zaczęła palić w łazience, bo byłoby za dużo dymu. Wolałam, żeby zeszła na dół i tam zapaliła. Pod sedesem było dużo białego pyłu z papierosów i dużo kiepów. Zbierałam to rękami i wyrzucałam do toalety. W tym śnie czyściłam też Dysona, mój odkurzacz, bo nie chciał odkurzać. Potrząsałam nim i wszystko, co utknęło, wypadało ze szczotki.
Później śnił mi się sklep z lodami. Pracował tam chłopak Aniki ze studiów, Paweł. Poprosił mnie, żebym wystawiła mu opinię. Powiedział, że zarobili właśnie pierwszy milion i prosił mnie o polecenie sklepu. Odpowiedziałam, że na pewno będę go polecać i jeść jego lody. Szłam z nim do samochodu, a w aucie czekał mój mąż. Zerkałam, czy widzi, że idę z Pawłem, bo nie chciałam, żeby był zazdrosny. Stałam pod domem moich teściów, który w tym śnie wyglądał jak dom Kaśki, mojej koleżanki z podstawówki. Zapaliłam papierosa. Szedł mój sąsiad Jan, powiedziałam mu dzień dobry, ale się nie uśmiechnęłam i pomyślałam, że może się na mnie przez to obrazić. Paweł poszedł na posesję obok z jakimś znajomym. Powiedziałam mu, że to posesja obok mojej i że to dom moich teściów, chociaż na jawie już tam nie mieszkam. Później śpiewałam jakieś smutne pieśni. Mój tata siedział w samochodzie i zapytał, czy jeszcze będę palić. Ja dalej paliłam.
Potem śniło mi się, że mieszkam w domu połączonym z kimś, chyba z domem moich teściów. Miałam swoją kuchnię, ale myślałam, że jej tam nie mam. Myłam włosy w zamrażarce, która była jak wanna. Weszłam do niej cała i myłam włosy, miałam na nich odżywkę i spłukałam ją tam. Później wyszłam i poszłam do swojego pokoju, bo byłam naga. Przyszły jakieś dzieci i powiedziały, że chcą być ze mną, bo jestem fajna i że będziemy rysować. Nagle zauważyłam, że mam na sobie ubrania i odetchnęłam z ulgą. Córka mojego szwagra zaczęła kopać w ściany. Powiedziałam jej, żeby tego nie robiła, bo to nie jej dom i sobie tego nie życzę. Pokornie kiwnęła głową. Inna dziewczynka miała pędzle i chciała nam je dać. Wcześniej jeden z nich ukradłam i schowałam pod stolikiem. Zastanawiałam się, czy o nim zapomni — jeśli tak, to bym go sobie zostawiła, a jeśli nie, to bym oddała. Dziewczynka chciała dać nam pędzle, ale powiedziałam, żeby zapytała ojca. On się nie zgodził, ale zamiast tego dał nam taką kręcącą się zabawkę, jakby tarczę. Później przyniosłam margarynę i powiedziałam, że mam masełko do chleba, bo wszyscy go szukali. Wyjaśniłam, że to margaryna, trochę mniej smaczna, ale ujdzie. Jedna dziewczyna spróbowała i się skrzywiła. Mówiłam też, że kiedyś mieszkałam na dole, ale zepsuła się klimatyzacja i musiałam przenieść się do innego pokoju. Zaczęłam podejrzewać, że to sen. Chciałam wyskoczyć przez okno, żeby polecieć i zacząć przygodę. Skoczyłam, ale spadłam na beton i wtedy się obudziłam. Wcześniej jeszcze chciałam iść z mamą na spacer, bo było mi bardzo smutno, a telefon cały czas dzwonił w torbie w pokoju.
*
Mieszkałam w domu, który miał należeć do mojego kuzyna Kamila i jego ex. Był to bardzo ładny, podłużny domek w stylu mobilnego domu na kółkach. Wcześniej w tym śnie był jakiś protest w sprawie schronisk. Szłam miastem razem z Dodą. Miała na sobie butelkowo zieloną kurtkę. Było błoto i poślizgnęła się, a ja ją przytrzymałam, żeby nie upadła. Szłyśmy dalej, ale nagle się szarpnęła i po prostu sobie poszła. Pomyślałam, że zrobiła to specjalnie, bo nie chciała mieć nic wspólnego z osobą, która nie jest sławna. W tym domu, przy aneksie kuchennym, stało łóżko. Chciałam powiesić nad nim telewizor i zastanawiałam się, gdzie zrobić jadalnię, bo były tam też dwa krzesła i stolik, było ciasno. Myślałam o przemeblowaniu. Wcześniej mieszkała tam moja dawna koleżanka Dominika. Znalazłam ramki ze zdjęciami jej i jej dziecka oraz dużo małych zdjęć jej, dziecka i jakiegoś Konrada. Leżały na szafce. Pomyślałam, że wyślę jej je paczkomatem, bo mogą mieć dla niej wartość. Otworzyłam inne drzwi i okazało się, że prowadzą na dół. Były tam schody, a na dole kolejne pomieszczenia — duży pokój, łazienka i sypialnia. Zdziwiłam się, że jest tam aż tyle miejsca i pomyślałam, że może kiedyś odkupię ten domek od kuzyna i jego ex. Wcześniej śniła mi się moja fryzjerka Karina. Rozbijała stare buty, żeby zobaczyć, co jest pod nimi. Okazało się, że pod spodem są ładne, lakierowane botki, ale każda była inna — nie tworzyły pary. Uznałam, że wezmę jednego buta jako ozdobę do mojego domu, a drugiego będzie nosić Karina. Ona stwierdziła, że jeden but to trochę bez sensu i zaczęła go przerabiać — chciała zrobić z niego czarną torebkę. Ta torebka miała ozdobę w postaci złotego konia. Ja chciałam tę drugą torebkę z drugiego buta i pytałam, co jest na niej — czy puma, czy wilk, bo też była tam mała mosiężna figurka. Nie chciała mi powiedzieć i twierdziła, że zostawiła ją w domu. Robiła zdjęcia tej swojej torebki i coś przy niej wycinała, żeby ją jeszcze bardziej przekształcić. Później nie mogła znaleźć takiej samej do pary. Doradziłam jej, żeby zrobiła zdjęcie i wyszukała ją w Google po obrazie, bo chciała zdobyć drugą taką samą. Po jakimś czasie rozmawiałyśmy znowu. Powiedziała, że już kupiła tę torebkę. Zapytałam, ile zapłaciła, ale nie chciała powiedzieć. Dodała tylko, że najtańsza jej torebka to ta, którą ma przy sobie — pasiasta torebka z Guessa za 80 zł. Powiedziałam jej, że za taką cenę to na pewno nie jest oryginał, tylko podróbka, ale nawet zwykłe torebki kosztują teraz dużo, nawet z Bershki czy H&M. Zapytałam ją też, skąd jest ta druga torebka i powiedziała, że z Vuittona, ale nie dosłyszałam dokładnie, czy chodziło o Louis Vuitton czy coś innego. Przypomniało mi się też, że kiedy zeszłam na dół w tym domu, mieszałam mleko w blenderze do białka WPC. Mieszałam je tak intensywnie, że w końcu całe mleko jakby wyparowało albo się spaliło, zniknęło.






