02-03-2026, 15:11
Kolejne sny:
W tym śnie byłam chora, przeziębiona czy coś podobnego. Mój tata stał na jakiejś drabinie pod oknem dachowym nad schodami, w środku domu. Chcieliśmy pomóc mu zejść i wołałam mojego męża, żeby podstawił mu drabinę. Udało się – tata zszedł bezpiecznie. Później goliłam maszynką włosy mojemu mężowi. Chciałam zrobić mu jakąś nową fryzurę. Wspominałam, jak poznałam Piotrka z Olsztyna i że on miał zakola. Następnie moja mama miała psa łaciatego, takiego malutkiego, w typie Jack Russell Terriera, ale on zachowywał się i wyglądał jak Arissa. Wzięłam go na ręce, przytulałam i dziwiłam się, że naprawdę zachowuje się jak Arissa. Adrian był w salonie i chyba rozmawiał z Kingą z Krakowa. Mówił, że mama ma brzydkiego psa, a mama miała dwa psy – tego łaciatego i takiego siwego, w typie sznaucera. Zapytałam mojego męża, o którym psie mówił, a on odpowiedział, że o tym łaciatym. Powiedziałam mu, że ten pies jest cudowny, wygląda jak Arissa i jak on może tak mówić. Później byliśmy gdzieś w plenerze, w aucie. Mieliśmy odjeżdżać, a sprzątaczka z mojej poprzedniej pracy przynosiła nam do samochodu jakieś rzeczy – marchewki z ogródka, świeżo wykopane, i inne produkty. Zabieraliśmy to wszystko. Odjechaliśmy i machaliśmy jej na pożegnanie, ale jechaliśmy powoli i ona nas dogoniła. Głupio mi było, że się nie pożegnałam. Uchyliłam szybę i powiedziałam, że już odjeżdżamy, ale kiedyś się umówimy i musimy spotkać się na spokojnie, żeby wieczorem posiedzieć przy grillu. Nagle pojawiło się jakieś dziecko, jakaś dziewczyna, i pluła mi w twarz. Wkurzyłam się i zapytałam, czy ja też mam na nią napluć i po co w ogóle to robi. Usiadłam na siedzeniu i zamknęłam szybę, żeby nie mogła już na mnie pluć. Jechaliśmy dalej. Nagle byliśmy w górach, na jakimś biwaku, ale jednocześnie byłam w pracy. Pracowałam zdalnie – miałam odpalić komputer i opiekować przesyłki. Nie chciałam tam być, bo byli tam praktycznie sami obcy ludzie. Chodziłam po domu i zauważyłam, że ma fajny układ ten dom. To był dom trochę w stylu PRL i trochę się brzydziłam tam być, bo wydawał mi się brudny i niehigieniczny. Były schody na górę i na dół, wąskie, i zastanawiałam się, dokąd mogą prowadzić. Chciałam kogoś o to zapytać, ale było poruszenie, bo większość osób szła na narty i mieliśmy zostać w domku tylko w kilka osób. Był tam Damian z KSM i mówił, że trzeba zapłacić 80 zł za nocleg i pościel. Stwierdziłam, że super – nie dość, że przyjechałam tutaj z przymusu do jakiegoś domku z PRL-u, to jeszcze mam za to płacić. Jakaś dziewczyna chciała, żebym pozwoliła jej psu mnie obwąchać. Zabrała mnie do pokoju, gdzie chodził mały, biały piesek w typie jamnika. Kucnęłam przy nim, pozwoliłam mu się obwąchać i głaskałam go. Okazało się, że on mieszkał chyba w szafce. Później ta dziewczyna mnie wołała – miałam w innym pokoju odpalić komputer i robić swoją pracę, ale najpierw był obiad. W tym śnie wspominałam też Arisskę i moje dawne życie. W tych wspomnieniach szłam z Adrianem do McDonalda po moją ulubioną sałatkę, ale jej nie było. Wróciłam właśnie z Ameryki. Nie było już tej sałatki, a jakaś kobieta powiedziała do mnie, że ślęczę nad ladą jak powalona. Odpyskowałam jej, że wcale nie ślęczę, i po prostu odeszłam. Nie chciałam już kupować tej sałatki ani niczego innego. W tych wspomnieniach szliśmy chodnikiem, a przed nami szedł dalmatyńczyk. Wspominałam rok 2015 – że miałam Arisskę, miałam mój stary nos i usta, byłam brzydka, ale jakoś byłam szczęśliwsza. Żałowałam, że nie urodziłam się z normalnym nosem, żeby od razu być w pełni szczęśliwa. Później jadłam obiad z jakimś grubasem obok. Była jakaś drama, że jem obiad bez śmietany i że to oznacza coś złego. Szybko chwyciłam kubeczek śmietany i nalałam ją do swojego talerza. Grubasowi też dolałam śmietany i jedliśmy dalej. Ale obiad już mi nie smakował – to były kawałki pomidorów w sosie pomidorowym. Przyszła Sylwka z mojej pracy na jakąś kontrolę i dała nam różne czekolady. Powiedziałam jej, że jem obiad ze śmietaną, ale w głównym naczyniu jej nie ma – to było naczynie żaroodporne – bo dopiero po nałożeniu na talerz dodaję śmietanę. Grubas zapytał mnie, czy może wypić resztkę zupy z talerza bez łyżki. Odpowiedziałam, że może robić, co chce, mnie to nie brzydzi ani nic. W tych wspomnieniach w śnie myślałam też o tym, jaka byłam dawniej szczupła – że mogłam więcej jeść, miałam płaski brzuch i było widać kości biodrowe.
*
Byłam u kogoś w domu. Na strychu ta osoba miała ocieplenie budynku – styropian, pelet i jeszcze coś jako termoizolację. Grałam w Simsy i tworzyłam w grze konia mustanga. Grałam Ryanem i mój Ryan z Simsów uprawiał seks z innym moim Simsem o imieniu Killan. Wcześniej, jako kobieta, ja również uprawiałam seks z kimś w tym śnie. Członek był długo twardy i jako Ryan nie mogłam się ruszyć. W międzyczasie byłam w pracy i miałam robić przesyłki. Miałam bardzo dużo roboty, a nagle zorientowałam się, że przeznaczyłam cały dzień na granie w Simsy i byłam w dupie z pracą. Była już godzina 14, a ja nie miałam zrobionej pracy, więc zaczęłam intensywnie nadrabiać zaległości. Później z mamą oglądałam film „Avatar” i uznałam, że muszę dostać się do tego świata w swoich snach. Ten świat był piękny – magiczny, pełen lasów. Powiedziałam mamie, że niektórzy ludzie po obejrzeniu „Avatara” mieli depresję. Mama odpowiedziała, że się nie dziwi. Następnie miałam dziewczynę – to była moja dziewczyna. Biegłam po schodach w metrze i jadłam owsiankę, bo zalałam płatki owsiane samą ciepłą wodą. Zapytałam ją, czy chce trochę, ale nie chciała. Uznałam, że taka owsianka z wodą nie będzie dobra, więc z lodówki wzięłam owsiankę z poprzednich dni, którą miałam w słoiku – była z masłem kokosowym, mlekiem kokosowym i malinami. Otworzyłam ją, powąchałam i zobaczyłam, że jeszcze się nie zepsuła. Dodałam trochę tej starej owsianki do nowej i wymieszałam, żeby poprawić smak. Jednak kiedy zaczęłam jeść, okazało się, że danie w ogóle nie ma smaku i mi nie smakuje. Później byłam w jakimś pokoju w akademiku i miałam już wychodzić. Zostawiłam tej dziewczynie kiełbasę ze wsi – położyłam ją na łóżku i wyszłam. Wychodząc, zorientowałam się, że przez przypadek zabrałam jej sukienkę. Wróciłam do pokoju, a ona siedziała przy komputerze. Miała na sobie żółtą, długą sukienkę. Przytuliłyśmy się na pożegnanie. Zapytałam ją, czy znalazła kiełbasę w pokoju, a ona powiedziała, że tak. Wtedy wyszłam.
*
W kolejnym śnie najpierw uprawiałam seks z jakimś mężczyzną gdzieś na tyłach miasta. Było to coś w rodzaju motywu, który już kiedyś mi się śnił – że miałam pokój, a w szafie w moim pokoju znajdowało się tajemne przejście do ukrytego miejsca w mieście. Do miejsca, do którego nikt inny nie miał dostępu i można było się tam dostać tylko przez tę szafę. To było miejsce jakby za kratami, odgrodzone, niedostępne dla innych. Tam właśnie odbył się seks.
Chciałam to z siebie strzepać, zmyć, jakoś się oczyścić, bo po prostu było tego za dużo i dosłownie byłam cała umorusana. Wcześniej, w tym tajemnym miejscu, malowałam kontenery morskie i usuwałam z nich reklamy za pomocą czegoś w rodzaju pałeczki – dotykałam nią kontenerów, a one stawały się czyste i pozbawione reklam. Ten mężczyzna był Arabem. Tej samej nocy śniło mi się też, że matka Kaśki, mojej koleżanki z podstawówki, zostawiła w skrzynce na listy w moim domu rodzinnym zaproszenie na urodziny dziecka Kaśki. Wkurzyłam się, bo uznałam, że nie mam z tymi ludźmi nic wspólnego, nie mamy kontaktu, a nagle dostałam takie zaproszenie. Później jechałam z moją siostrą na spacer i pytałam ją, czy chce jechać pod liceum, czy pod schronisko. Wybrała liceum. Następnie byłam z mamą nad rzeką. Rzeka była zamarznięta. Jadłyśmy ryby, a ja wyciągałam z nich bardzo dużo ości. Moje ręce były całe tłuste od ryby. Pod lodem płynęła wielka flądra. Pokazałam ją mamie palcem, ale dla niej nie było to nic dziwnego, że taka ogromna flądra płynie pod lodem. Miałam też wcześniej sen, że pracowałam w biurze i był tam mój dawny przyjaciel, dyrektor. Siedział ze mną w pokoju. Czekałam cały piątek, aż przyjdzie, żeby mnie zobaczył, bo byłam ładnie ubrana, w najlepsze rzeczy, i chciałam, żeby mnie zobaczył. Przyszedł, usiadł przy biurku, ubrany w brązowy żakiet. Zaniosłam mu jakieś papiery i spojrzałam mu w oczy, trochę agresywnie. Nagle wyparował z pokoju i przeniósł się do biurka w sąsiednim pomieszczeniu. Zapytałam go, dlaczego i czy nie chce ze mną siedzieć, a on odpowiedział, że nie chce. Miałam też jechać z ludźmi z pracy do galerii handlowej. To byli moi znajomi. Miałam kupić jednej dziewczynie chrupki orzechowe, ale zapomniałam. Nie była zła – powiedziałam, że kupię jej następnym razem. Była jeszcze scena na basenie. Wskakiwałam do dużego basenu na główkę, jakby na ręce, nurkowałam, płynęłam pod wodą, wynurzałam się, kąpałam się i skakałam z bardzo wysokiej kładki. Bałam się skakać, bo mam lęk wysokości, ale podświadomie wiedziałam, że to sen i nic mi nie grozi. Chyba odbywały się tam jakieś zawody. Później podpalałam włosy mężczyźnie w basenie siłą woli, ale nie chciały się palić, prawdopodobnie dlatego, że były mokre. On powiedział, że zgłoszenie do straży pożarnej dotyczące pożaru na jego głowie zostało wysłane 10 godzin wcześniej przez formularz, a nie telefonicznie, więc ogień zdążył zgasnąć. Kiedy wyszłam z basenu, podpaliłam wnętrze drewnianego domu i tam ogień już lepiej się rozprzestrzeniał. Na końcu pojawił się na ulicy wielki smok, którego sama przywołałam. Nikt początkowo się nie zorientował, bo pojawił się bardzo cicho, ale kiedy mruknął, wszyscy się odwrócili i go zobaczyli.
Chciałam to z siebie strzepać, zmyć, jakoś się oczyścić, bo po prostu było tego za dużo i dosłownie byłam cała umorusana. Wcześniej, w tym tajemnym miejscu, malowałam kontenery morskie i usuwałam z nich reklamy za pomocą czegoś w rodzaju pałeczki – dotykałam nią kontenerów, a one stawały się czyste i pozbawione reklam. Ten mężczyzna był Arabem. Tej samej nocy śniło mi się też, że matka Kaśki, mojej koleżanki z podstawówki, zostawiła w skrzynce na listy w moim domu rodzinnym zaproszenie na urodziny dziecka Kaśki. Wkurzyłam się, bo uznałam, że nie mam z tymi ludźmi nic wspólnego, nie mamy kontaktu, a nagle dostałam takie zaproszenie. Później jechałam z moją siostrą na spacer i pytałam ją, czy chce jechać pod liceum, czy pod schronisko. Wybrała liceum. Następnie byłam z mamą nad rzeką. Rzeka była zamarznięta. Jadłyśmy ryby, a ja wyciągałam z nich bardzo dużo ości. Moje ręce były całe tłuste od ryby. Pod lodem płynęła wielka flądra. Pokazałam ją mamie palcem, ale dla niej nie było to nic dziwnego, że taka ogromna flądra płynie pod lodem. Miałam też wcześniej sen, że pracowałam w biurze i był tam mój dawny przyjaciel, dyrektor. Siedział ze mną w pokoju. Czekałam cały piątek, aż przyjdzie, żeby mnie zobaczył, bo byłam ładnie ubrana, w najlepsze rzeczy, i chciałam, żeby mnie zobaczył. Przyszedł, usiadł przy biurku, ubrany w brązowy żakiet. Zaniosłam mu jakieś papiery i spojrzałam mu w oczy, trochę agresywnie. Nagle wyparował z pokoju i przeniósł się do biurka w sąsiednim pomieszczeniu. Zapytałam go, dlaczego i czy nie chce ze mną siedzieć, a on odpowiedział, że nie chce. Miałam też jechać z ludźmi z pracy do galerii handlowej. To byli moi znajomi. Miałam kupić jednej dziewczynie chrupki orzechowe, ale zapomniałam. Nie była zła – powiedziałam, że kupię jej następnym razem. Była jeszcze scena na basenie. Wskakiwałam do dużego basenu na główkę, jakby na ręce, nurkowałam, płynęłam pod wodą, wynurzałam się, kąpałam się i skakałam z bardzo wysokiej kładki. Bałam się skakać, bo mam lęk wysokości, ale podświadomie wiedziałam, że to sen i nic mi nie grozi. Chyba odbywały się tam jakieś zawody. Później podpalałam włosy mężczyźnie w basenie siłą woli, ale nie chciały się palić, prawdopodobnie dlatego, że były mokre. On powiedział, że zgłoszenie do straży pożarnej dotyczące pożaru na jego głowie zostało wysłane 10 godzin wcześniej przez formularz, a nie telefonicznie, więc ogień zdążył zgasnąć. Kiedy wyszłam z basenu, podpaliłam wnętrze drewnianego domu i tam ogień już lepiej się rozprzestrzeniał. Na końcu pojawił się na ulicy wielki smok, którego sama przywołałam. Nikt początkowo się nie zorientował, bo pojawił się bardzo cicho, ale kiedy mruknął, wszyscy się odwrócili i go zobaczyli.






