24-02-2026, 13:31
Ostatnie sny:
Śniło mi się, że szłam na targ do sklepów z psem. Mój pies coś tam obsikał w sklepie, a jakiś dzieciak został skarcony za złe zachowanie. Brałam błękitnego balona urodzinowego i chciałam zostawić to dziecko. Miałam myszki, które były pinczerkami jakby z Simsów. Pytałam, co im się stało, bo były smutne. W Simsach jest możliwość zapytać zwierzaka, co się dzieje, gdy chodzi smutny. Pieski miały komunikat, że nie mają miłości, więc dałam im buziaki. Myszki spały na mokrym ryżu, więc dałam im chusteczki, żeby odsączyć wodę z ryżu. Pojawił się też mój kolega Daniel, który miał hasło na komputer „Sirocco”. Oglądałam jego strony w internecie i śmialiśmy się z nich. Nagle wbija jakaś kobieta i siada na moje krzesło, bo podobno jest lepsze i droższe. Powiedziałam, że faktycznie jest fajne, ale trochę kłuje mnie w plecy. Później przyjechali teściowie, mieli czekoladę i robili budyń z ziemniaków oraz standardowego budyniu. Pytałam teściową, czy dała cukier czy erytrytol. Powiedziała, że cukier. Pomyślałam, że nie mogę teraz zjeść tego deseru, bo ja nie używam cukru. Zastanawiałam się, czy go zjeść, czy nie. Później dzwoniła do mnie koleżanka z dawnej pracy, kadrowa, z ofertą pracy na pół etatu, żebym wróciła do tej firmy. Chciałam w sobotę zdzwonić się na kamerce, żeby mnie wdrożyła, miało to trwać dwie godziny. Pytała, co zjem w tym czasie i czy może zrobimy jakieś kanapki. Chciałam jednak zjeść ten budyń. Teściowa zrobiła go w naczyniu żaroodpornym, po prostu włożyła ziemniaki, budyń, a ja później miałam to zmiksować. Później nagrywałam filmiki, jak roztapiam praliny i robię z nich duże lane czekolady o różnych smakach. Pojawiła się moja mama i prawie zamoczyła w nich piżamę, bo się nachyliła. Zapytałam, co robi i powiedziałam, żeby poczekała, aż będą gotowe. Jadłam praliny, których jeszcze nie roztopiłam, i lizałam drewnianą łyżkę z już roztopionej czekolady, bo wiedziałam, że to sen i mogę jeść słodycze. Na telekonferencji Paweł bekał, aż w końcu się wyciszył i mieliśmy z niego bekę. Później miałam mieć rozmowę o pracę na 18 w mojej poprzedniej firmie, miało to być jakieś rozdawanie ulotek. Chciałam, żeby tylko prezes wiedział, że wracam, reszta nie. Myślałam, że to na 15, a było na 18. Spóźniłam się, bo wcześniej jadłam kolację i paliłam papierosa. Babka Alka pojawiła się i mówiła coś o nowoczesnych pampersach materiałowych, które dzieci mogą mieć cały dzień i które są bardzo chłonne. Gadaliśmy, a ja mówiłam, że mam tyle konferencji, a ona gada o kupie i pampersach. Powiedziałam to wprost na kamerce. Później inna kandydatka, Amelia pokazała na kamerce swoje torby na ulotki. Powiedziałam, kurwa, ile ona tego ma. Nagle pojawiło się info, że niby obraziłam Amelię i nie pozwolili mi dalej uczestniczyć w połączeniu. Zostałam odrzucona z aplikacji i rozłączono mnie, a ja zostałam z pustą butelką w ręce jako nagrodą pocieszenia. Po zdjęciu folii z butelki poczułam zapach perfum. Pomyślałam, że nic Ameli nie zrobiłam. Miałam w ręce też broszurę o pracy i cieszyłam się, że nie dostałam tej pracy, bo szkolenia w tygodniu kolidowałyby z moją drugą pracą w agencji celnej. Pamiętam, że gdy mówiłam do babki Alki, zaczęła mi cisnąć, że nie mamy już pracy z siostrą, chciała nam chociaż uszyć serwetki. Pomyślałam, że szyje je tylko mojej kuzynce i jej dziecku. Powiedziała też, że póki co nie zapłaciłam żadnego mandatu, a ona za mnie płaciła. Przed telekonferencją dałam karmę mojemu psu, była jak brązowa czekolada, zmieszana sucha i mokra, pies jadł, grzebał łapami, brudził się, więc musiałam mu wycierać łapy. Było to dla mnie niehigieniczne i niesmaczne. Przed telekonferencją byłam też na tarasie i chciałam podpiąć laptopa do kontaktu, bo zgasł, wkurzona prosiłam siostrę o pomoc, a ona wkurzała się na mnie, że jestem wkurzona.
*
Śniło mi się, że odblokowałam konwersację z moją dawną pseudoprzyjaciółką Agnieszką na telefonie. Okazało się, że pisała do mnie miło, przepraszała i chciała się pogodzić, mimo że ją zablokowałam na WhatsAppie. Widziałam wszystkie jej wiadomości. Po czasie napisała, że już pasuje, że ma za dużo złego w życiu i nie będzie mnie męczyć, bo jej nie odpisuję. Stwierdziłam, haha, karma wraca. W międzyczasie siedziałam w aucie na fotelu pasażera, samochód stał zgaszony na podjeździe domu, miałam gdzieś jechać z mężem. Szły jakieś gówniary, jedna zajrzała do auta, chyba chciała coś ukraść. Wychylając się, zapytałam, w czym mogę pomóc. Dziewczyna w zielonym ubraniu powiedziała, że słucha muzyki przez słuchawki i odeszła. Wiedziałam w głowie, że pewnie chciała okraść samochód, a teraz dla zmyły gada o muzyce. Później byłam pod sklepem, leżał mój plecak i sok pomarańczowy. Menele chcieli mi zabrać plecak i sok, złapałam plecak w ostatniej chwili, ale straciłam sok, zabrali go. Stwierdziłam, że trudno, kupię nowy. Adrian powiedział, że dziewczyna w zielonych ubraniach leży nieprzytomna na ulicy i jest w ciąży, potrącił ją samochód. Ludzie byli w szoku. Jechaliśmy po chwili dalej, a ta sama dziewczyna rzuciła się nam pod koła, ale nie potrąciliśmy jej, uciekła. Myślałam, że to psychiczna baba, pewnie specjalnie rzuca się pod samochody, żeby wyłudzić odszkodowanie. W międzyczasie cały czas widziałam, jak Agnieszka pisze, nie chciałam tego widzieć, nie dało się jej zablokować. W końcu pomyślałam, że zadzwonię i zapytam, o co chodzi, może się pogodzimy. Obudziłam się u powiedziałam sobie w myślach - uważaj, to był tylko sen, ona wcale nie jest Ci przychylna.
Później byłam u siebie w domu, w domu szwagra (męża siostry), który był bardzo duży, jak dom jego mamy. Była głęboka piwnica i dużo schodów prowadzących w dół. Ktoś odwiedził dom, dzwonił dzwonkiem a ja wyglądałam przez okno by sprawdzić kto to. Następnie tata coś tłumaczył, że dom trzeba dobrze urządzić, ja zapytałam, czy źle urządziłam mieszkanie, czy uważa, że nie dam sobie rady z domem, on powiedział, że nie i o co mi chodzi. Ja zapytałam jego o co jemu chodzi, bo mnie o nic. Wydrukowały mi się zdjęcia z radaru samochodu, chciałam je pokazać chłopakowi, ale poszedł spać, był smutny, chciałam go przytulić i pocieszyć. Później stałam z mamą na dworze i paliłam papierosa. Wcześniej, gdy menele mi zabrały rzeczy, jadąc autem a mężem czułam smak papierosa w ustach, jakbym paliła przed, i czekałam, aż wyjdę z samochodu, żeby wypluć ślinę. W tym śnie z mamą paliłam papierosa na dworze, ale nagle okazało się, że jesteśmy w sypialni, otworzyłam okno na oścież, żeby mieszkanie nie przesiąknęło dymem. Widziałam na monitoringu, że córka szwagra (brata mojego męża) coś odpierdala w samochodzie. Poszłam sprawdzić, okazało się, że dzieci miały w aucie imprezę. Córka jego wzięła Kinder Niespodziankę Adriana spod deski rozdzielczej. Poszłam pouczyć dzieci, okazało się, że to była bezbarwna pomadka porzucona na chodniku. Powiedziałam, żeby nie brały rzeczy innych bez pytania i odkładały je na miejsce, a nie porzucały. Inne dziecko pytało, w co córka szwagra lubi się bawić, bo trudno się z nią dogadać. Odpowiedziałam, że lubi tylko gonić i bawić się w chowanego. Ona płakała, a ja dyskutowałam z chłopakiem o jej psychice, że wymaga innego podejścia. On miał ale na wszystko, w końcu powiedziałam coś zabawnego, rozśmieszyłam go i zaprzyjaźniliśmy się. Dojechaliśmy nad jezioro, gadaliśmy i było bardzo zabawnie.
*
Śniło mi się, że jakiś dzieciak był w moim domu rodzinnym i przy bramie znalazł taki niby kamień, taki tęczowy i ładny był ten kamień. Bardzo ładny. I później się okazało, że to moja mama mu dała ten kamień. Chciałam, żeby ten dzieciak pokazał mi, gdzie ten kamień znalazł. Pokazał mi, gdzie go znalazł. Znalazł go na podjeździe mojego domu, ale ja nie znalazłam swojego kamienia takiego samego. W tym śnie wyły straże i okazało się, że ktoś wiózł narkotyki i go eskortowali gdzieś całym takim konwojem policyjnym. I później jakaś laska mi gada, że mam nie być zazdrosna, że ten chłopak dostał ten kamień, a ja nie. Wzięłam ją za ramiona i potrząsnęłam agresywnie i powiedziałam jej: „Słuchaj, jakby całe życie ktoś miał lepiej od ciebie, to też byś była zazdrosna. To naturalne.” Później coś tam moja mama krzyczała na mnie, bo jej powiedziałam, że daje siostrze cały czas coś fajniejszego, a mnie nie. I że ja zawsze jej i tacie daję po równo, a jak nie dam tacie, a dam jej, to ona mnie za to gnoni. Czyli ja tak jakby jestem sprawiedliwa wobec moich rodziców, ale moja mama nie jest sprawiedliwa wobec mnie i mojej siostry. Tata przyszedł do mnie na górę do pokoju i coś tam mi się pytał, czy mam jakieś perfumy dla niego zamówione, bo miałam zamówić mu chyba jakieś odlewki perfum. Mama z dołu coś krzyczała. Miałam jechać też na kilka dni do pracy do Stanów Zjednoczonych, ale uznałam, że nie opłaca się tylko na kilka dni lecieć aż za ocean. I mieliśmy jechać z moim mężem do Niemiec, ale nie znałam języka niemieckiego i zastanawiałam się, jakie jest prawdopodobieństwo, że w sklepach dogadam się po angielsku i czy nie będzie siara, że nie znam niemieckiego. Adrian coś tam gadał o jakimś dziecku, że rodzice mojego zaprosili i coś tam. Mówię, że „No bardzo pupilek z tego dziecka”, a on, że wcale nie i coś tam jeszcze powiedział. Szykowałam jedzenie nagle na imprezę przed wyjazdem i zastanawiałam się, czy nie wyjechać na stałe, skoro tutaj nikt mnie nie chce i wszyscy wolą jakiegoś dzieciaka.
No i jeszcze miałam wcześniej jeden sen o imprezie w mojej poprzedniej pracy. Chodziłam na obcasach, to była taka wielka sala balowa, wszystko było ze złota. Zastanawiałam się, czy jestem na pewno tam mile widziana, bo przecież w końcu zostałam wyrzucona z tej pracy. I chciałam, żeby mnie moi wrogowie widzieli, czyli mój przełożony i dyrektor, żeby widzieli, jak ja błyszczę, jak chodzę na tych obcasach, jaka piękna jestem i w ogóle.
*
No więc tak, dzisiaj w nocy miałam taki na początku sen o jakimś grubym Arabie. On pracował gdzieś na kuchni, a ja ciągle w kanciapie się przebierałam. Miałam taki biały top, taki stanik jakby top, w który ledwo mieściły się moje wielkie cycki. Cały czas przeglądałam się w lusterku, jak ten top na mnie leży, ale on bardzo mi te cycki w ogóle uciskał i spłaszczał. Coś chciałam od tego Araba, nie wiem, chyba zamówić jakieś jedzenie czy coś takiego. I ja mu się w tym śnie podobałam i dziwiłam się, bo uważałam się za taką średnio ładną. Pamiętam w tym śnie, że nie miałam makijażu ani nic. W ogóle wyglądałam, jakbym dopiero wstała i wyszła po prostu z domu. On cały czas też powtarzał, że jest brzydki, że on się nikomu nie podoba. Ja mu powiedziałam, że prawdziwe piękno jest w środku człowieka, a nie na zewnątrz. Jeżeli tylko człowiek nie rani innych ludzi, no to po prostu jest piękny. Zapytałam się go też, skąd wziął się w ogóle tutaj w Polsce i czy to z powodu rodziców, że po prostu jego mama była Polką i poznała Araba, czy być może w jakiś inny sposób. Nie pamiętam nawet, czy mi coś na to odpowiedział. Pożegnałam go i powiedziałam, że może się kiedyś jeszcze spotkamy, chociaż wiedziałam, że nie spotkamy się, bo jest to sen.
Później miałam kolejny sen, że jakaś babka była w ogniu, to znaczy to była jakaś kobieta. Ona była w ogniu, był jakiś pożar i naddychała się jakichś oparów, przez co miała fazę i tak jakby wydawało jej się, że jest na plaży, że słońce ją ogrzewa i pławiła się w tym cieple, w tym ogniu, który był po prostu coraz bliżej niej i prawie już ją palił. Szybko żeśmy ją stamtąd zabrali i przemywaliśmy jej ciało ściereczką nawilżoną wodą, żeby nawodnić jej ciało i schłodzić. No i ona się ocknęła w końcu. Później widziałam jakąś bajkę, o tym, że ktoś chciał jeść kupę z podłogi. Były takie jakieś tam dzieci, one podnosiły kupę z podłogi i chciały ją jeść. Nagle ta kupa zamieniła się w chipsy, ktoś wszedł do pokoju, te dzieci się speszyły. W ogóle takie dziwne coś. Później w tej bajce ktoś jadł czekoladkę Merci, bo jakaś inna osoba mu tą czekoladkę dała. I powiedział to dziecko, które jadło tę czekoladkę, że bardzo dobra jest ta czekoladka, z prawdziwej czekolady, a ta druga osoba powiedziała, że to wcale nie czekoladka, tylko kupa. I nagle na cały głos było słychać takie „ble”, tak jakby obrzydzenie tego dziecka. Ono wypluło tę czekoladkę. Później jechałam z rodzicami gdzieś samochodem i padał deszcz. Deszcz kapał mi na twarz i bardzo mnie to irytowało, bo rodzice mieli uchylone szyby. Ja siedziałam z mapą w ręku i robiłam trasę przez Kraków nad Morze z zahaczeniem o Ukrainę. Na tej Ukrainie były Prusy. W ogóle to jest bez sensu, no ale dobra, sny rządzą się swoimi prawami, więc na Ukrainie były Prusy, Ukraina leżała tam, gdzie były Niemcy, a Kraków był tam, gdzie był Szczecin. Trasa mi wyszła dwie godziny na Google Maps, zdziwiłam się, że taka krótka, bo musimy przecież przejechać przez całą Polskę. Mówiłam mamie, żeby sprawdziła pogodę. Chciałam iść z nią na spacer z nią i z siostrą, ale ona nie chciała iść, bo bolały ją nogi. Pomyślałam więc, że wysadzimy mamę na plażę, żeby się poszła opalać i pójdziemy z siostrą na spacer i wrócimy później, wieczorem. Chciałam wziąć ze sobą grubsze ubrania na przebranie w razie, gdyby się ochłodziło. Podjechaliśmy pod Ukrainę, pod te ukraińskie Prusy i coś mi się przypomniało, że byłam tam już przecież na wycieczce szkolnej i musimy jechać do innego miejsca. Ktoś zajumał te czekoladki, ukradł je i nie zapłacił. I mówili w radiu, że gdyby takie coś zdarzyło się na Ukrainie, a nie w Polsce, to oni by ścigali tą osobę przez trzy kraje i coś tam. Wyobrażałam sobie, jak uciekają i złodzieja wiozą na tylnych siedzeniach, tak jakby schowanego przed policją. Przyciemnione szyby i tak dalej, a ten złodziej leży na siedzeniach, nie dając się poznać. Usiadłam na murku, bo to był taki jakby murek zamkowy z kratami w oknach i zza krat podziwiałam bardzo ładne miasto Ukrainy. Były tam takie bardzo ładne zamki, budynki, wyglądało to trochę jak Moskwa, z tymi ich takimi specyficznymi w specyficznej architekturze prawosławnymi kościołami. Mój piesek taki był z nami. Nagle wyjechał karawan z bramy, tak jakby z tej granicy i leciała jakaś taka creepy muzyczka. Bałam się zejść z tego murku, bo było po prostu tam wysoko, a chciałam jeszcze zrobić zdjęcie tych budynków. Wyjęłam więc mój telefon i ledwo byłam w stanie zrobić przez kraty faktycznie zdjęcia tych miast i tych ładnych budynków. Za mną stały dwie kobiety turystki, oczekując na swoją kolej, żeby usiąść na murku. Później mój mąż mnie złapał i zdjął z tego murku i w duchu mu dziękowałam, bo bałam się zejść sama. Później szliśmy ulicami, trzymaliśmy na smyczach konie i psa dalmatyńczyka. Znowu jedzie karawan i mama zatyka uszy, bo nie znosi tej muzyczki, jest ona bardzo creepy. Ja biorę jednego konia, który stanął dęba, bo wystraszył się, a ja pociągnęłam go na tej smyczy, na tym sznurku i ten koń po prostu usiadł na ziemi niczym pies. No i jedzie ten karawan. W środku żołnierze tacy jak ci w Londynie, z takimi zdobionymi mundurami i mieli przyczepkę. Na tej przyczepce były takie czarne metalowe urny z prochami. Uznałam, że jest to mega creepy, ale szliśmy dalej. No i Adrian powiedział, żeby się nie bać tej melodii, bo to Polak ją stworzył.






