13-02-2026, 11:21
Dzisiejsze sny:
Dziś w pierwszym śnie miałam konia, którego prowadziłam na lonży w ogrodzie. Potem na nim też jeździłam, w tym pod moim dawnym miejscem pracy - w nocy. Zagadałam do mojej dawnej, toksycznej przyjaciółki, bo chodziło o jej koty, które chorowały a mnie ktoś przekazał informację o tym, jak je leczyć. Ktoś prosił, bym się z nią skontaktowała. Bujałam się gdzieś po moim dawnym miejscu pracy i gadałam z nią. Jakby przez telefon, ale na żywo. Ona uznała, że nie wie, o co my w ogóle się pokłóciłyśmy, ja jej powiedziałam, żeby w takim razie odblokowała mnie i normalnie ze mną rozmawiała, ale w głębi duszy nie chciałam tego, wolałam nie mieć z nią kontaktu.
Następnie miałam sen, w którym grałam jakby w Crasha (Crash Bandicoot), jednak w tym śnie ten Crash był człowiekiem, nie jamrajem, a ja miałam przed sobą poziom, taki sam jak w tej grze, który musiałam przejść. Miałam iść wzdłuż rzeczki, potem do jaskini, zbierać monety i ukończyć poziom z danym wynikiem. Stresowało mnie to. Crasha prosiłam, by szedł ze mną, bo sama się boję, ale on nie chciał, wolał całować się z jakąś brunetką. Potem była na początku poziomu (przed rozpoczęciem gry jakby) jakaś inna dziewczyna i prosiła mnie o "jedzonko". Ja spojrzałam na nią tylko z politowaniem, po czym zaczęłam iść przed siebie. Nagle ta dziewczyna krzyczy, że może "oddać mi" Crasha, ale ja krzyknęłam, że już go nie chcę, takiego wymiętoszonego i wylizanego przez inną laskę. Zaczęła się gra. Szłam wzdłuż rzeczki i wiem, że już kiedyś śniłam taki sen. Pokonywałam po drodze jakieś kraby, uderzając je rękami, lub wirując w spirali (jak Crash). Potem weszłam do jaskini, gdzie nurt rzeki płynął wprost do takiej tuby, która wyglądała jak w aqua parku. Bałam się. Miałam spłynąć z prądem rzeki do innego poziomu, a potem wrócić. Wskoczyłam. I nagle zmiana sceny. Spałam gdzieś, prawie się już budziłam. Ktoś przystawił mi do ust kubek z zieloną herbatą matcha, żebym piła. I jakby szóstym zmysłem widziałam, co działo się, gdy spałam. Ktoś dorzucić trutkę do matchy przed zaparzeniem jej. Okazało się, że nagle widzę tą scenę jako swego rodzaju film a zatruta miała być inna dziewczyna, nie ja. To była opowieść o obsesyjnym zakochaniu i parciu na posiadanie tej dziewczyny przez właścicielkę tego obiektu wodnego (tej całej gry z poziomami i planszami), ona chciała uwięzić na zawsze tą dziewczynę w tym obiekcie, żeby cały czas przechodziła przez te poziomy. Potem okazało się, że to gra komputerowa z fabułą, w którą grałam z siostrą. Szłyśmy potem na dół w domu, niosąc swoje zakrwawione podpaski w rękach (WTF), które świadczyły o naszym przejściu tego wodnego poziomu w grze. Im więcej krwi, tym lepiej nam poszło. Na podwórku łapano jakiegoś psa do kojca, by zawieźć go do schroniska. Siostra wzięła wąż ogrodowy i zlała naszą suczkę, Lucy. Miała przy tym ubaw. Mama coś robiła przy skalnicy, tata z domu obserwował akcję i nerwowo pukał w drzwi tarasowe, wkurzony. Mama też opieprzyła siostrę. A ja wzięłam Arisskę na ręce, ciesząc się, że choć ona jest sucha. Przytuliłam ją.
Gdzieś pod koniec śniło mi się też, że mojego męża przejechał amerykański radiowóz, potrącił go, a kiedy chłop upadł na plecy, samochód przejechał mu po łydkach. Wkurwiłam się bardzo, goniłam ich wściekła, oczy miałam czerwone (tak czułam). Kiedy dopadłam ich radiowozu, zaczęłam uderzać pięściami w furii w blachę i szyby, wybijając je. Krwawiły mi ręce, ale nie przerywałam ataku.






