19-01-2026, 15:35
Weekedowe sny:
Śniło mi się, że moja siostra miała duży dom, ale był to dom budowany przeze mnie w Simsach. Siedziałam przy komputerze i projektowałam go. Dom był duży, miał półokrągłe okna i półokrągłe wejścia, a ściany były fioletowe. Bardzo mnie wkurzało, że ja buduję ten dom dla siostry, a ona w ogóle się tym nie interesuje. W końcu przyszła do mnie i powiedziała, że półokrągłe okna miały być na innej ścianie. Jeszcze bardziej mnie to zdenerwowało, ale mimo wszystko wyburzyłam okna i wstawiłam je tam, gdzie chciała.
Potem śniło mi się, że jechałam samochodem na urlop, chyba z siostrą. Z tyłu siedział jakiś człowiek. Myślałam, że jedziemy tylko we dwie, a nagle zobaczyłam w lusterku wstecznym, że z tyłu wyskoczył jakiś obcy, creepy mężczyzna z bardzo jasnymi, niemal nienaturalnie niebieskimi oczami. Bardzo się przestraszyłam, kiedy zobaczyłam jego twarz. Krzyknęłam. Jechaliśmy jednak dalej, kiedy zorientowałam się, że to po prostu jakiś kumpel siostry. Po drodze była piękna, duża plaża z przejrzystą wodą, ale bardzo zatłoczona. Powiedziałam, że może się tam na chwilę zatrzymamy, pomoczymy, ale teraz musimy jechać dalej. To ja prowadziłam samochód.
W kolejnym śnie miałam mały domek, a moja siostra miała znacznie większy. Zastanawiałam się, gdzie umieścić pokój dla dziecka. Miałam syna, ale był on jakby Simsem, nie prawdziwym dzieckiem. Miałam też starego dziadka jako przyjaciela. Okazał się fałszywy i mówił, że może mnie pobić albo zrobić jakąś krzywdę. Pomyślałam, że nie będę się przyjaźnić z kimś, kto mi grozi. Nagle okazało się, że mieszkam w tym domku razem z mamą. Był to jakiś wakacyjny domek. Wszędzie panował bałagan, rzeczy były porozrzucane. W łazience szukałam czegoś w koszyku z kosmetykami — było tam mnóstwo kremów, past do zębów, odżywek do włosów w tubkach i innych rzeczy. Później malowałam na śniegu hasło o szacunku do drugiego człowieka. Było ono skierowane do tego starego przyjaciela — komunikat, że nie mogę się przyjaźnić z kimś, kto mnie nie szanuje. Przyszedł wtedy inny mój przyjaciel, również fałszywy. Był jakby tą samą osobą, ale pod inną postacią. Powiedział, że ma dla mnie prezenty — obrazy i inne ładne rzeczy. Pomyślałam, że fajnie byłoby je mieć, ale powiedziałam mu, że nie chcę prezentów, tylko jedną jedyną rzecz: szacunek. W międzyczasie dzwoniłam do jakiejś kobiety, chyba w sprawie pracy. Zaprosiła mnie na targi w piątek o 18:30 i poprosiła, żebym przyniosła wizytówkę. Nie miałam wizytówek i zaczęłam się zastanawiać, jak zdążę je zrobić do piątku. Myślałam, że może kupię puste wizytówki i ręcznie wpiszę swoje dane. Ten mężczyzna, kiedy podszedł do mnie, gdy malowałam napis na śniegu, dał mi jeszcze inne prezenty — list, kartkę papieru, coś w rodzaju laurki. Wzięłam to, ale odłożyłam na ziemię i dokończyłam pisanie hasła. Później zabrałam te rzeczy do domu, ale nie wiedziałam, co z nimi zrobić, więc rzuciłam je gdzieś w kąt. Wcześniej w tym śnie była też scena jakby z filmu. Grupa kobiet dla żartu oblała wodą inną dziewczynę. Ta wyciągnęła rewolwer i zaczęła do nich strzelać, zabijając je. Obok był mały, kremowy piesek. Modliłam się tylko, żeby on przeżył. To wyglądało jak scena oglądana w telewizji. Później byłam u mamy w domu. Na ogrodzie były Arisska i Lucy. Mama nagle zaczęła krzyczeć, że jest tam obcy pies, który je goni. Był to brudny, kremowy owczarek. Szybko wyszłam i zawołałam Arisskę. Przybiegła do mnie, wzięłam ją na ręce z ogromną ulgą. Zobaczyłam jednak, że obcy pies wącha Lucy i atmosfera była bardzo napięta. Bałam się, że psy zaraz się pogryzą. Ten obcy pies podszedł do mnie. Dałam mu dłoń do powąchania. Ktoś inny go w tym czasie głaskał, a pies na przemian warczał i przestawał, pokazywał zęby i je chował. Pomyślałam, że ta osoba nie powinna go głaskać, bo pies może ugryźć. Na sam koniec była jeszcze scena w domku: znalazłam jakiś brelok w wodzie, a na stole leżał skórzany portfel z logo Alfy Romeo. Wzięłam ten portfel do rąk i zaczęłam go gryźć, myśląc, że to pomoże mi na zdrowe zęby.
*
Śniło mi się, że byłam na basenie. Pamiętam, że była tam też Dominika, moja dawna koleżanka. Miała bardzo duże, sztuczne piersi – wyraźnie powiększone. Ja chciałam zrobić sobie seksowne zdjęcia w wodzie: zanurzyć się tak, żeby nad powierzchnią były widoczne tylko moje oczy. Nurkowałam, pozowałam i miałam na ręce smartwatcha, który działał również pod wodą. Później oglądałam zrobione zdjęcia. Na jednym z nich wyglądało tak, jakby ucięło mi brodę, ale po chwili zorientowałam się, że zdjęcie jest większe i widać mnie na nim w całości. Przypomniało mi się też, że na portalu DeviantArt miałam zdjęcie z basenu z Alim — moim byłym chłopakiem z Pakistanu. Trzymałam go za brodę, a zdjęcie było romantyczne i słodkie. W śnie wiedziałam, że zrobiłam je wiele lat temu, ale chciałam komuś napisać, że to zdjęcie jest aktualne, żeby wzbudzić zazdrość. Niestety było na nim widać fragment moich brwi sprzed makijażu permanentnego, więc dało się rozpoznać, że zdjęcie jest stare. Na szczęście nie było widać całej twarzy. Później to zdjęcie chyba zniknęło z portalu i chciałam zrobić nowe. Następnie akcja przeniosła się na hotelowe śniadanie. Szła tam starsza kobieta, a na podłodze leżały nadmuchane, kolorowe balony, takie imprezowe. Chciałam sprzątnąć je jej spod nóg, żeby się nie potknęła. Jednego balonu nie zdążyłam jednak usunąć i kobieta przebiła go obcasem — miała na sobie szpilki. Poruszała się o kulach (w szpilkach, tak...). Poprosiła mnie, żebym przyniosła jej ciasto, bo samej byłoby jej ciężko. Problem polegał na tym, że stoły były już prawie puste. Moja mama powiedziała, że wzięła jedzenie na wynos do pokoju hotelowego. Nie wierzyłam jej i powiedziałam, że przyszłam specjalnie na stołówkę, bo chcę zjeść tutaj, a nie w pokoju. Pamiętam, że była pizza i inne jedzenie, ale ja chciałam ciasto, bo nie chciałam jeść dużo węglowodanów. Marzyło mi się jakieś bardziej białkowe ciasto, na przykład sernik. Chodziłam po stołach i pytałam, czy zostało jeszcze jakieś ciasto. Starsza kobieta powiedziała, że chce ciasto czekoladowe. Widziałam faceta, który właśnie dojadał brownie. Zapytałam go, czy ma jeszcze więcej, ale nie miał. Szukałam więc dalej. Bałam się, że zanim wrócę do pokoju, gdzie mama rzekomo miała jedzenie, będę już strasznie głodna. Zjadłam więc kawałek okrągłej bułki z dziurką (bajgla). Mówiłam sobie pod nosem, że żeby zdążyć na śniadanie, to chyba trzeba wstać o piątej rano, bo przyszłam wcześnie, a stoliki były już puste. Szukałam dalej resztek jedzenia. Znalazłam słodki chleb tostowy, ale ktoś mi go zabrał razem z kartonem. Musiałam przełożyć chleb do jednorazowego woreczka, żeby móc go nieść, co było dość kłopotliwe. Jakiś arabski mężczyzna zapakował mi rogale. Chciałam dwa, w osobnych opakowaniach, ale on zapakował mi po pięć sztuk. Pomyślałam, że to bardzo hojny gest. Później byłam już z Adrianem. Podeszliśmy do stoiska, gdzie obsługiwał Turek, i poprosiliśmy o baklavę. Wyglądała ona jak czekoladowe ciasto z pistacjami, coś w rodzaju modnego dubajskiego batona. Sprzedawca zaczął po polsku recytować jakiś wiersz o pieniądzach i policzył nam 30 euro, co wydało mi się bardzo drogie. Powiedziałam Adrianowi, że on zapłaci, bo to on chciał baklavę. Turek się śmiał, ale ten żart w ogóle nas nie bawił. Z Adrianem obgadywaliśmy go między sobą, licząc, że zrozumie, co mówimy po polsku, i da nam spokój. Adrian stwierdził, że woli, kiedy obsługują go Arabowie, bo Turcy są dziwni. Powiedziałam, że ten Turek to świr. W końcu wzięłam to jedzenie i wróciłam do starszej kobiety, ale ona powiedziała, że już nie jest głodna i nie chce nic jeść. Byłam wściekła jak jasny chuj.
*
Kolejnej nocy początku śniło mi się, że mój pies Kentucky był ze mną w mieszkaniu, w wannie, choć jej położenie było inne niż w rzeczywistości. Miałam go wykąpać. Adrian krzątał się gdzieś po domu, a Kentucky nagle wyskoczył z wanny i pobiegł do niego. Bardzo mnie to zdenerwowało, bo byłam już gotowa do kąpieli psa. Poszłam do pokoju, wzięłam Kentucky’ego na ręce i włożyłam go z powrotem do wanny pełnej wody. Wtedy Kentucky zamienił się w kota. Siedziałam razem z nim w wannie i chciałam umyć go szamponem. Nagle do łazienki weszła jakaś kobieta. Zawstydziłam się i zaczęłam zakrywać biust, żeby nie widziała mnie nago. Kobieta miała na palcu latającego robaka i chciała go wypuścić, żeby latał po łazience i mnie przestraszył. Bardzo się bałam, nie chciałam, żeby ten robak latał, bo myślałam, że może mnie ugryźć. Później robak zaplątał mi się we włosy. Wyczesywałam go w kawałkach. Ostatecznie robak utopił się w wannie.
Wstałam, poszłam do łazienki, a potem znowu zasnęłam.
W kolejnym śnie byłam w domu na wsi, w domu mojej babci. W każdym pokoju stały łóżka z białą pościelą — były pościelone, ale rozkopane, jakby ktoś w nich spał. Dziwiłam się temu, bo dom stoi pusty: dziadkowie nie żyją, a wujek, do którego należy dom, tam nie mieszka. Zastanawiałam się, czy to wujek tam śpi. Chodziłam po domu i w pewnym momencie zobaczyłam, że w jednym łóżku ktoś naprawdę śpi. Speszyłam się i poszłam dalej. W innym pokoju spał czarnoskóry mężczyzna z dziećmi — właśnie się budzili. Okazało się, że wujek zrobił tam jakąś imprezę, a ludzie przenocowali i właśnie wstawali i szykowali się do wyjścia. Przepychałam się między nimi: ktoś kręcił włosy, ktoś się ubierał, a ja bardzo się spieszyłam, bo miałam iść na uczelnię, mimo że w rzeczywistości już dawno skończyłam studia. W jednym z pokoi była mała dziewczynka, chyba pod moją opieką. Powiedziała mi, że nigdy nie mam czasu się z nią bawić. Najpierw była jak pies w klatce, a potem zamieniła się w dziecko. Powiedziałam jej, że się pobawimy, ale teraz naprawdę muszę iść do szkoły. Dziewczynka zaczęła bardzo płakać. Było mi strasznie niezręcznie, nie wiedziałam, jak ją pocieszyć ani co zrobić. Próbowałam ją uspokoić, ale bez skutku. W końcu zostawiłam ją płaczącą na środku pokoju, myśląc, że jest tam tylu dorosłych ludzi, że ktoś na pewno się nią zajmie. Wyszłam z domu. Szłam na uczelnię w krótkich spodenkach i koszulce. Było ciepło, ale wiedziałam, że później może się ochłodzić. Założyłam bluzę, bo uznałam, że po zajęciach może zrobić się zimno. Pomyślałam, że mogłabym wrócić po długie spodnie, ale nie chciałam tracić czasu. Zdjęłam więc buty i krótkie spodenki, wyobraziłam sobie, że zamieniają się w długie, jasne jeansy Calvina Kleina — i tak się stało. Założyłam je, zapięłam w pasie i poszłam dalej. Przed wyjściem z domu zauważyłam w szafie u babci listy skierowane do mnie. Dotyczyły instrukcji do gry, do której tłumaczyłam skrypt na język angielski dla kobiety, mimo że angielski był jej językiem ojczystym. Powiedziałam, że jeśli mam robić napisy i instrukcję, to bez sensu, bo sprzęt do tłumaczeń kosztuje 20 tysięcy złotych i musiałaby mi zapłacić więcej — nie chciałam dokładać z własnej kieszeni. Później pojawiła się jakaś zła kobieta, która miała dostać lanie pod drzwiami szkoły. Żebyśmy my — ja, Ilona z pracy i inni — uniknęli przemocy, weszliśmy do szkoły i się tam zaszyliśmy. Nagrywałam wszystko telefonem zza szyby, ale kamera ciągle mi uciekała i musiałam się bardzo skupiać. Kobietę pobito starymi, PRL-owskimi lampkami choinkowymi, uderzano jej twarzą i ciałem o szklane drzwi. Wszystko nagrywałam. Potem działy się inne akcje, pojawiali się kolejni ludzie. Zapytałam Ilonę, czy dalej nagrywać — powiedziała, że tak, wszystko musi być udokumentowane. Pojawiła się blond kobieta, która dotykała swojego sromu. Ilona zaczęła komentować wygląd jej miejsc intymnych - że jej srom jest szeroki i duży. Ja powiedziałam żartem, że może to po prostu „psiocha rozklepicha”, ale kiedy nikt się z tego nie zaśmiał (co za kiepskie poczucie humoru), powiedziałam, że to żart i każda kobieta tam wygląda inaczej. Zapytałam Ilonę, czy możemy porozmawiać o męskich genitaliach, bo są dla mnie o wiele bardziej fascynujące i interesujące. Mężczyźni wokół zainteresowali się tym, co powiedziałam i uznali mnie za zboczoną. Później mieliśmy słuchać muzyki. Jedna kobieta powiedziała, że nie chce słuchać Eminema, ale ktoś puścił „Beautiful” w jego wykonaniu (moja ulubiona nuta). Zaczęłam śpiewać, tańczyć i pokazywać środkowy palec jak w teledysku. Później ta sama kobieta nuciła inną piosenkę Eminema, a ja zdziwiłam się, że skoro go nie lubi, jak to możliwe, że tak dobrze go naśladuje. Potem pojawiła się interakcja jak w Simsach — możliwość „bara-bara” w dziwnych miejscach. U mnie była opcja „bara-bara w doniczce”. Adrian wszedł do małej, białej, porcelanowej doniczki o średnicy około 20 cm, a ja jakoś zmieściłam się tam z nim. Było przytulnie i wygodnie. Później, po cielesnym obcwaniu we dwójkę, on wyszedł, a ja została tam jeszcze chwilę sama, zabawiając się sama ze sobą, ale nie zdążyłam dojść do finału. Zauważyłam, że inni zaczynają zaglądać do doniczki, zaniepokojeni tym, że jeszcze z niej nie wyszłam, więc szybko się ubrałam i wydostałam z niej. Byliśmy potem w małym domku. Adrian musiał iść do toalety na „jedynkę”, ale zamiast w krzaki, poszedł pod prysznic i zrobił to na oczach wszystkich. Wszyscy się z tego śmiali. Siedziałam później obok mężczyzny, który bardzo mnie pociągał fizycznie. Inne kobiety poszły w krzaki za potrzebą, również „jedynką”. Wyszłam z domku. Na ścieżce stała dziewczyna. Szukałam muzyki na Spotify, ale okazało się, że ta piosenka była na YouTubie. Ona puściła muzykę ze swojego telefonu. Zirytowało mnie to, bo chciałam puścić muzykę ja, a poza tym ta muzyka zupełnie mi nie pasowała. Odeszłam, oglądałam bazie na gałęziach, a potem zaczęłam tańczyć na ścieżce.






