16-01-2026, 13:39
Dzisiejszy sen:
Śniło mi się, że Agnieszka, moja koleżanka, bardzo szybko jechała wózkiem sklepowym. Miałam wrażenie, że wszystko było nagrane – tak jakbym jechała z nią tym wózkiem, ale jednocześnie byłam w zupełnie innej przestrzeni, jakby na odległość. Słyszałam, jak mi opowiada, i wyglądało to tak, jakby nagrała film i wysłała mi go do obejrzenia. Agnieszka była w sklepie i robiła zakupy. Miała na sobie ciemne ubrania, w odcieniach brązu. Brała pojedyncze banany i wkładała je do papierowego worka. Banany kosztowały chyba coś około złotówki z groszami. Brała też jeszcze jakieś inne rzeczy. Potem wyjechała z tego sklepu, jakby nigdy nic. Minęła kasę oraz jakiegoś czarnoskórego mężczyznę, który był przy kasie pierwszy w kolejce. Na początku myślałam, że po prostu wpycha się do kolejki, żeby być pierwsza, ale okazało się, że ona ominęła całą kolejkę, wyszła ze sklepu bez płacenia i pojechała dalej. Sklep wyglądał jak duży market, coś w rodzaju Auchan, znajdujący się w galerii handlowej. Agnieszka co chwilę oglądała się za siebie, sprawdzając, czy ktoś ją ściga. W pewnym momencie rzeczywiście pojawili się ochroniarze, którzy zaczęli ją gonić. Po chwili jednak wszyscy zauważyli, że ochroniarze nie mają na sobie mundurów – byli tylko w majtkach. Okazało się, że Agnieszka w jakiś sposób ukradła im mundury, chociaż nie wiadomo było, kiedy i jak to zrobiła. Jeden z tych mundurów miała teraz na sobie. Był w biało-szarym, moro-podobnym wzorze. Agnieszka wsiadła do wózka sklepowego i zaczęła uciekać przed ochroniarzami, manewrując wózkiem podczas jazdy. Na nagraniu, które mi wysłała, mówiła mi, że ochroniarze byli bardzo zdziwieni, że nie mają na sobie ubrań. Pytała mnie też, czy powinna uciekać przez jakąś bramkę oznaczoną jako „jedynka”, czy uciekać w przeciwnym kierunku. Byłam bardzo zestresowana, bo nie potrafiłam jej odpowiedzieć i nie wiedziałam, którędy powinna uciekać, żeby jej nie złapali. Dziwiło mnie również to, że ukradła ze sklepu banany, które miały bardzo małą wartość i które mogła po prostu normalnie zapłacić. W innym momencie tego snu psy Kentucky i Lucy – ale nie moja Lucy, tylko Lucy należąca do teściów – byli na tarasie w moim domu rodzinnym. Opiekowała się nimi moja teściowa. Ciągle pytała mnie, czy może dać mojemu psu mizerię albo coś innego do jedzenia. Odpowiadałam, że nie, bo pies po takim jedzeniu dostanie biegunki. Mówiłam też, że wiem, iż wcześniej dzieci dawały temu psu różne rzeczy, bo później miał biegunkę albo zwracał. Pamiętam również, że rano byłam z Adrianem na spacerze. Później żałowałam, że nie mogę już iść na kolejny spacer, bo miałam już nabite dużo kroków i byłam zmęczona, mimo że pogoda była bardzo ładna. We wnętrzu mojego domu ćwiczyłam na drążku. Podciągałam się jedną ręką. Nagrałam to, żeby wrzucić do internetu i pokazać wszystkim, jak dobrze mi idzie. Adrian, który chodzi na siłownię i ma w tym większe doświadczenie, powiedział mi jednak, że źle się podnosiłam i że powinnam inaczej ułożyć ręce. Po treningu planowaliśmy wypić białko z mlekiem, ale nie mieliśmy białka w proszku. Adrian wziął więc śmietanę 30% i zaczął pić ją prosto z kartonowego opakowania, jakby ją doił. Ja też chciałam się napić, ale kiedy zaczęłam pić, okazało się, że w tej śmietanie pływały surowe skrawki piersi z kurczaka, które miały być przeznaczone dla psa (Lucy), ponieważ śmietana była już po terminie, więc dorzuciłam do niej obrane skrawki mięsa i wszystko razem miało trafić do psiego pyska. Adrian siedział na fotelu i nagle zauważyłam, że zrobił śmietanową fontannę z ust – jakby beknął i śmietana wylała mu się z buzi. Zaczęłam się z tego śmiać. Wcześniej w tym śnie jedliśmy spaghetti z makaronem i sosem mięsnym, ale bez mięsa. Właśnie dlatego, że w tym obiedzie brakowało białka, chcieliśmy je później uzupełnić, pijąc białko z mlekiem. Mówiłam też teściowej, żeby upiekła mięso w piekarniku, bo wtedy zrobi się z niego sos, a mięso będzie miękkie i nadawało się do szarpania, jak szarpana wołowina. Wzięłam śmietanę i wyszłam na taras. Odpędziłam mojego dalmatyńczyka, który chciał być pierwszy w kolejce po coś do jedzenia. Wcześniej teściowa mówiła mi, że on zawsze wyjada jedzenie z miski do samego dna i że skoro tak robi, to znaczy, że jest głodny. Odpowiedziałam, że mimo tego nie może mu dawać mizerii, bo na pewno dostanie po niej biegunki. Dałam Lucy skrawki kurczaka ze śmietany, ale nagle okazało się, że to wcale nie był kurczak, tylko małe winogrono. Lucy nie chciała tego zjeść, więc wyrzuciłam winogrono na skalnicę za tarasem, żeby mój dalmatyńczyk nie mógł go zjeść. Wtedy przyleciała osa, chwyciła winogrono między łapki i zaczęła z nim latać. Podleciała blisko nas i pomyślałam, czy naprawdę musiała tu przylecieć, bo bałam się, że nas ugryzie. Po chwili osa odleciała. Nagle pojawił się Szymon, syn mojego szwagra, który jest jeszcze małym dzieckiem. Powiedziałam mu, żeby nie karmił mojego psa, bo ludzkie jedzenie mu szkodzi. Dałam też Lucy cebulę z kartonu ze śmietaną, ale ona również nie bardzo chciała to zjeść. Pamiętam, że na dworze było bardzo ciepło. Byłam ubrana w krótki rękaw, w czerwony T-shirt. W pewnym momencie pojawił się mój tata i powiedział, że dziś jest zimniej niż wczoraj, że na pewno będzie zamieć śnieżna i że to wszystko przez globalne ocieplenie. Pomyślałam wtedy, co on w ogóle mówi, bo przecież wczoraj było strasznie zimno, a dziś w porównaniu do wczorajszego dnia było bardzo ciepło. Wcześniej, jeszcze przed tymi wydarzeniami, ktoś chciał wykąpać się w wannie u mojej babci na wsi. Ja w tym czasie zmywałam naczynia i musiałam odejść, żeby ta osoba mogła nalać sobie wody do wanny i pójść się kąpać.






