15-01-2026, 14:55
Kolejne sny:
Śniło mi się, że jechałam pociągiem bez biletu. Wsiadłam, usiadłam na swoim miejscu i od początku miałam świadomość, że nie mam biletu. Planowałam kupić go online, ale tego nie zrobiłam. Widziałam, jak przez wagon idzie kontrolerka i sprawdza bilety kolejnym pasażerom. Kiedy się zbliżała, zaczęłam się zastanawiać, czy nie wysiąść wcześniej, zanim do mnie dotrze, albo czy nie spróbować udawać, że mam problem z Internetem i dlatego nie mogę kupić biletu. Niestety zostałam przez nią zauważona i poproszona o okazanie biletu. Powiedziałam jej, że miałam zamiar kupić bilet przez Internet, ale coś jest nie tak z połączeniem i że zaraz spróbuję jeszcze raz. Kontrolerka odpowiedziała, że w porządku — możemy zrobić tak, że po prostu zapłacę za bilet. Dałam jej dwadzieścia złotych, a bilet kosztował około czternastu. Czekałam, aż wyda mi resztę, ale tego nie zrobiła. Powiedziała tylko, że zapamięta, że to są pieniądze ode mnie, i że bilet zostanie wydrukowany. Żałowałam, że wydałam te pieniądze. W tym śnie była to dla mnie duża kwota. Liczyłam na to, że uda mi się przejechać tym pociągiem bez biletu i że kontrola w ogóle się nie odbędzie. Żałowałam też, że wcześniej nie wysiadłam z pociągu, ale miałam poczucie, że i tak by się to nie udało — bałam się, że ktoś mógłby mi zarzucić, że uciekam albo robię coś podejrzanego. Później sen przeniósł się na imprezę u mojej siostry. Nie odbywała się ona jednak w jej mieszkaniu, tylko w jakimś wynajętym miejscu — przypominało hotel albo salę. Moja siostra kupiła pluszowe samochody: czarnego Mercedesa dla swojego męża oraz różowego Cadillaca dla siebie. Przyszłam na tę imprezę spóźniona. Kiedy weszłam, wszyscy się na mnie patrzyli, oceniali mnie wzrokiem, jakby mieli pretensje o to spóźnienie. Czułam na sobie ich spojrzenia i osąd. Mimo tego zamieszania poszłam jednak do kuchni, do takiego miejsca, gdzie mogła przebywać tylko obsługa albo osoby uprawnione. Rzuciłam plecak na kanapę i poczęstowałam się przystawkami leżącymi na stoliku. Nikt z obecnych nie wiedział, że gospodynią imprezy jest moja siostra. Po chwili wszyscy byli wyraźnie zażenowani swoim wcześniejszym ocenianiem mnie i dziwnymi spojrzeniami, zwłaszcza że okazało się, iż jestem w strefie VIP. W kolejnej scenie byłam u siebie w kuchni, choć wyglądała ona zupełnie inaczej niż w rzeczywistości. Z sufitu zaczęło kapać — znowu pojawił się problem z dachem. Ktoś próbował mi wmówić, że to normalne, że sufit musi przeciekać. Odpowiedziałam, że to przecież absurd, bo za chwilę będę miała całą kuchnię do wymiany i do generalnego remontu. W pewnym momencie pojawiła się jakaś kobieta, która zaczęła opowiadać o leku na oczy. Mówiła, że można go kupić albo podarować komuś w prezencie, że jest niezwykle popularny, uniwersalny i odpowiedni dla każdego, że poprawia wzrok i opóźnia jego pogarszanie się na starość. Pomyślałam wtedy, że to chore — mam poważne problemy, z sufitu leje mi się woda, a jakaś typiara gada o jakimś leku na oczy. Był też moment, w którym gotowałam ziemniaki w dziwnym garnku, wyglądającym jakby był zrobiony z papieru. W tym samym czasie pojawił się jakiś facet, bardzo namolny. Wiedziałam, że będę musiała się z nim zmierzyć i walczyć. Przez to wszystko zapomniałam o gotujących się ziemniakach.
*
Śniło mi się, że byłam na wycieczce z mojej poprzedniej pracy. Pojechaliśmy na jakieś skałki. Byłam tam między innymi z Wiolą i z Ewą — dwiema dziewczynami z kadr, które bardzo mnie lubiły i które ja również bardzo lubiłam. Wszyscy robili sobie tam zdjęcia. Byliśmy też na czymś w rodzaju zamku, gdzie ktoś robił sobie sesję zdjęciową przy barierkach. Ja również chciałam mieć ładne zdjęcia, ale martwiłam się, że nie jestem wystarczająco dobrze ubrana, że nie wyglądam odpowiednio do takich fotografii. W okolicy znajdowały się jeziorka skalne. Te jeziorka jednocześnie przypominały wanny. Woda w nich cały czas robiła się mętna. Wrzucałam do nich kule do kąpieli, ale tak naprawdę te kule były kostkami z chlorem — wrzucałam je po to, żeby oczyścić wodę. Faktycznie na jakiś czas woda stawała się przejrzysta, ale po chwili znowu mętniała i musiałam dorzucać kolejną kulkę. Niektóre z tych kulek łamałam na mniejsze kawałki i rozrzucałam w różnych miejscach jeziorek, żeby środek równomiernie się rozłożył. Zdarzało się, że w jednym miejscu woda była czysta, a w innym nadal mętna, więc starałam się to wyrównać. Później sen jakby się zmienił. Zadzwonił do mnie Patryk, mój były chłopak. Powiedział mi, że byłam aktywna na serwerze Metina — Someya. Odpowiedziałam, że to niemożliwe, bo przecież ten serwer już nie istnieje. On jednak twierdził, że istnieje i że ja normalnie grałam, bo widział mnie w grze. Namawiał mnie, żebym spróbowała uruchomić grę i zalogować się. Pomyślałam wtedy, że ktoś musiał mi się włamać na konto. Nstępnie scena zmieniła się i leżałam u siebie w łóżku, jakbym dopiero się obudziła. Pamiętam, że była noc. W mieszkaniu było bardzo ciepło, a mimo to Adrian włączył grzejnik konwektorowy i przystawił go aż pod samo łóżko. Było mi za gorąco. Wstałam z łóżka i opieprzyłam mojego męża. Później Adrian jadł chleb. Powiedziałam, że ja pokroję ten chleb i że chcę zjeść piętki. W tym momencie on ukroił jedną piętkę. Zdenerwowałam się, teatralnie rzuciłam nożem i wyszłam z kuchni. Adrian się śmiał.
*
Śniło mi się, że pojawił się dom mojej kuzynki. W rzeczywistości stoi on naprzeciwko domu mojej babci. W tym śnie rozmyślałam o tym, czy to miejsce nie jest przypadkiem nawiedzone. Dom babci czasami straszył nocami i zastanawiałam się, czy moja kuzynka, gdy późno w nocy wygląda przez okno, nie widzi czasem jakichś dziwnych zjaw, duchów albo innych niepokojących rzeczy. Później sen jakby się zmienił. Była impreza w pokoju mojej siostry, w domu rodzinnym naszych rodziców. Mieliśmy zjeść śniadanie z jakimiś ludźmi z mojej poprzedniej pracy. Był tam również chłopak, który mi się podobał (nie pamiętam kto konkretnie). Razem z siostrą byłyśmy w moim pokoju i szykowałyśmy się na tę imprezę. Założyłam krótką, obcisłą sukienkę. Zaczęłam robić makijaż, ale w tym śnie podświadomie wiedziałam, że śnię. Nie wyciągałam żadnych przyborów, pędzli ani tuszu do rzęs. Zamiast tego klepałam się dłonią po twarzy, a makijaż po prostu się pojawiał. Spojrzałam w lustro i próbowałam siłą woli sprawić, żeby na moich oczach pojawiły się również sztuczne rzęsy, tak żeby makijaż wyglądał jak po wyjściu z salonu kosmetycznego. Te rzęsy jednak nie chciały się pojawić. Cały makijaż tworzyłam wyłącznie wyobraźnią. Kilka razy do pokoju wbijała Arisska. Kładła się gdzieś obok nas albo brałyśmy ją na ręce. Wszystko miało klimat cofnięcia się w czasie — jakbyśmy wróciły do lat, kiedy obie mieszkałyśmy jeszcze w domu rodzinnym, Arisska żyła, a wszystko było prostsze. Siostra miała odłamany paznokieć u stopy i poprosiła mnie, żebym obcięła go nożyczkami. Nie potrafiłam tego zrobić. Ją to bolało, kiedy próbowałam, a ja nie byłam w stanie uciąć — miałam wrażenie, że ta skórka/paznokieć jest zbyt gruba. W końcu powiedziałam jej, żeby założyła jakieś klapki, w których będzie jej wygodnie i bezboleśnie. Dodałam, że później jej to obetnę, bo teraz musimy iść na śniadanie. Bałam się, że ludzie zdążą już zjeść, zanim my wejdziemy do pokoju, i że nikt nie zobaczy mnie w tej krótkiej, zarąbistej sukience. Założyłam czarne buty na obcasie — miały szeroki obcas — i weszłam do pokoju. Powitałam innych ludzi, mówiąc „cześć, dzień dobry, witam...”, jakbym nie wiedziała, czy tam są bardziej osoby znajome, czy są pomieszane z obcymi przybyszami. Zorientowałam się, że stół jest pusty. Zapytałam mamę, czy śniadanie już się skończyło i czy mam iść do kuchni, żeby coś sobie zjeść. Mama spojrzała na mnie dziwnie. Wtedy okazało się, że obok pokoju mojej siostry, przy oknie, były drzwi prowadzące do innego, większego pomieszczenia. Ten pokój wyglądał bardziej jak sala bankietowa. Tam stał stół, na którym było jeszcze jakieś jedzenie — niewiele, ale coś było. Była tam również moja rodzina z zachodu, od strony dziadka. Przywieźli ze sobą jedzenie zrobione z ryb. Obok mnie siedziała żona mojego kuzyna — Kamila ze swoją córką Julią. Jedzenie mi nie smakowało. Jadłam jakiegoś wędzonego łososia i bałam się, że mogą być w nim ości. Ogólnie było to dla mnie niedobre jedzenie. Kamila powiedziała mi, że mamy zapisać się na listę osób, które będą chciały przyjechać za jakiś czas do wujka Heńka. Zastanawiałam się, czy jechać, czy nie, skoro i tam ma być takie niedobre jedzenie. Zanim jednak poszłam na salę, byłam jeszcze w łazience. Była to moja łazienka w domu rodzinnym. Chciałam z niej skorzystać. Pamiętam, że było tam ciemno, jakby nie było zapalonego światła. Nie domknęłam drzwi. Kiedy miałam już z powrotem założone majtki i chciałam wychodzić, do łazienki weszła jakaś kobieta. Pomyślałam wtedy: „Boże, co ona tu robi?”. Zastanawiałam się, czy nie pomyśli, że specjalnie nie zamknęłam się w toalecie, by ktoś wszedł i mnie nakrył. Zrobiłam do niej takie „buch!”, jakby udając, że chcę ją przestraszyć. Ona zaczęła się śmiać. Powiedziałam, że już wychodzę. Ona przeprosiła, że tak weszła bez pukania, a ja odpowiedziałam, że to przecież ja nie domknęłam drzwi i że nic się nie stało. Po tej imprezie nagle znalazłam się w Kołobrzegu — tam, gdzie mieszkał mój były chłopak Martin. Szłam jakimś nadmorskim deptakiem, czując się jak totalnie seksowna dziewczyna. Cały czas miałam na sobie te czarne buty na szerokim obcasie i były one dla mnie bardzo wygodne. Myślałam o tym i łudziłam się, że spotkam gdzieś Martina. Wyobrażałam sobie, jak mnie widzi, zakochuje się we mnie na nowo i zaczyna żałować, że mnie stracił. Miałam na sobie płaszczyk i szłam pewnym krokiem. Wielu facetów oglądało się za mną. Kiedy widziałam, że ktoś mnie mija i zaraz odwróci się, żeby popatrzeć na moje tyły, chwytałam płaszczyk dłońmi na biodrach i ściskałam go tak, żeby stał się bardziej obcisły i jeszcze mocniej podkreślał moją sylwetkę.






