08-01-2026, 09:37
Dzisiejszy sen:
Śniło mi się, że wszystko zaczęło się jak kadr z filmu. Był tam mężczyzna, do którego przyszła kobieta. Chciała go pocałować, zbliżyć się do niego, ale szybko wyszło na jaw, że wcześniej coś mu zrobiła, że go w jakiś sposób skrzywdziła. On był wściekły, zaczął ją wyzywać, nazywać szmatą, a ona udawała, że nie wie, o co mu chodzi, jakby zupełnie nie rozumiała jego oskarżeń. W pewnym momencie ludzie wokół zdecydowali, że trzeba go od niej odseparować, jakby chcieli go chronić. Zrobili krąg, podeszli do niej wszyscy naraz, żeby ją odsunąć od tego mężczyzny. Ja tez stałam w tym kręgu. Wtedy zorientowałam się, że ta kobieta jest moją koleżanką. Zauważyła, że ja też jestem przeciwko niej. Spojrzała na mnie, a ja zrobiłam taką minę, jakbym chciała jej powiedzieć, że naprawdę nie chcę stać po żadnej ze stron. Albo, że byłam po jej stronie, ale mnie zawiodła? Ale mimo tego coś wyszło na jaw, coś się okazało i miałam wrażenie, że w tej sytuacji nie mam wyboru – że niezależnie od tego, co czuję, muszę w tym uczestniczyć. Później śniło mi się, że chodzę z moim psem po mieście. To było takie miasto z dziwnymi, trochę opuszczonymi miejscami. W jednym z nich była stara, zaniedbana łazienka, w której siedziały starsze kobiety. Jedna z nich chciała zjeść rogala, ale nie mogła, bo przeszkadzał jej mój pies. Jak zaczęła wyjmować posiłem to on podchodził i pbwąchiwał opakowanie. Powiedziałam spokojnie, że dobrze, że wezmę go na chwilę i wyjdę, żeby miała spokój. Wyszłam z psem, a kiedy wróciłam, tych kobiet już nie było. Poczułam wtedy wyraźnie, że były niewdzięczne, że zniknęły bez słowa, mimo że zrobiłam to specjalnie dla nich. Podczas tego chodzenia po mieście mijałam też trzech mężczyzn. Wyglądali jak jacyś łobuzy, wzbudzali we mnie niepokój. Bałam się, że mogą się do mnie w jakiś sposób przyczepić, więc zeszłam im z drogi, od razu zmieniłam kierunek, żeby ich ominąć i mieć od nich spokój. W tym samym śnie pojawił się też motyw mojej koleżanki Martyny, która mieszkała w tym śnie w Ogrodzieńcu. Wiedziałam, gdzie mieszka, ale ona udawała, że mnie nie zna. Chciałam się z nią spotkać, porozmawiać, ale miałam poczucie, że kontakt między nami nie istnieje. W pewnym momencie patrzyłam na Google Maps i widziałam jej okolicę. Pomyślałam, że mieszka w naprawdę fajnym miejscu, blisko stawu, niedaleko takiej miejscówki, gdzie mogłabym przyjechać, wykąpać się z psem, po prostu pobyć. Ogarnęło mnie wtedy uczucie żalu, że nie mamy kontaktu, że to wszystko jest takie nieosiągalne. Był też motyw mojej kuzynki, która mówiła mi, że obok jej domu płynie rzeka. Opowiadała, że z tej rzeki wyskoczyła ryba i wpadła prosto do jej domu, do kuchni, przez otwarte okno. Tą rybą był łosoś. Zastanawiałam się, jak to w ogóle jest możliwe, że ryba może w taki sposób znaleźć się w czyimś domu. Później byłam razem z moją siostrą. Wyszłyśmy na balkon, bo pojawiły się tam zwierzęta ze swoimi dziećmi. Przez drzwi balkonowe widziałyśmy sowę z dwoma małymi pisklakami, które uczyły się latać. Obserwowałyśmy je, jak podrywają się do lotu. Był tam też kot, który okazał się latającą wiewiórką i on również miał swoje młode. To wszystko działo się jakby obok nas, a my tylko patrzyłyśmy. W pewnym momencie wyszłyśmy na balkon, by przywitać i pogłaskać zwierzęta, ale kot uciekł, wzbił się do lotu i odleciał jak lotopałanka na pobliskie drzewo. Poczułam zawód. Sowa natomiast dała się głaskać, jej młode też. Siostra wychyliła się za barierki i powiedziałam jej, że upadek z tak niewielkiej wysokości raczej nie zabije jej, ale żeby uważała, bo może złamać nogę. W dalszej części snu pojawił się motyw tańca. Była jakaś szkoła taneczna, ludzie wychodzili na balkon, panowała atmosfera ruchu i muzyki. Ktoś powiedział mi, że jestem „zjarana”, że się opaliłam. Odpowiedziałam, że to niemożliwe, bo nałożyłam bardzo grubą warstwę SPF-u. Stwierdziłam, że skoro tak, to pójdę nałożyć jeszcze grubszą. Tańczyłam następnie z jakimś mężczyzną dzikie tańce, bardzo spontaniczne - zaczęłam tańczyć z jednym chłopakiem latino. To był bardzo dziki taniec, zupełnie na czuja. Nie znaliśmy kroków, a mimo to wiedzieliśmy dokładnie, gdzie postawić nogi i jak się poruszać. Tańczyliśmy tak, jakby ciało samo wiedziało, co robić. Wiedziałam i czułam, że będzie z tego najgorętszy romans w moim życiu.






