31-12-2025, 11:44
Tej nocy miałam kilka snów. Kiedy budziłam się na chwilę, żeby pójść do toalety, powtarzałam sobie w myślach: zapamiętaj ten sen, zapamiętaj ten sen — nadawałam mu prostą etykietę, jakby hasło: sen o remoncie. Nie chciałam jednak nic zapisywać, bo bardzo zależało mi na tym, żeby się wyspać. Bałam się, że sięgnięcie po telefon mogłoby mnie zbyt mocno rozbudzić i wyrwać z nocnego rytmu snu. Ostatni sen pojawił się nad ranem — o nim za chwilę opowiem. Chcę jednak najpierw zaznaczyć coś, co często u mnie występuje: kiedy się budzę, pamiętam zazwyczaj tylko jeden fragment snu, pojedynczy obraz albo scenę. Dopiero gdy zaczynam sen zapisywać albo świadomie o nim myśleć, wszystko zaczyna się łączyć — jakby kolejne elementy same wskakiwały na swoje miejsca. Wtedy układa mi się pełna fabuła: to, co było wcześniej, i to, co wydarzyło się później. Właśnie dlatego lubię zapisywać sny od razu po przebudzeniu. Mam wrażenie, że w chwili pisania cała historia wraca do mnie niemal jednocześnie, jakby sen sam domagał się, by zostać opowiedziany.
Dzisiejszy sen:
Na początku snu jechałam hulajnogą po ulicy. Jechałam normalnie, ale cały czas towarzyszył mi silny niepokój. Bałam się zasad ruchu drogowego — nie wiedziałam, czy mogę skręcić, czy nie jadę pod prąd, czy nie robię czegoś niezgodnie z przepisami i czy nie dostanę mandatu. Miałam wrażenie, że poruszam się po przestrzeni, w której obowiązują reguły, których nie do końca rozumiem. Zatrzymałam się pod blokiem — takim, który we śnie był blokiem mojej babci, mamy mojej mamy. Zaparkowałam hulajnogę i poszłam do środka, bo wiedziałam, że babcia ma dla nas jakieś prezenty. W kuchni byłam razem z moją mamą. W tle leciały smętne, melancholijne piosenki. Słuchałam ich i w wyobraźni tańczyłam do nich w szalony, emocjonalny sposób, płacząc przy tym, jakby ten taniec był odreagowaniem wszystkiego, co czułam. W pewnym momencie mama przewinęła piosenkę albo zmieniła kanał. Chciałam wrócić do tej wcześniejszej melodii, ale nie mogłam jej już znaleźć. Straciłam możliwość powrotu do tamtego stanu — do tego tańca i płaczu, który był tylko mój. Mama w tym czasie szykowała coś do jedzenia. Były też prezenty — jajka niespodzianki, przygotowane dla mnie i dla mojej siostry. Bardzo się nimi ekscytowałam, bo nie wiedziałam, co jest w środku. W salonie obok byli goście, a z nimi był mój dalmatyńczyk, Kentucky. Ja natomiast zostałam w kuchni z małym, brązowym szczeniakiem o imieniu Casey, na którego wszyscy mówili Kaśka. Ten piesek cały czas chodził za mną krok w krok. Kiedy stawiałam go na blat, chciałam, żeby tam chwilę posiedział, ale on za każdym razem zeskakiwał i znowu szedł za mną. Zaczęłam się martwić, że to może być lęk separacyjny — że ten pies za bardzo przywiązuje się do człowieka. Po chwili jednak przypomniałam sobie, że Kentucky też często za mną chodzi i przecież nie ma lęku separacyjnego. Pojawił się też inny strach — że Kaśka, ciągle zeskakując z blatu, w końcu połamie sobie łapy. Chciałam zanieść szczeniaka do salonu i oddać go właścicielce, a jednocześnie zawołać Kentucky’ego. Wiedziałam, że mój pies na pewno do mnie przyjdzie — że wystarczy go zawołać. W międzyczasie pojawiła się scena związana ze spacerem. Miałam na nogach swoje czarne, zimowe buty. Wiedziałam, że ledwo co wróciłam ze spaceru, a już muszę znowu zejść na dół, bo mama czeka pod śmietnikami, żeby zapalić papierosa, a potem wrócić razem do mieszkania. Nagle ktoś otworzył drzwi i wszedł do mojego mieszkania. Było bardzo ciemno. Przez chwilę byłam przekonana, że to włamywacz. Dopiero kiedy zapaliłam światło, okazało się, że to Rafał, mój kuzyn. Pytał o coś — chyba szukał mojej mamy albo czegoś od nas potrzebował, ale nie pamiętam dokładnie czego. Zaprosiłam go do środka. W mieszkaniu było już dużo ludzi, mało miejsca przy stole, panował chaos — wszyscy chodzili, rozmawiali, robiło się coraz bardziej tłoczno. Widziałam po Rafałowej twarzy, że przyszedł z ciekawością, że chciał po prostu do nas przyjść i obejrzeć mieszkanie. Powiedziałam mu, że zaraz wrócę, bo idę „na fajkę” do mamy. Zapytałam, co chce do picia — poprosił tylko o wodę. Poprosiłam Adriana, żeby się nim zajął, i miałam wyjść… ale tak naprawdę nie wyszłam. Scena ze spacerem i papierosem w ogóle się nie wydarzyła — sen nagle przeskoczył dalej. Znowu znalazłam się w salonie i kuchni. Tym razem oddałam szczeniaka właścicielce, podałam jej go na ręce. Na dywanie jakieś dziecko bawiło się z Kentucky’m. Nagle mój pies zaczął na to dziecko warczeć. Nie zareagowałam od razu. Uznałam, że pies i dziecko muszą się ze sobą dogadać. Po chwili dziecko odsunęło się i powiedziało, że pies nie może na niego warczeć. Odpowiedziałam, że może — a nawet powinien — bo jeśli karze się psa za warczenie, to w końcu przestaje ostrzegać i zaczyna gryźć bez sygnału. Odwróciłam się do matki dziecka. Ona powiedziała spokojnie, że warczenie to przecież komunikat. Poczułam ulgę i radość, że ona to rozumie, że wie, jak działa behawior psów. W duchu przyznałam jej rację. Chwilę później pojawiły się jednak wyrzuty sumienia. Pomyślałam, że może powinnam była zareagować inaczej, zwrócić uwagę, że ludzie mogą mieć do mnie pretensje, że mogą uznać to za mój błąd. Wtedy pojawił się nowy wątek — wiedzieliśmy, że w okolicy krążą bandyci. Byliśmy nauczeni szybkiego chowania się. Zaczęłam intensywnie myśleć, gdzie mogłabym się schować w razie napadu. Rozważałam dwie opcje: górną szafkę w kuchni, tam gdzie trzymam talerze, albo schowek w toalecie na chemię domową — który we śnie znajdował się naprzeciwko tej szafki. Moja siostra powiedziała, że możemy schować się właśnie w tym schowku. Odpowiedziałam jej, że to bez sensu, bo to miejsce bardzo rzuca się w oczy i bandyci na pewno tam zajrzą. Wyobraziłam sobie siebie siedzącą w tym schowku, wciśniętą między butelki z detergentami, próbującą zasłonić się chemią domową, żeby nie było mnie widać. Zaraz potem pojawiła się druga wizja: bandyta otwierający drzwiczki, grzebiący w butelkach, dostrzegający mnie. W tej wizji zaczynam krzyczeć z przerażenia, a on strzela mi prosto w głowę. Doszłam do wniosku, że schowek nie jest dobrym miejscem. Zaczęłam się zastanawiać, czy jestem wystarczająco szybka, żeby w razie zagrożenia zdążyć ukryć się w górnej szafce albo w innym miejscu, zanim bandyci wejdą do mieszkania.






