18-12-2025, 12:49
Dzisiejszy sen:
Miałam sen, w którym na początku przeglądałam Facebooka koleżanki, Pauliny. Paulina dodała foty i wideo na fb jak świętuje jakiś dzień z Martyną, koleżanką, która zerwała z nami kontakt. Byłam zła że mnie nie zaprosiła i że Martyna skontaktowała się z nią a ze mną nie, mimo wieloletniej przyjaźni. Pod wpływem irytacji, piszę komentarz pod postem o tym że widzę że Martyna się odnalazła... Czekam na odpowiedzi, które nie nadchodzą jednak. Potem zmiana sceny i miało być przyjęcie u kuzyna męża - Piotrka. Nasz udział w przyjęciu miał być jakąś pomocą dla jego rodziny. Mieszkali w domu na pustyni. Synowie Piotrka byli u mnie w domu rodzinnym, byłam dla nich miła, mieliśmy szykować się na to przyjęcie. Byłam w pokoju siostry. W międzyczasie poszłam na taras i siedział tam wielki pająk (skakun) z czterema oczami. Siedział na pajęczynie, potem z niej zszedł i był człowiekiem (kobietą). Pokazałam mu, że jego pajęczyna jest tutaj, on podszedł do niej i ją zerwał rękami, mówiąc, że już jest stara. Pajęczyna była gęsta i biała, trudna do zerwania, ale pająk-człowiek dawał radę. Potem zapytałam tego pająka jak widzi obraz w czterech oczach, odpowiedział, że widzi po prostu poczwórnie. Byłam zadziwiona tym, że ten pająk patrząc na mnie widzi mnie i trzy moje klony. Wróciłam na górę i zadzwonił do Adriana Piotrek na kamerce, ja też widziałam obraz. Powiedział, żebyśmy na przyjęcie ładnie się ubrali. W tle na kamerce widziałam mężczyzn w ciemnych garniturach. Zrozumiałam, że to prawdziwa gala. Spojrzałam na siebie - byłam w jeansach, bardzo casualowo ubrana. Zaczęłam ubierać się w coś eleganckiego. Ubrałam się w marynarkę, różowe, luźne spodnie i założyłam na nogi lakierowane czułenka w kolorze pudrowego różu. Wtem dzwoni znowu Piotrek i gada, że chłodno się zrobiło. Pomyślałam sobie, że przecież jak wyszłam na taras (tam gdzie był skakun) to było bardzo ciepło, ale faktycznie zbliża się wieczór i będzie chłodniej. Myślałam więc, żeby założyć jeszcze rajstopy a różowe, letnie spodnie zamienić na czarne rurki i założyć na siebie futerko. Adrian włożył garnitur musztardowy, ale był cały pognieciony. Powiedziałam mu, że wstyd z nim wyjść, że trzeba wyprasować ubranie, ale było już na to za późno a gala lada chwila zaczynała się. Poszliśmy na galę, chodziłam dumnie i popisywałam się strojem. Usiadłam gdzieś przy stole, usiadł przy mnie Dyrektor. Siedzę obok niego i coś tam gadamy, jakby nigdy nic o świecie, o polityce, o filozofii. Mam przed sobą jakąś maszynę i instaluje za darmo gry - Fifę i inne. Następnie gdzieś się udaję, po czym w ręce mam domestos bez korka (otwarty). Znajduję Dyrektora i perfidnie oblewam go, chlustam w twarz, po czym uciekam, żałując, że nie założyłam skarpety na twarz, by nie poznał, że to ja. Z drugiej strony cieszyłam się, że wiedział, że to ja. Uciekam jakby w kosmos, widzę gwiazdy i ciemne niebo. Następnie scena się zmienia, nie jestem już w kosmosie a na pustyni, konkretnie przed eko sklepem, do którego wchodzę. W sklepie nikogo nie ma, na ladzie rozdzwania się telefon. Dyskretnie zaglądam za ladę, widzę stacjonarny telefon leżący na biurku, na wyświetlaczu numer 702. Telefon wyje bardzo głośno. W tle widzę drzwi do toalety, chcę wejść, ale nie wiem czy mogę. Nagle wbija do sklepu stara Agata (właścicielka) i mówię jej skapiona, że chce iść do łazienki, a potem zobaczę co na stanie sklepu nowego w asortymencie. Nie chciałam, by myślała, że przyszłam tu tylko do łazienki, ale też na zakupy. Zła byłam o to, że musiałam na siłę coś kupić. Próbując wejść do łazienki, z drugich drzwi nagle wyłonił pysk mój dalmatyńczyk. Głupio mi było o to, że Agata zobaczyła, że przyprowadziłam do sklepu psa. Szarpnęłam czworonoga i próbowałam przepchnąć go przez drugie drzwi i zamknąć w toalecie. Po tym jak już go tam ulokowałam, odwróciłam się i zaczęłam chodzić po sklepie i oglądać półki, planując zakupy. Były tam jakieś eko słodycze, Agata zagadywała mnie, widząc, że czytam ich składy, mówiła, że każdy słodzik i składnik są nam potrzebne, byle nie w nadmiarze. Przyznałam jej rację i powiedziałam, że tak, że nawet cukier jest potrzebny w małych ilościach i że ja czasami jem ketchup i musztardę, gdzie ten cukier jest. Agata przytaknęła. Jakieś gry erotyczne karciane znajdują się na półkach. Jedna gra nosi tytuł "pokaż jak ruchasz" - rozbawia mnie to, chcę zrobić zdjęcie i wysłać do siostry, żeby też się śmiała. Agata narzeka na młodszą pracownicę, że jeździ dziwną ciężarówką z dziwną reklamą. Wyglądam na zewnątrz i widzę tą ciężarówkę, ale nie rozumiem hasła na plandece. Potwierdzam obawy Agaty, choć nie wiem czemu dziwna jest ta ciężarówka. Następnie jesteśmy w Egipcie. Mam nowy telefon, który zamówiłam tam gdzie zamawiałam te gry - za pomocą tej maszyny. Jesteśmy na wakacjach. Aga i Kuba i ja i mój mąż i taki ziom Kuby co mi się podobał. Byli też inni ludzie z naszej grupy. Kuba opowiadał mi o nim kiedyś (we śnie, nie na jawie), że ma dużą pałę. Chciałam to zobaczyć. Ale wiedziałam, że aby pokazał mi pałę, musiałam go poderwać. Coś gadamy o pałach i Kuba razem z tym kolegą pytają skąd i za ile mam nowy telefon. Opowiadam, ciągle zerkając na tego mojego crusha i oceniając, czy mnie słucha. Szczerzę zęby, mam na sobie fiołkową bluzę, ale przypominam sobie, że nie użyłam żadnych perfum. Wiem, że zanim zbliżę się do tego ziomka, muszę pachnieć, by przyciągnąć go zapachem. Planuję za moment iść na szybko do Rossmanna i psiknąć się czymś. Opowiadam póki co o telefonie - że kupiłam go za złotówkę, że nawet nie wiedziałam, że to się uda. Że zamówiłam go dla beki bardziej. Że zamówiłam go na mojej nowej maszynie. To był chyba iPhone 17. I przypomniałam sobie scenę, w której moja mama obudziła mnie, rzucając mi paczkę od kuriera na łóżko (spałam na podłodze na kołdrze w sypialni rodziców). Iw tej paczce był telefon. Potem idziemy na targowisko i kupujemy rzeczy, różne, głównie smakołyki typu golonka z dziczyzny czy pączki arabskie. Inni kupują a ja oddaje hajs za swoją część zakupów. Ktoś gubi plecak (widzimy porzucony, czarny plecak na chodniku) i znajomi mówią, że pewnie portfel już zajebali z tego plecaka. Idziemy dalej. Jesteśmy na jakimś moście, gdzie pod mostem w płytkiej wodzie brodzą kobiety, które coś uprawiają. Mój crush stoi obok mnie i komentujemy te kobiety. On mówi, że podoba mu się jakaś ruda kobieta, a ja wskazuję na blondynkę i mówię, że ta jest okej. Crush pyta się mnie czy ja tak na serio, bo to jest stara baba i brzydka. Ja mówię, że piękna nie jest, ale jest okej i jakby chciała ze mną iść do łóżka, to czemu nie. Mówiąc to, chciałam mu zaimponować tym, że jestem taka otwarta i wyzwolona. Potem idziemy dalej. Zakupy robiłam z inną dziewczyną, rozdzieliliśmy się na dwie grupy, niestety mojego crusha nie było w mojej grupie, a jedynie ja i ta druga dziewczyna. Zapłaciła za zakupy w jednym ze sklepów i zapytała mnie, dlaczego ona ciągle płaci a nie ja. A ja wiedziałam, że mam ostatnie 40 zł w portfelu. Wyjęłam je i oddałam jej, jako połowa za zakupy, które zrobiła za 80 zł. Odetchnęłam z ulgą, ale wtem ona oznajmiła, że w kolejnych sklepach ja płacę. Zestresowałam się, bo nie miałam już gotówki, jedynie na karcie. Zastanawiałam się czy mogę w Egipcie płacić kartą, przypomniałam sobie jak w USA płaciłam kartą i uznałam, że spróbuję i tutaj, powinno przejść. Następnie na targu idziemy do kolejnego sklepu, gdzie przy ladzie jest pierniczek w kształcie gwiazdy Dawida. Pytające spojrzenie posłałam do sprzedawców i pomyślałam, że przecież muzułmanie nienawidzą Żydów, więc dlaczego pieką ciastka w kształcie ich symboli? Wzięłam piernik do ręki i spoglądając na sprzedawców, zrobiłam grymas obrzydzenia, po czym odłożyłam piernik. Oni byli tym niewzruszeni. Nagle spostrzegłam, że to Żydowski sklep. Ale siara... Jedziemy autem następnie. Wysiadam na środku ulicy. Porsche czarne, jadące za nami, hamuje z całej siły, by nie skasować moich drzwi, które właśnie otworzyłam. Czekam, aż samochód się cofnie i zamykam je. Nagle widzę ten plecak czarny, dalej leżący na ulicy i przetrzepię go w poszukiwaniu gotówki, ale faktycznie portfel zniknął, w plecaku został tylko shaker z odżywką białkową i mlekiem oraz kilka innych pierdoł. Potem wracamy całą grupą na początek targowiska i są na wystawie baranki czekoladowe, takie jakich szukały dwie znajome. Zaczynają buczeć i płakać na żarty, teatralnie. Komentują, że szkoda, że baranki pojawiły się dopiero teraz, kiedy każdy z nas już wydał wszystkie pieniądze. Mam iść z mężem na jakiś stadion, na mecz gdzie ktoś ma ustalić i rozstrzygnąć co robić, żeby nie latały samoloty nad tym obszarem. Ale nagle widzimy u góry na tablicy ogłoszeń, że na trybunach zostały dwa ostatnie miejsca. Mąż mówi, że nie ma sensu iść, bo zanim dojdziemy to ktoś inny już na bank zajmie te miejsca, a w sumie to on lubi samoloty nad głową mieć latające jak rano wychodzi tędy z psem.






