15-12-2025, 16:47
Kolejne sny:
Miałam sen, w którym chodziłam do sklepu, gdzie pracowała Nikola, dawna koleżanka Agnieszki, z którą razem pracowały. Sprzedawała nie perfumy a kosmetyki. Chciałam u niej kupić błyszczyk - to był taki mały sklepik, jakby na targu w Konopiskach. Kupiłam przedmiot, schowałam go w biustonosz, a po wyjściu ze sklepu poczułam, że ma inny kształt. Wyjęłam go ze stanika i w ręce zamiast błyszczyka miałam podkład do twarzy. Chciałam szybko skontaktować się z Agnieszką i opowiedzieć jej jak zostałam zrobiona w bambuko. Potem była wystawa psów. Na ringu popylał bernardyn. Ja dbałam o rośliny doniczkowe razem z siostrą. W końcu pięknie mi wyrosły. Jednak jakaś osoba ciągle obcinała liście, dodając je do obiadu. Spojrzałam co ta osoba robiła - otworzyła porcelanową formę do piekarnika i były tam gołąbki zawinięte w liście mojej rośliny. Byłam wściekła. Prosiłam, by tego nie robiła. Ale następnym razem znów liście zostały obcięte - kolejne. Płakałam i lamentowałam z bezsilności. Uznałam, że będę musiała włożyć do doniczek metalowe tabliczki z komunikatem o tym, by nie dotykać liści. Potem byłam w jakimś pomieszczeniu, jakby moim mieszkaniu. Coś kapało mi na głowę, chciałam natychmiast zobaczyć o co chodzi i czy nie ma przecieku z dachu. Próbowałam zapalić światło, ale było słabe. Wtedy skapłam się, że to sen. Spojrzałam na okno i miałam plan, by przez nie wyskoczyć i zacząć lecieć przed siebie, ale ten pomysł szybko zgasł w mojej głowie. Potem wróciłam na wystawę psów i spacerowałam z nimi między ringami. Miał być jakiś ślub, w tle była para młoda.
*
W kolejnym śnie był śnieg, potem deszcz. Ja stałam pod parasolem. Wyjechałam na jakiś wyjazd służbowy, to były jakby ferie. Poszliśmy z ziomkami do takiej dużej przyczepy campingowej. W środku wyglądała jak namiot-domek. W środku były dwie części, część trawnikowa i betonowa. Jakaś osoba w przedsionku kuchni gotowała obiad. Zastanawiałam się czy to będzie zjadliwe. Jakiś ziomek chodził wszędzie i dokazywał, denerwował mnie. Potem nagle szłam ulicą i wiedziałam, że to sen, że moje ciało teraz leży w łóżku i śpię. Miałam tą świadomość, ale nic z tym nie robiłam. Następnie miało być gorąco z pewnym kolesiem w pokoju (w tym namiocie), ale weszła tam moja siostra. Udaliśmy się więc z kochankiem do samochodu, by próbować chędożyć się w samochodzie, na poboczu drogi. Przechodzili przechodnie i zaglądali do auta, bowiem działo się to w biały dzień. A dlaczego próbować chędożyć? Ano dlatego, że pyton mojego kochanka był miękką fają. Wyszliśmy, udając się znów do namiotu. Chcieliśmy ukradkiem kontynuować dziką przygodę w kuchni. Byłam na górze, aczkolwiek ten seks to było jakieś nieporozumienie. Miękka faja nie tylko była miękka, ale też w ogóle niewspółpracująca! Motała się, wypadała, aż w końcu nastąpiła ejakulacja i cała zabawa zakończyła się zanim się zaczęła. Pomijam fakt, że ejakulat nie wyglądał jak normalne nasienie, ale jak biały ser, gęsty i paskudny w swoim serowatym wyglądzie.






