10-12-2025, 15:27
Kolejne sny:
Szwagierka wraz z dziećmi miała zamieszkać w moim domu rodzinnym i ulokować się w sypialni rodziców. Ta sypialnia wyglądała nieco inaczej, były tam jasne meble, nowe, łóżko wieloosobowe i łóżko piętrowe, lampa i inne meble. Zastanawiałam się, dlaczego oni zawsze muszą mieć wszystko nowe i pachnące? Byłam pewna, że moja mama dostanie szału z nimi w domu. Na późniejszym etapie snu pojawił się pies - długowłosy owczarek belgijski - malinois (nie był to tervueren). Nie był to mój pies, ale bardzo chciałam mieć takiego psa. Bardzo podobał mi się ten jego długi włos. Rzucałam mu pomarańcze a on aportował je, aż się całe rozwalały i puszczały soki. W międzyczasie do mojego domu wszedł Dyrektor i miał towarzystwo, był z innym ziomalem. Zauważyłam, że w tym śnie był zgolony "na jeżyka" i o wiele przystojniejszy niż na jawie. Widziałam go za oknem, na zewnątrz domu, potem w domu przechodził obok mnie, ale nie chciał na mnie patrzeć. A ja robiłam wszystko, żeby mnie widział. Starałam się podchodzić blisko, albo robiłam jakieś dziwne ruchy. Kiedy mnie zauważał, szybko odwracał głowę. Pojawił się kolejny mężczyzna, miałam z nim robić brzydkie rzeczy. Siedział na krześle w kuchni a ja ukradkiem siadałam mu na pytonie, tak, żeby nie było widać, że coś intymnego ma miejsce. On nie ściągał spodni a ja tylko podwijałam sukienkę. I tak sobie siadałam. Potem udaliśmy się do pokoju, gdzie, cała już naga stojąc, wypięłam tyłek, oczekując na pełną i bogatą penetrację, której jednak nie było, bowiem mężczyzna ten uznał, że nie potrafi! Wymigiwał się, że on nie umie, nie wie jak. Byłam sfrustrowana. I wtedy zobaczyłam znowu Dyrektora, stojącego w korytarzu przed przedpokojem. Znów zauważył mnie i szybko się ulotnił. Następnie rozmawiałam z Prezesem mojej poprzedniej firmy, który mówił o moim odejściu z firmy. Komentował, że pewnie odeszłam dlatego, że nie podobała mi się praca, itd. Cieszyłam się, że prawdziwy powód nigdy do niego nie dotarł. Potem widziałam się z kadrowymi z tej pracy, które komentowały, że Dyrektor dostał jakąś nową umowę, ale Prezes nie chciał mu jej od razu podpisać, więc to pewnie oznacza, że wkrótce wypierdoli go z roboty na zbity pysk.
*
Miałam sen, w którym mój dalmatyńczyk był na tarasie w domu rodzinnym, z rozmachu przeskoczył przez płot (przez część tarasową) i udał się na zwiady na pusty plac obok domu. Opieprzyłam go za to. Miałam jednocześnie papillona oraz moja suczkę, Arissę. Nosiłam oba maluchy na rękach, całowałam w pyszczki. Hodowczyni od papillonów była ze mną, nagle akcja miała miejsce jakby u niej w domu. Jej mąż wypuścił na podwórko owczarka, mieli dużo różnych psów. Sprawdzałam, czy papillon ma kamień na ząbkach i niestety miał. Chciałam mu te ząbki wyczyścić i usunąć kamień. Arisska nagle zniknęła, szukałam jej i nagle zauważyłam ją tak jakby na tapecie telefonu, u kogoś innego. Potem były urodziny Kaśki, na które mnie zaprosiła i poszłam. Zapytała dlaczego ja nie wyprawiam urodzin. Odpowiedziałam, że wiem, że i tak nikt by na nie nie przyszedł, ale mogę zrobić te urodziny specjalnie dla niej. Zaznaczyłam, że mam znajomych rozsianych po całej Polsce i nie wiem czy by się ze sobą każdy dogadał na tych urodzinach. Coś mamy pakować i mamy przy sobie jednorazówki z Biedronki, ale jedna zaginęła. To były jednorazówki od jakiegoś chłopa, który coś (chyba jedzenie) nam w nich przyniósł a teraz my miałyśmy to jedzenie zapakować i mu oddać. Kaśka pyta, czy ten chłop nie będzie zły. Mówię że nie, a jak coś to ja mam taką siatkę jedną z Biedronki i mu damy w niej. Mówię, że w sumie po co siatki zamiast małej przenośnej kuchni? Potem z jej bratem gadałam na temat operacji nosa i tego że kiedyś jakiś kuzyn owinął mnie bandażem i podpalił. Spostrzegam, że raz jest zimno a za chwilę znów ciepło, pogoda zmienia się jak szalona - paradoks listopada, myślę. Na urodzinach Kaśki, kiedy impreza się zaczyna, spostrzegam że nie mam dla niej prezentu, a chciała ode mnie jakąś biżuterię. Myślę, by na szybko coś wytworzyć, lub wyciągnąć z kieszeni. Wyjmuję bransoletkę z jej imieniem. Mówię, że pewnie taką już ma ale ta jest ode mnie i jest wyjątkowa. Potem ktoś poleca mnie na wyjściu jako tłumacza przysięgłego. Mam tłumaczyć jakiś dokument. Siedzę przed komputerem. Maluję ekran kompa granatową farbą, ale pojawia się Sylwia i mówi, żebym tego nie robiła w taki sposób, a więc ja zamiast tego użyłam narzędzia zakreślacza na ekranie i zaznaczam na żółto tekst. Okazuje się że dokument jest po arabsku. Otwieram ten plik przy moim mężu. Nie czuję się na tyle pewnie, by tłumaczyć z tego języka. Mam sprytny plan, że to wrzucę w tłumacza po prostu. Potem miały miejsce zawody, była jakaś kobieta i mężczyzna. Ten chłop miał nie palić fajek, a przed zawodami wyżulił od trenera już pół paczki. Byliśmy tym zaniepokojeni. Sędzia pyta laski, czy będzie podciągać się na drążku zębami czy rękami i to była ironia. Ona odpowiada, że zębami i zaczyna teatralnie oblizywać zęby. Uderzył nagle dzwonek (jak na ringu) ale kobieta nie chwyciła drążka i nie zaczęła się podciągać. Czas mijał, dyskwalifikacja. Podejrzewamy, że specjalnie chciała przegrać, by dać fory temu mężczyźnie. Cieszy się z przegranej. Potem po zawodach jest bardzo ciepło i myślę, gdzie iść na spacer z psem, w głowie świta mi spacer na Górze Zborów.
*
W kolejnym śnie był jakiś polski aktor, najpewniej Maciej Musiał. Był umięśniony, chodził na siłownę i był moim partnerem. Posądzał mnie o romans z kimś innym, więc odpowiedziałam, że ja się z tym facetem nawet nie całowałam. Byłam z nim w pokoju hotelowym, myłam twarz w łazience i czułam, że chce mi się... srać. XDDD Chciałam się po ludzku wysrać, ale wstydziłam się w obecności Maćka. Umyłam więc twarz a po tym, z uczuciem pełności w dupie, ruszyłam na jakiś plan filmowy. Następnie byłam u siebie w łazience, było niesamowicie dużo kurzu na półkach - obmyślałam plan jakiej szmaty użyć, by go zetrzeć. Za oknem była dzielnica i oświecone lampy. Myślę o tym gdzie i do którego lokum w okolicy się wyprowadzić. Stoję na krawędzi wanny i wycieram te kurze. Maciek komentuje moją dupę w sprośny sposób. Odwracam się, stoi pode mną (bo ja swoje na wannie), schylam się i z całej siły gryzę go w szyję, robiąc ogromną malinkę. Po tym akcie mówię mu, żeby poszedł pochwalić się tym innym ludziom. Odszedł, dalej ścieram kurze. Po chwili Maciek znów podszedł do mnie, stanął na krawędzi wanny po przeciwnej stronie. Do łazienki wpadło jakieś dziecko i chciało coś od niego, nazwało go tatą. Zaskoczona odwracam się do Maćka i pytam czy to jego bachor. Widzę, że Maciek ma łzy w oczach i odpowiada, że tak naprawdę ma 40 dzieci z różnymi kobietami, bo nie patrzył gdzie wkładał. Nagle czuję obrzydzenie, schodzę z wanny i wychodzę z łazienki. Na telefonie oglądam jego foty, z jego byłą żoną, które zrobili sobie na zamku. Rozmawiam po tym z jakąś koleżanką. Chciała, bym poszła zjeść kolację ale odmówiłam, mówiąc, że nie czuję głodu. Siedzę przybita, mówię, że gdyby to był jeden bachor i jedna baba to jakoś bym to przeżyła, ale 40 dzieci z różnymi babami to dla mnie za wiele. Myślę, że ciekawe ile typ ma w ogóle alimentów na tyle potomstwa. Idę na pole treningowe i trenuje z mieczem, uderzam nim kukły na drążkach, wypchane sianem. Są to "dusze", ponoć kto wygra trening z taką duszą to ta dusza zostanie uwolniona i wróci do świata. Za płotem stoi ciężarówka. Wdrapuję się na plandekę, gdzie w środku są zdjęcia osób, które tu się znalazły po bitwie (wróciły do świata). Na jednej fotce jakiś facet o imieniu Vernon i moja mama - fota z imprezy, na której była z tatą. Te zdjęcia znalazłam głębiej we wnętrzu ciężarówki. Inni ludzie byli zaciekawieni, próbowali wdrapać się na naczepę i podejść do mnie, by zobaczyć te zdjęcia i Vernona. Podeszło kilku do mnie i nie dowierzali, że to naprawdę Vernon na tym zdjęciu jest. (Nie, nie wiem co to za Vernon był XD)
*
Śniła mi się Kalina, która była moją towarzyszką w tym śnie. Miałyśmy owczarka niemieckiego oraz husky. Spałyśmy w łóżku z tymi psami, przytulając się do ich puszystych futer. Owczarek miał chore oczko. Do nas na kontrolę wybierała się właśnie Patrycja, właścicielka schroniska, która w tym śnie była weterynarzem. Miała sprawdzić stan psa. Kalina właśnie wychodziła i oznajmiła mi, że zakropiła psu oko kroplami, ale jak coś to żebym powiedziała Patrycji, że ona była z psem u weterynarza i pies został przebadany. Kiedy wychodzi, po jakimś czasie pojawia się Patrycja. Mówię jej, że Kalina była u weterynarza i pies jest przebadany. Patrycja mówi, że sprawdzi to w systemie, po czym otwiera w komputerze program. Nie widać karty wizyty. Jest wkurzona, mówi, że nie wolno podawać na własną rękę kropki do oka psu. W duchu przyznaję jej rację i mam nerwy na Kalinę, że nie była u weterynarza, wyszła, a teraz ja za nią muszę się tłumaczyć. Udawałam zdziwioną, ale w duchu wiedziałam, że ja do weterynarza zawsze chodziłam z każdym psem, wszystkie karty są w systemie i mnie nie ma nic do zarzucenia. Po wizycie weterynarza dzwonię do Kaliny i mówię jej, że sprawa wyszła na jaw. Potem opiekowałam się myszką, białą, laboratoryjną ze szczepu BALB/c. Wyglądała jak moja pierwsza myszka, Ingrid, która miała problemy ze skórą i łysienie. Zauważyłam, że gryzoń ma wyłysienia w tych samych miejscach co Ingrid, jednak bez ranek i strupków (jakby samo łysienie bez chorób skóry). Chciałam, by weszła mi na rękę, bym mogła dać jej się napić a następnie ulokować ją w klatce, by poszła spać. Jednak ona unikała mojej ręki, przeskakiwała ją, buszowała po całym pokoju.






