06-11-2025, 09:59
Dzisiejsze sny:
Na początku miałam taki sen, który ledwo pamiętam. Jechałam pociągiem i nie miałam biletu (częsty motyw w moich snach - brak biletu w pociągu). Wsiadłam do pociągu z mamą i siostrą i jedziemy. Chodziłyśmy po wagonach i szukałyśmy odpowiedniego miejsca. W każdym z wagonów widać było ludzi i ich złożone historie. Niektóre osoby płakały, inne się śmiały, ludzie byli też różnie ubrani i różnie uczesani, jakby niektórzy jechali do pracy, inni na bal, a jeszcze inni tak po prostu bez celu. Przyszedł nagle konduktor i... Wyjął strzykawkę z grubą igłą! Okazało się, że bilety były rozdawane w formie... Zastrzyku. Pierw konduktor chwycił rękę mojej siostry, ale czułam dokładnie tak, jakby chwycił moją rękę. Bez wahania wprowadził grubą igłę w żyłę, czułam każdy ruch tej igły pod skórą, jak penetruje między tkankami. Po czym wstrzyknął substancję i cofnął rękę, wyciągając igłę ze skóry. Nie było to przyjemne. Moja siostra dostała zastrzyk, a ja odczułam go jak swój własny. Jednak ja wciąż byłam bez zastrzyku, czyli bez tego biletu. Konduktor gdzieś odszedł. Jechaliśmy dalej i ludzie wysiadali na swoich stacjach, jednak nigdzie nie było naszej. Jechałam więc dalej i dalej.
Notatki:
To był naprawdę mocny sen — pełen symboliki i bardzo sugestywnych doznań cielesnych.
Motyw pociągu bez biletu powraca u mnie często i czuję, że symbolizuje podróż przez życie, pewien etap mojej wewnętrznej drogi — duchowej, emocjonalnej, egzystencjalnej. Pociąg to dla mnie proces, którego nie da się zatrzymać. Coś, co trwa i toczy się dalej, niezależnie od mojej woli.
Brak biletu czuję jako znak, że nie zawsze czuję się gotowa, uprawniona, czy mam „prawo” być w miejscu, w którym teraz jestem. To też może być wyraz mojego braku poczucia bezpieczeństwa, kontroli albo jasnego celu.
Konduktor ze strzykawką to bardzo ciekawy i nietypowy motyw. Bilet w formie zastrzyku kojarzy mi się z przymusowym „wszczepieniem” uczestnictwa — jakby ktoś (los, system, rzeczywistość) decydował za mnie, że muszę przyjąć coś do środka, by móc kontynuować podróż.
Strzykawka z grubą igłą i ból, który czułam, to dla mnie symbol wymuszonego wprowadzenia zmian albo przyjęcia czegoś, czego nie chcę, ale czuję, że muszę. Jednocześnie może to też oznaczać, że przeżywam rzeczy bardzo intensywnie — że czasem aż za mocno „wchodzę” w emocje innych.
To, że czułam ból mojej siostry, pokazuje moją silną empatię i więź z nią — niemal do poziomu współodczuwania. Ale może to też znaczyć, że czasem trudno mi odróżnić, co jest naprawdę moje, a co pochodzi z zewnątrz.
Na końcu jechałam dalej bez swojej stacji. Odbieram to jako symbol utknięcia w procesie, braku jasnego celu. Jakby to nie był jeszcze moment, żebym wysiadła — jakbym wciąż była w drodze, szukając swojego miejsca.
Ten sen był głęboko symboliczny i emocjonalny. Czułam ból innej osoby, a jednocześnie obserwowałam różnorodność pasażerów — ludzi z różnymi historiami, emocjami, celami. Dla mnie to też obraz mojej refleksyjności, wrażliwości i świadomości tego, jak wiele losów istnieje wokół mnie.
Motyw pociągu bez biletu powraca u mnie często i czuję, że symbolizuje podróż przez życie, pewien etap mojej wewnętrznej drogi — duchowej, emocjonalnej, egzystencjalnej. Pociąg to dla mnie proces, którego nie da się zatrzymać. Coś, co trwa i toczy się dalej, niezależnie od mojej woli.
Brak biletu czuję jako znak, że nie zawsze czuję się gotowa, uprawniona, czy mam „prawo” być w miejscu, w którym teraz jestem. To też może być wyraz mojego braku poczucia bezpieczeństwa, kontroli albo jasnego celu.
Konduktor ze strzykawką to bardzo ciekawy i nietypowy motyw. Bilet w formie zastrzyku kojarzy mi się z przymusowym „wszczepieniem” uczestnictwa — jakby ktoś (los, system, rzeczywistość) decydował za mnie, że muszę przyjąć coś do środka, by móc kontynuować podróż.
Strzykawka z grubą igłą i ból, który czułam, to dla mnie symbol wymuszonego wprowadzenia zmian albo przyjęcia czegoś, czego nie chcę, ale czuję, że muszę. Jednocześnie może to też oznaczać, że przeżywam rzeczy bardzo intensywnie — że czasem aż za mocno „wchodzę” w emocje innych.
To, że czułam ból mojej siostry, pokazuje moją silną empatię i więź z nią — niemal do poziomu współodczuwania. Ale może to też znaczyć, że czasem trudno mi odróżnić, co jest naprawdę moje, a co pochodzi z zewnątrz.
Na końcu jechałam dalej bez swojej stacji. Odbieram to jako symbol utknięcia w procesie, braku jasnego celu. Jakby to nie był jeszcze moment, żebym wysiadła — jakbym wciąż była w drodze, szukając swojego miejsca.
Ten sen był głęboko symboliczny i emocjonalny. Czułam ból innej osoby, a jednocześnie obserwowałam różnorodność pasażerów — ludzi z różnymi historiami, emocjami, celami. Dla mnie to też obraz mojej refleksyjności, wrażliwości i świadomości tego, jak wiele losów istnieje wokół mnie.
*
W kolejnym śnie spałam w sypialni moich rodziców z kolegą z dawnych lat, Mateuszem. Był chyba ranek po wspólnej nocy i w sypialni był zaduch. Otworzyłam okno, choć po czasie zrobiło się chłodno i je przymknęłam. Mama krzątała się u góry i sprzątała. To, że spałam z jakimś obcym dla niej typem w jej sypialni było dla niej zupełnie normalne. Była nad wyraz miła i nawet zachęcała nas, żebyśmy użyli klucza i zamknęli się w pokoju i "robili co chcieli". Wzięłam z komody albumy ze zdjęciami, zaglądając do komody zastanawiałam się który okres dzieciństwa pokazać koledze. Wybrałam album z najmłodszych lat i zaczęłam pokazywać Mateuszowi moje bardzo stare zdjęcia z okresu jak byłam bobasem. Trochę wstydziłam się tych zdjęć i nie wiedziałam co kolega pomyśli o mnie po zobaczeniu ich, ale zareagował bardzo pozytywnie i z zaciekawieniem. Potem wyszliśmy i poszliśmy do pokoju siostry, gdzie siedział Jacek (inny kolega, który do mnie podbijał). Pamiętałam, że kiedyś miał na mnie crusha. Podeszłam i przytuliłam go, chcąc wzbudzić w Mateuszu zazdrość. Zapytałam go co u niego, jak tam jego żona i dziecko. Następnie wyszliśmy wszyscy z domu na ulicę i szliśmy po prostu, to był jakby "wyścig", ale spacerem. Był ranek i było dość rześko. Kiedy widziałam już metę, zaczęłam biec i biegłam, biegłam, czasami oglądając się za siebie, jednak nikt za mną nie podążał, nikt nie próbował mnie dogonić czy prześcignąć. Biegłam więc swobodnie, mając zwycięstwo w garści. Przekroczyłam metę i nagle zaraz za mną metę przekroczyła inna dziewczyna i kolejne osoby. Wiedziałam, że to sen, więc postanowiłam iść i zjeść jakieś słodycze czy chipsy. Weszłam do dużego sklepu w stylu Auchan czy Makro i zaczęłam wędrować, szukając działu ze słodyczami lub przekąskami. Nie mogłam jednak znaleźć. Myślałam, że pewnie to już tu, za rogiem, jednak dział ze słodyczami nie pojawiał się. Chodziłam po regałach i niestety żadnego pokarmu! Same doniczki, narzędzia. Spotkałam w sklepie teściów i zapytałam gdzie tu jest dział ze słodyczami, że chciałabym zjeść czekoladę. Teściowa powiedziała, że "tam u góry" i wskazała palcem na górę. Podniosłam głowę i ujrzałam platformę wysoko na sklepie. Zaczęłam zastanawiać się jak tam dotrzeć. Może wyobrażę sobie jetpack i on pojawi się na moich plecach jak w GTA San Andreas? Nie. Przecież to sen, wystarczy podskoczyć. Więc podskoczyłam i zaczęłam lewitować i unosić się w górę, aż dotarłam do platformy. Jednak no luck - tam również nie było żadnych słodyczy. Było kilka platform a ja zawędrowałam na najwyższą. Chodziły tam dziwne zwierzęta, na przykład widziałam żółwia stepowego, który miał tylko połowę ciała i z jego skorupy wydobywał się dym. Stojąc na platformie zauważyłam duże okno w kształcie jakby diamentu na wielkiej ścianie sklepu. Pomalowałam szyby, jakby za pomocą myśli, na odcienie niebieskiego. Spojrzałam w dół na sklep i wiedziałam, że jestem za wysoko i muszę skoczyć. Widziałam też inne, niższe platformy i żałowałam, że zapuściłam się aż tak wysoko. Miałam lęk wysokości, ale wiedziałam, że muszę skoczyć na szczupaka i wtedy po prostu otworzę skrzydła i polecę, bo to sen. Cały czas uspokajałam się w myślach, mówiąc sobie, że przecież to sen, nie stanie mi się krzywda, na bank zacznę latać. Wahałam się i bałam i to również częsty motyw w moich snach - lęk wysokości i obawy przed skokiem, mimo świadomości o braku możliwości śmierci poprzez upadek. W końcu jednak zebrałam się w sobie i skoczyłam na szczupaka, faktycznie wzbijając się do lotu i opadając jak piórko na glebę. Nagle zrobiło się jaśniej, więc uniosłam głowę i spojrzałam na "diamentową szybę" - niebieskie szkło zaczęło faktycznie błyszczeć, niczym diament.
Notatki:
Ten sen czuję jako niezwykle symboliczny, pełen motywów związanych z moim rozwojem, emocjami i wewnętrznym przejściem.
To, że spałam z Mateuszem w sypialni moich rodziców, odbieram jako wejście w przestrzeń prywatną, niemal świętą — miejsce kojarzone z bezpieczeństwem, dzieciństwem, ale też z zasadami i granicami. Może to symbolizować, że zaczynam łączyć swoją dorosłość i niezależność z częścią mnie, która wciąż jest „dzieckiem rodziców”. Mama, która zamiast oburzenia okazuje pełną akceptację, może oznaczać moją wewnętrzną zgodę na dorosłość, seksualność i swobodę bycia sobą — coś, co dawniej mogło budzić we mnie wstyd lub potrzebę tłumaczenia się.
Kiedy sięgam po album ze zdjęciami z dzieciństwa, to jakbym otwierała część siebie, którą ukrywałam. Pokazuję Mateuszowi małą siebie — bezbronną, naturalną, prawdziwą. Wstyd i jednoczesna ciekawość, jak zostanę przyjęta, to moje wewnętrzne pytanie: czy można mnie kochać i akceptować taką, jaka byłam, od początku?
Jego pozytywna reakcja jest potwierdzeniem — tak, można.
Spotkanie z Jackiem, który kiedyś mnie podziwiał, symbolizuje część mnie, która lubi być zauważona, pożądana, doceniona. Przytulenie go i chęć wzbudzenia zazdrości w Mateuszu pokazuje moje pragnienie potwierdzenia własnej wartości — tę subtelną potrzebę bycia ważną, widzianą, może nawet rywalizacji o uwagę.
Wyścig ulicą czuję jako metaforę życiowego biegu — dążenia do celu, rywalizacji z innymi. Ale tu nikt mnie nie gonił. Biegłam sama, w swoim tempie, dla siebie. To piękny obraz — że już nie muszę udowadniać, wystarczy, że biegnę, a zwycięstwo przychodzi naturalnie.
Późniejsza część snu — szukanie słodyczy w wielkim sklepie — symbolizuje poszukiwanie przyjemności, spełnienia, emocjonalnego „cukru”. Słodycz to coś, co daje ulgę, coś, czym chcę się nagrodzić. Ale nie mogę znaleźć tego działu, mimo że sklep jest ogromny. To jakbym w codzienności szukała radości i lekkości, ale trafiała na obowiązki, rzeczy praktyczne, „narzędzia” — czyli elementy życia, które nie dają mi emocjonalnego nasycenia.
Teściowie w sklepie to ciekawe tło — obecność ich w tej scenie pokazuje, że nawet w sferze moich przyjemności i wyborów pojawia się świadomość oczu innych ludzi, społecznych zasad czy oczekiwań.
Platformy w górze, do których się unoszę, to dla mnie symbol duchowego wzrastania, oderwania od codzienności. Lot to często w moich snach symbol wolności, przekraczania lęku, transcendencji.
Jednak i tu pojawia się mój znany motyw — lęk wysokości, wahanie przed skokiem. Wiem, że to tylko sen, że nic mi się nie stanie, ale wciąż boję się skoczyć. To dokładnie jak w życiu — świadomość, że potrafię, że mogę, a mimo to paraliżuje mnie lęk przed upadkiem.
Kiedy w końcu skaczę i lecę, czuję triumf — przekraczam swój lęk, doświadczam wolności i lekkości. Spadam jak piórko, w pełnym zaufaniu. To moment katharsis — symbol mojej zdolności do puszczenia kontroli, do zaufania sobie i światu.
A potem pojawia się niebieski diamentowy blask, który rozświetla całość. Dla mnie to znak oczyszczenia, samoświadomości i uzdrowienia. Jakby to światło było moim wewnętrznym potwierdzeniem: „udało się”.
Ten sen czuję jako proces przejścia — od intymności i wstydu, przez odkrywanie siebie, pragnienie bycia widzianą, aż po wyzwolenie i lekkość. Od ziemi (rodziców, domu, ciała) po powietrze (lot, światło, wolność).
Jakbym w tym śnie przeszła symboliczną drogę — z poziomu emocjonalnego przywiązania ku poziomowi duchowej swobody.
To, że spałam z Mateuszem w sypialni moich rodziców, odbieram jako wejście w przestrzeń prywatną, niemal świętą — miejsce kojarzone z bezpieczeństwem, dzieciństwem, ale też z zasadami i granicami. Może to symbolizować, że zaczynam łączyć swoją dorosłość i niezależność z częścią mnie, która wciąż jest „dzieckiem rodziców”. Mama, która zamiast oburzenia okazuje pełną akceptację, może oznaczać moją wewnętrzną zgodę na dorosłość, seksualność i swobodę bycia sobą — coś, co dawniej mogło budzić we mnie wstyd lub potrzebę tłumaczenia się.
Kiedy sięgam po album ze zdjęciami z dzieciństwa, to jakbym otwierała część siebie, którą ukrywałam. Pokazuję Mateuszowi małą siebie — bezbronną, naturalną, prawdziwą. Wstyd i jednoczesna ciekawość, jak zostanę przyjęta, to moje wewnętrzne pytanie: czy można mnie kochać i akceptować taką, jaka byłam, od początku?
Jego pozytywna reakcja jest potwierdzeniem — tak, można.
Spotkanie z Jackiem, który kiedyś mnie podziwiał, symbolizuje część mnie, która lubi być zauważona, pożądana, doceniona. Przytulenie go i chęć wzbudzenia zazdrości w Mateuszu pokazuje moje pragnienie potwierdzenia własnej wartości — tę subtelną potrzebę bycia ważną, widzianą, może nawet rywalizacji o uwagę.
Wyścig ulicą czuję jako metaforę życiowego biegu — dążenia do celu, rywalizacji z innymi. Ale tu nikt mnie nie gonił. Biegłam sama, w swoim tempie, dla siebie. To piękny obraz — że już nie muszę udowadniać, wystarczy, że biegnę, a zwycięstwo przychodzi naturalnie.
Późniejsza część snu — szukanie słodyczy w wielkim sklepie — symbolizuje poszukiwanie przyjemności, spełnienia, emocjonalnego „cukru”. Słodycz to coś, co daje ulgę, coś, czym chcę się nagrodzić. Ale nie mogę znaleźć tego działu, mimo że sklep jest ogromny. To jakbym w codzienności szukała radości i lekkości, ale trafiała na obowiązki, rzeczy praktyczne, „narzędzia” — czyli elementy życia, które nie dają mi emocjonalnego nasycenia.
Teściowie w sklepie to ciekawe tło — obecność ich w tej scenie pokazuje, że nawet w sferze moich przyjemności i wyborów pojawia się świadomość oczu innych ludzi, społecznych zasad czy oczekiwań.
Platformy w górze, do których się unoszę, to dla mnie symbol duchowego wzrastania, oderwania od codzienności. Lot to często w moich snach symbol wolności, przekraczania lęku, transcendencji.
Jednak i tu pojawia się mój znany motyw — lęk wysokości, wahanie przed skokiem. Wiem, że to tylko sen, że nic mi się nie stanie, ale wciąż boję się skoczyć. To dokładnie jak w życiu — świadomość, że potrafię, że mogę, a mimo to paraliżuje mnie lęk przed upadkiem.
Kiedy w końcu skaczę i lecę, czuję triumf — przekraczam swój lęk, doświadczam wolności i lekkości. Spadam jak piórko, w pełnym zaufaniu. To moment katharsis — symbol mojej zdolności do puszczenia kontroli, do zaufania sobie i światu.
A potem pojawia się niebieski diamentowy blask, który rozświetla całość. Dla mnie to znak oczyszczenia, samoświadomości i uzdrowienia. Jakby to światło było moim wewnętrznym potwierdzeniem: „udało się”.
Ten sen czuję jako proces przejścia — od intymności i wstydu, przez odkrywanie siebie, pragnienie bycia widzianą, aż po wyzwolenie i lekkość. Od ziemi (rodziców, domu, ciała) po powietrze (lot, światło, wolność).
Jakbym w tym śnie przeszła symboliczną drogę — z poziomu emocjonalnego przywiązania ku poziomowi duchowej swobody.






