27-10-2025, 17:03
Dzisiejsze sny:
Śniło mi się, że miałam praktyki stomatologiczne i byłam przerażona, bowiem nie był to mój wymarzony kierunek kariery. Miałam jakieś zajęcia gdzie dłubałam w sztucznym zębie, nieco większym niż prawdziwy. Asystowała mi pewna kobieta, której snułam opowieści o moich zębach - o leczeniu na NFZ, o zatrzymanych ósemkach, itd. Myślałam o tym jak wrócę z kursu i pochwalę się mojej szwagierce, która mi strasznie wszystkiego zazdrości, że jestem w trakcie studiów stomatologicznych. Jednak nie chciałam być dentystą ani asystentką stomatologiczną - studiowałam dla swojej własnej wiedzy, z ciekawości, by lepiej zrozumieć i lepiej dbać o swoje zęby. Potem przychodzi szefowa i moja nauczycielka coś pisze w zeszycie, prawdopodobnie notuje moje postępy. Pakujemy się i wychodzimy, idę do łazienki publicznej w celu opróżnienia pęcherza (nie, nie zsikałam się do łóżka XD) i zostawiam swoje ubrania na zewnątrz, po czym wchodzę do kabiny. Załatwiam sprawę i wychodzę. Widzę, że moje ubrania zniknęły. Zabrały je jakieś dzieci. Widzę jak się nimi bawią. Podchodzę do nich i wyrywam im to co moje. Jednak dzieci znów zabierają mi ciuchy i uciekają. Byłam wkurzona i nagle byłam smokiem. I tu dziwna rzecz, mianowicie, ku mojemu zaskoczeniu, ogień i zianie ogniem działały bez zarzutu tym razem. Pierw zionęłam w te kabiny i spaliłam je. Potem nagle byłam na zewnątrz budynku, w locie. Zionęłam ogniem w okno łazienkowe, po czym włożyłam w nie swój smoczy łeb i zionęłam ogniem w kabiny. W tych kabinach były zamknięte te rozwydrzone gówniarze. Następnie znów byłam w środku i nagle publiczny kibel był zwyczajnym pokojem, gdzie było ogrzewanie elektryczne. Ale bardzo nietypowe. Grzejniki wyglądały jak stare radia z PRL, które od spodu były podgrzewane świeczkami jak porcelanowe dzbanki na herbatę. Obok mnie siedział mój mąż a po mojej drugiej stronie był inny, obcy chłop, który ssał mi suta (ja pierdolę, WTF XDDDD). Chciałam szybko uciec od tego dziwnego faceta, więc szybko schowałam w stanik swoje bimbały, wzięłam męża pod pachę i uciekłam z nim do kanału. Wsiedliśmy na motocykle i uciekaliśmy tymi kanałami, choć ten chłop nawet nas nie gonił. Zapieprzaliśmy jak w GTA, nagle spostrzegliśmy, że gonią nas psy (dobermany). Przyspieszyliśmy, by zwiać czym prędzej.
*
Byłam w mieszkaniu u mojej babci. To było jakieś przyjęcie rodzinne, bo byli też moi rodzice i wujek z kuzynką. Byłam głodna, a na stole pusto. Babcia w kuchni dała mi trzy suche kromki chleba, które od razu pochłonęłam. Dopiero po tym dała masło na blat, więc chciałam wziąć więcej chleba, by zjeść tym razem z masłem. Nie było jednak chleba już. Zrezygnowana i wciąż głodna zajrzałam do garnka, kiedy babcia nie patrzyła i dostrzegłam w nim sałatkę z fasolki szparagowej zielonej i majonezu. Otworzyłam pokrywkę, wzięłam trochę na łyżkę i spróbowałam. Była dobra. Zakrywam pokrywką naprędce, żeby babcia mnie nie przyłapała. Babcia jednak nie podała sałatki ani żadnego innego jedzenia do stołu. Mówi, że będą tylko jajka na twardo i że poda je za jakiś czas. Mnie się już wyć chciało, uznałam, że do tego "za jakiś czas" umrę z głodu. Babcia pakuje sałatkę z garnka do papierowej, prezentowej torby w kolorze niebieskim - to na wynos do domu dla mnie po imprezie. Zaglądam do garnka znowu, chcę ponownie podkraść trochę sałatki, ale widzę, że jest jej mało i jeśli zjem, to porcji na wynos nie dostanie siostra i kuzynka. Rezygnuję więc z kradzieży. Nagle mam w ręce spodenki jeansowe i idę do pokoju dziadka. Odkrawam małe kawałki materiału (na dupie spodni) i zjadam. Smakują jak beef jerky. Łykowate, niezbyt dobre. Nagle do pokoju wchodzi siostra z torebką na ramieniu i mówi, że już wychodzi i rodzice też. Pytam dlaczego, skoro dopiero przyszliśmy, ale domyślam się powodu. Siostra mówi, że rodzice są zawiedzeni imprezą i nie chcą już na niej być. Idę do salonu, mama stoi w progu i płacze. Tłumaczy się, że muszą już iść. Nikt nie pyta o powód, ale każdy go zna. Babcia pyta mnie czy mam takie samo zdanie na temat imprezy co oni (rodzice i siostra). Boję się odpowiedzieć, by nie rozjuszyć babci, ale i nie załamać bardziej mamy. Mówię więc w końcu, że tak, troszeczkę się zgadzam. Kuzynka obrażona, mówi tylko "aha, fajnie." Zaczynam się tłumaczyć, mówiąc, że po prostu jesteśmy głodni i stół jest pusty. Że sałatka spakowana, ale nie ma jej jeszcze więcej, żeby zjeść teraz.
Notatki (drugi sen, bo to ciekawe):
To bardzo symboliczny sen - pełen głodu, napięcia rodzinnego i poczucia niespełnienia, które wydaje się wykraczać poza samo jedzenie.
Motyw głodu i chleba:
Głód w snach rzadko dotyczy samego jedzenia. Najczęściej oznacza brak emocjonalnego nasycenia, głód bliskości, zrozumienia, wsparcia lub ciepła rodzinnego.
To, że babcia daje suche kromki chleba – bez masła – może symbolizować uczucie, że dostaję coś od rodziny, ale w formie „minimum”, bez troski czy prawdziwego komfortu.
Chleb to symbol podstawy życia, więc suche kromki mogą mówić: „Dostaję tylko to, co konieczne, ale bez miłości i ciepła, które czyniłoby to prawdziwym pokarmem.”
Masło, które pojawia się dopiero po fakcie, może oznaczać, że wszystko przychodzi za późno - wsparcie, emocje, gesty. Ja już byłam głodna, już musiałam się zadowolić ochłapami, zanim pojawiło się coś, co mogłoby być pełniejsze.
Sałatka z fasolki szparagowej:
Zielona fasolka z majonezem to coś domowego, kojarzącego się z prostym, nostalgicznym smakiem dzieciństwa. To, że muszę ją podkradać, mówi o poczuciu winy z powodu chęci zaspokojenia potrzeb, jakbym nie miała prawa sięgnąć po to, co mi się należy.
Sałatka pakowana do torby „na później” to z kolei symbol odkładania przyjemności, uczuć, nagrody - jakbym miała usłyszeć: „Teraz nie możesz, poczekaj, później coś dostaniesz.”
Ale ten „później” nigdy nie nadchodzi, a ja czuję frustrację i niedosyt.
Zjadanie spodenek:
To zaskakujący, ale bardzo wymowny obraz. Jedzenie jeansu, który smakuje jak „beef jerky” (czyli sucha wołowina), wskazuje na desperację, by zaspokoić głód za wszelką cenę - nawet kosztem czegoś nienaturalnego.
Jeans symbolizuje codzienność, ochronę, tożsamość. To, że „zjadam” tę część ubrania, może oznaczać, że próbuję „wchłonąć” siłę, ochronę, stabilność - coś, co normalnie mnie otacza, ale teraz czuję, że muszę to przyswoić z wewnątrz, bo z zewnątrz tego nie dostaję.
Rodzina, emocje i wycofanie:
Rodzice wychodzą z przyjęcia, bo są zawiedzeni - to może odzwierciedlać moje wewnętrzne rozdarcie między lojalnością wobec rodziny (babci, tradycji, domu rodzinnego) a emocjonalną stroną (rodzice, siostra – ci, którzy „rozumieją mój głód”).
Mama płacze - a ja muszę wybrać między lojalnością wobec niej a spokojem babci. To pokazuje typowy dylemat dorosłego dziecka w rodzinie międzypokoleniowej: kogo wesprzeć, gdy każdy ma rację i każdy cierpi.
Moja odpowiedź – „troszeczkę się zgadzam” – to kompromis, unikanie konfliktu. Świadczy o mojej empatii i potrzebie pokoju, ale też o tym, że często muszę tłumić własne emocje, żeby nikogo nie zranić.
Sens całego snu:
Sen mówi o emocjonalnym niedosycie, potrzebie nasycenia miłością i zrozumieniem, oraz o konflikcie między dawaniem a braniem w rodzinie.
Możliwe, że na jawie czuję się czasem tak, jak w tym śnie:
– stara się nie robić problemu,
– nie chcę nikogo zranić,
– rezygnuję z czegoś dla innych,
– ale wewnętrznie czuję „głód” – nie tylko jedzenia, ale troski, ciepła, poczucia, że mogę wreszcie coś dostać bez winy.
Motyw głodu i chleba:
Głód w snach rzadko dotyczy samego jedzenia. Najczęściej oznacza brak emocjonalnego nasycenia, głód bliskości, zrozumienia, wsparcia lub ciepła rodzinnego.
To, że babcia daje suche kromki chleba – bez masła – może symbolizować uczucie, że dostaję coś od rodziny, ale w formie „minimum”, bez troski czy prawdziwego komfortu.
Chleb to symbol podstawy życia, więc suche kromki mogą mówić: „Dostaję tylko to, co konieczne, ale bez miłości i ciepła, które czyniłoby to prawdziwym pokarmem.”
Masło, które pojawia się dopiero po fakcie, może oznaczać, że wszystko przychodzi za późno - wsparcie, emocje, gesty. Ja już byłam głodna, już musiałam się zadowolić ochłapami, zanim pojawiło się coś, co mogłoby być pełniejsze.
Sałatka z fasolki szparagowej:
Zielona fasolka z majonezem to coś domowego, kojarzącego się z prostym, nostalgicznym smakiem dzieciństwa. To, że muszę ją podkradać, mówi o poczuciu winy z powodu chęci zaspokojenia potrzeb, jakbym nie miała prawa sięgnąć po to, co mi się należy.
Sałatka pakowana do torby „na później” to z kolei symbol odkładania przyjemności, uczuć, nagrody - jakbym miała usłyszeć: „Teraz nie możesz, poczekaj, później coś dostaniesz.”
Ale ten „później” nigdy nie nadchodzi, a ja czuję frustrację i niedosyt.
Zjadanie spodenek:
To zaskakujący, ale bardzo wymowny obraz. Jedzenie jeansu, który smakuje jak „beef jerky” (czyli sucha wołowina), wskazuje na desperację, by zaspokoić głód za wszelką cenę - nawet kosztem czegoś nienaturalnego.
Jeans symbolizuje codzienność, ochronę, tożsamość. To, że „zjadam” tę część ubrania, może oznaczać, że próbuję „wchłonąć” siłę, ochronę, stabilność - coś, co normalnie mnie otacza, ale teraz czuję, że muszę to przyswoić z wewnątrz, bo z zewnątrz tego nie dostaję.
Rodzina, emocje i wycofanie:
Rodzice wychodzą z przyjęcia, bo są zawiedzeni - to może odzwierciedlać moje wewnętrzne rozdarcie między lojalnością wobec rodziny (babci, tradycji, domu rodzinnego) a emocjonalną stroną (rodzice, siostra – ci, którzy „rozumieją mój głód”).
Mama płacze - a ja muszę wybrać między lojalnością wobec niej a spokojem babci. To pokazuje typowy dylemat dorosłego dziecka w rodzinie międzypokoleniowej: kogo wesprzeć, gdy każdy ma rację i każdy cierpi.
Moja odpowiedź – „troszeczkę się zgadzam” – to kompromis, unikanie konfliktu. Świadczy o mojej empatii i potrzebie pokoju, ale też o tym, że często muszę tłumić własne emocje, żeby nikogo nie zranić.
Sens całego snu:
Sen mówi o emocjonalnym niedosycie, potrzebie nasycenia miłością i zrozumieniem, oraz o konflikcie między dawaniem a braniem w rodzinie.
Możliwe, że na jawie czuję się czasem tak, jak w tym śnie:
– stara się nie robić problemu,
– nie chcę nikogo zranić,
– rezygnuję z czegoś dla innych,
– ale wewnętrznie czuję „głód” – nie tylko jedzenia, ale troski, ciepła, poczucia, że mogę wreszcie coś dostać bez winy.






