27-10-2025, 15:24
Dzisiejsze sny:
Śniło mi się, że utarłam nosa mojemu dawnemu przyjacielowi i jednocześnie Dyrektorowi w mojej poprzedniej firmie. Złożyłam wizytę w poprzednim miejscu pracy. Byłam w pokoju import, gdzie zwykłam pracować. Przyszła tam moja koleżanka, Monika. Rozmawiałyśmy. Często w takich snach, gdzie śni mi się to, że jestem w poprzednim miejscu pracy, mam obawy, by ktoś z nieprzychylnych byłych współpracowników mnie tam nie zobaczył. Boję się jakichś konsekwencji i czuję się jak jakiś włamywacz. Pamiętam też, że w tym śnie Prezes firmy był mi bardzo przychylny, mówił mi, bym udała się na magazyn i odnalazła magazyniera o ksywie "Szynka", który miał mi wydać jakiś towar. Jego (Prezesa) skóra była naznaczona bielactwem. Obok mojego pokoju siedział owy Dyrektor. Wiedziałam, że tam jest. Ubieram się. Wychodzę i idąc korytarzem obok jego pokoju, rzucam mu krótkie "cześć", nie patrząc nawet w jego kierunku. Zmierzam w stronę magazynu. Na magazynie stojąc zamierzam powiedzieć pracownikom, że szukam chłopaka o przezwisku "Szynka". Mówię to i nagle pojawia się sam gwóźdź programu i zaczyna komplementować mój wygląd. Mówi mi, że ja to pewnie ta najładniejsza, o której było głośno. Wręcza mi listy miłosne oraz zapisany swój numer telefonu na paragonie. Czuję, że Dyrektor wszedł na magazyn i wszystko widzi i słyszy. Uśmiecham się pod nosem, mając nadzieję, że zżera go zazdrość.
*
W kolejnym śnie była jakby część dalsza poprzedniego snu. Znów byłam na wizycie w dawnym miejscu pracy. Byłam w moim pokoju import i zauważyłam, że od czasu mojego odejścia sporo się zmieniło. Zniknęła tablica z gatunkami stworzeń morskich, która była za moimi plecami i zamiast niej pojawiła się czarna tablica szkolna (służąca do pisania na niej). Naprzeciwko, gdzie była biała tablica, była druga czarna tablica. Usiadłam za biurkiem, wiedziałam, że Dyrektor jest u siebie. Wtem do pokoju wszedł mój znienawidzony przełożony, John. Wyglądał niewyraźnie i miał wielkie podkowy pod oczami. Powiedział, że kiepsko u niego i że nie ma dziś ochoty na rozmowy. W drzwiach stoi Dyrektor, mówi, że wychodzi. Pytam go: "Już idziesz?", czując przy tym lekkie rozczarowanie, ale nie chciałam dać tego po sobie poznać. Niedbale podaję mu rękę na pożegnanie, po czym wypycham go za drzwi i zamykam je z trzaskiem. Pytam przełożonego co się dzieje. On odpowiada, że jego sąsiadka, która właśnie po 15 latach wyszła z więzienia, wraca. Nie dosłyszałam kiedy powiedział, za co siedziała, ale wiem, że się jej obawia. Mówi, że musi się wyprowadzić. Myślę sobie, no cóż, masz chłopie w chuj hajsu, więc to nie powinien być kłopot. Mówię mu więc, że najlepszym wyjściem będzie kupno nowego domu. Jednocześnie w duchu zazdroszczę mu wielkich pieniędzy i tego, że każde rozwiązanie dla niego jest takie banalne. Niby jest mi go żal, ale jednocześnie i nie jest. Pochylam się nad nim, bo bardzo cicho mówi. Nawet kucnęłam. Nagle otwierają się drzwi i wbija do pokoju Ewa, dawna pracownica. Ja od razu się podnoszę. Co za przypał, przecież mogła pomyśleć że kucam przed nim bo... Bo co? Bo właśnie zamierzam zrobić gałę Johnowi? Nie mogłam znieść tej myśli i poczułam się żałośnie. Ewa ścisnęła mi rękę, coś powiedziała, po czym wyszła. Znów podchodzę do przełożonego i pochylam się nad nim. Mówię, że wiem, że nie powinno się udzielać rad nieproszonym o nie, ale powinien kupić nowy dom i wynieść się. Następnie drzwi od pokoju Dyrektora znów są otwarte, on jest w środku z jakimiś ludźmi i wszyscy żywo dyskutują. Wychodzę drugimi drzwiami z mojego pokoju na korytarz i nagle jestem na wielkiej hali. Nagrywam wideo i wysyłam do swojej babci (Alki) na fb. Mam nadzieję, że nie odczyta, bo to wideo tylko sobie chciałam zachować, więc nagrałam naprędce na messengerze na czacie z babcią, a telefon ścina i na szybko mogę wysłać to tylko jej. Zamierzałam jednak ten filmik wysłać koleżance Agnieszcze i opowiedzieć jej jak bardzo zakład się zmienił. Dyrektor wciąż rozmawia z ludźmi u siebie w pokoju. Przyszła nagle jakaś kobieta i coś do niego mówi. Podchodzę do drzwi i słyszę jak zachwala magazyn - że jest bardzo ładny. Odzywam się i mówię, że w tym pokoju jest import, a magazyn jest tutaj (pokazuję palcem na pokój Dyrektora). Dyrektor patrzy na mnie, kiwa głową i przytakuje, po czym mówi to samo. Ja następnie mówię, że przecież właśnie to samo powiedziałam. Powiedziałam to dość chamsko. Kobiety były oburzone moim tonem, ale w dupie to mam. Cofam się do pokoju import i zamykam drzwi. Wracam do pokoju i mówię do Johna, że wiem, że nie byłam idealnym pracownikiem, ale... I w tym momencie nie dokańczam, bo on przerywa mi i mówi, że tak naprawdę byłam dobra, ale bardzo zamknięta na świat, nie dopuszczałam wiele do siebie. Powiedział też, że mam w sobie wielką empatię. Kiwnęłam głową, przyznając mu rację. I mówię że mam 30 lat a nie 50 tak jak on, ale mimo wieku już dużo przeżyłam - ból i stratę i wiele rzeczy... To mnie ukształtowało i sprawiło, że jestem empatyczna i umiem się wczuć w kogoś sytuację, tak jak obecnie próbowałam wczuć się w jego.
*
Kolejny sen był znowu kontynuacją poprzednich. Byłam na jakichś działkach, to były alejki ROD. Miałam przy sobie te listy miłosne od Szynki i jego numer telefonu zapisany na odwrocie paragonu. Chciałam do niego zadzwonić w jakimś interesie. Szukam tych papierów i nie ma. Nagle przypomniałam sobie, że są w segregatorze, który ma przy sobie mój mąż. Zauważyłam go jak stoi z tym segregatorem przy drzwiach jakiegoś budynku i pali papierosa. Mój mąż nie pali, dlatego zdziwił mnie ten widok. Miałam czarne myśli, pomyślałam, że znalazł te listy miłosne i numer telefonu na paragonie i jest na mnie zły, podejrzewa mnie o romans i dlatego pali. Podeszłam do niego niepewnie i zapytałam co się dzieje, że pali. Powiedział, że nic takiego i tak po prostu sobie pali. Uwierzyłam mu. Wzięłam od niego segregator, odnalazłam w koszulce dokumenty, zabrałam je i odeszłam. Znajduję go na WhatsApp i zagaduję, ale brak odpowiedzi. Chodzę po mieście i planuję otworzyć notatnik w telefonie i spisać tam moje sny, ale uznaję, że mam na to teraz za mało czasu. Są święta wielkanocne, udaję się do mamy. Wysyłam na WhatsApp do Szynki zdjęcia ulicy, pokazując mu, że właśnie spaceruję w drodze do domu, ale on komentuje coś w ogóle nie na temat i sam nie wysyła mi żadnych zdjęć. Mama dzwoni, że na niedzielę kupiła mięso i zrobi różowe kluski do sosu (z barwnikiem spożywczym z buraka). Wspominam, że wszystkie mamy takie są, rozpieszczające. Mówię do mamy, że może bez przesady, bo nie mieszkam za granicą i nie zjeżdżam raz na rok tylko mieszkam niedaleko i nie musi robić aż tyle jedzenia.






