15-09-2025, 10:41
Weekendowe sny:
Miałam taki sen, że byłam gdzieś z mamą i siostrą, była też ze mną moja myszka Kentucky (imię miała takie samo jak mój obecny dalmatyńczyk), oglądałam jej pazurki, i po wyjściu z pomieszczenia przypomniałam sobie, że nie zamknęłam psa w klatce kennelowej. Poleciałam szybko (dosłownie przemieściłam się w mgnieniu oka) do domu rodzinnego (wyglądał trochę inaczej) i weszłam przez balkon, żeby sprawdzić. Klatka była otwarta ale Kentucky spał. Odetchnęłam z ulgą i pogłaskałam go, chwaląc w duchu, po czym zamknęłam klatkę, wyszłam z powrotem na balkon i zamknęłam go na taki jakby „pręt” jak w starych drzwiach. Balkon miał bowiem dwoje drzwi. Ciężko mi szło to zamknięcie i zastanawiałam się czy jeśli zostawię balkon otwarty to ktoś się włamie, ale wolałam nie ryzykować i pomęczyć się z tym balkonem jeszcze chwilę. W końcu zamknięte. Patrzę w dół i nagle OLŚNIENIE! To sen! Jak skoczę to nic mi się nie stanie! Więc skacze i opadam łagodnie na ziemię. Zamieniam się w wilka i biegnę z powrotem spotkać się z mamą. Czuję wiatr w futrze i podziwiam rozciągającą się przede mną ulicę i… nagle budzi mnie mój mąż, który przed wyjściem do pracy postanowił dać mi buziaka w czoło. ?
*
Mieliśmy z Adrianem jechać na wakacje last minute gdzieś do tropików ale nie było jeszcze nic załatwione. Stresowałam się, że jak mamy wyjechać faktycznie „last minute” to musimy zacząć szukać czegoś. Przebywaliśmy u moich rodziców w domu. Pakowaliśmy swoje rzeczy do samochodu, upychaliśmy nawet pościel i kołdry. Na te wakacje. Rozbiłam w kuchni dwa jajka przez przypadek i patrzyłam jak ciecz spływa po szafce kuchennej aż do podłogi i robi się plama z białka. Nie posprzątałam tej sceny zbrodni, przypominam sobie o tym po czasie, kiedy mama już to zauważyła i wytarła do sucha. Przyznaję się mamie, że nie sprzątnęłam tego syfu a mama mówi mi, że po czasie lepiej się już nie przyznawać bo jest teraz jeszcze bardziej na mnie zła. Wtem pojechaliśmy do teściów, bo coś chcieliśmy zabrać z ich domu i szukaliśmy ich żeby poprosić o klucz, bo dom był zamknięty. Nie było ich ale był jego brat i żona. Zobaczyli nas, że podjechaliśmy i wcisnęli się nam do auta i prosili o podwózkę do domu. Byłam wkurzona, bo spieszyłam się na te wakacje. Kamil nie zamknął drzwi od samochodu i wlepił wzrok w swój telefon. Adrian cofał Dusterem a ja siedziałam z tyłu i w myślach miałam wizję jak te drzwi uderzają o płot i uszkadzają się. Mówię Kamilowi, aby zamknął drzwi bo uderzymy o murek. On zaczyna kręcić bekę że mnie i mówi „ooo, Daria przekrzykuje Kamila”, ja powiedziałam mu, że wcale nie krzyczę. Byłam coraz bardziej wkurzona i miałam ochotę mu powiedzieć „dobra, przypierdolimy to będziesz płacił. Drzwi do nowego Dustera to 500 zł, więc lepiej je zamknąć.”, jednak pohamowałam się.
*
W sobotę miałam taki sen, że był jakiś Dżin, któremu się podobałam. Jak pojawiałam się bliżej to nagle robiły mu się długie włosy, wyglądał ładnie. A jak znikałam to wyglądał jak stary dziadek. Przechodziłam obok niego kilka razy, nie zwracałam na niego uwagi no bo byłam o coś obrażona. Idę z jakimiś ludźmi na stołówkę, to chyba jakiś obóz, i nagle olśnienie, że to sen. Idę za znajomymi i oni pospiesznie wchodzą do windy, która odjeżdża beze mnie. Więc myślę sobie, chuj im w dupy, po czym idę schodami. Patrzę na jedną swoją rękę, mam 5 palców. Sprawdzam drugą, mam 5 palców ale jeden (najmniejszy) palec mam wykręcony do góry nogami, tak że paznokieć mam pod spodem i palec zgina się w drugą stronę. Uznałam, że to creepy i przestałam gapić się na dłoń. Myślę sobie czy jest tu gdzieś lustro i że jak je spotkam to lepiej unikać patrzenia w nie. Dochodzę do stołówki i znowu mijam Dżina bez spoglądania na niego. Szukam jedzenia, jakichś słodyczy, ale niczego nie znajduje. Mówię do męża, że musimy iść do sklepu i idziemy, ale w tym sklepie niczego nie ma. Sama woda w zgrzewkach. W sklepie podbiega do nas mały, kudłaty pies i obskakuje. Mąż woła właściciela żeby zabrał psa, ale nie ma reakcji. Po chwili ja krzyczę, że proszę aby odwołać psa i w końcu pies odchodzi. A ja dziękuję tej osobie. Myślę o Lucy w sklepie, ze już nie ma jej z nami i nie musimy nikogo powoływać na opiekę nad nią kiedy nas i mamy nie ma w domu. Jestem zniesmaczona brakiem słodyczy, kiedy wracam z powrotem. Na blacie leżą hamburgery. Biorę jednego i chce przygrzać w mikrofalówce, ale w środku już obraca się czyjąś tortilla z salami. Otwieram mikrofalówkę i widzę, że leży tortilla na dole, na niej salami i inne tortille są przyczepione do ścian mikrofalówki. Kładę hamburgera obok tortilli i zamykam drzwi. Po chwili go wyjmuję i gryzę, jest zimny i niedobry więc odkładam go. Widzę czyjegoś rogala 7days na szafce. Zastanawiam się czy ktoś się skapnie jak go perfidnie zjem. Biorę go w końcu, otwieram i jem. Smak dzieciństwa! Nagle widzę na blacie opakowania z ciastem francuskim i różnymi ciastami, czekoladowymi, waniliowymi. Takie kawałki pakowane osobno. Biorę je i jem każde po kolei. Laska jakaś przychodzi i chce polać wodą te ciasta bym nie mogła ich już jeść. Myślę, że to jej zjadłam rogala i chce się zemścić. Miała taką dużą butelkę wody. Zaczyna polewać. Biorę tą butelkę za szyjkę i odrzucam z całej siły do tyłu. Patrzę na tą dziewczynę i wiem, że moje oczy są czerwone. Ona się zaczyna mnie bać. I koniec snu bo mąż zasunął drzwi od sypialni (wychodził) i mnie obudził.
*
Notatki:
Ten sen pokazuje, że mam już większą odporność psychiczną niż wcześniej. Na jawie sama myśl o dłoniach czy lustrach w snach mnie przeraża, ale tam – w świecie snu – zamiast paniki pojawiła się tylko ciekawość i lekki niepokój. To ogromny postęp.
Dlaczego?
• Dłonie i lustra w snach są jak testy świadomości. Umysł podświadomie je „zniekształca”, bo nie potrafi dobrze odwzorować szczegółów. Dlatego są takie dziwne i niepokojące.
• To, że mimo wszystko spojrzałam i potrafiłam zachować spokój, oznacza, że zaczynam oswajać te „straszne” elementy. To pierwszy krok do tego, żeby w przyszłości nie tylko na nie patrzeć, ale też świadomie nimi sterować.
Wykręcony palec → zamiast paniki, u mnie pojawiło się coś w stylu: „hmm, to creepy, ale okej”. To sygnał, że mój mózg ćwiczy tolerancję na dziwność – a to fundament dla świadomego śnienia. Jeszcze niedawno takie obrazy budziłyby mnie (strach), a teraz przechodzę obok, z ciekawością, i śnię dalej.
Ponad to, przed wejściem w LD nie musiałam kombinować z technikami, powtarzaniem testów rzeczywistości czy długimi przygotowaniami. Sama intencja wystarczyła.
To działa, bo:
• Podświadomość bardzo chłonie takie proste sugestie. Kiedy przed snem powiedziałam sobie „idę spać, czas na świadomy sen!”, moja uwaga ustawiła się na ten tor i we śnie szybko przyszło „olśnienie”.
• To trochę jak zakodowanie alarmu w mózgu – on już wie, że ma „złapać” moment dziwności i wysłać sygnał.
• Dodatkowo mam coraz większą praktykę z marzeniami sennymi i rozpoznawaniem symboli, więc umysł szybciej „przeskakuje” na tryb świadomości.
*
Kolejny sen. Byliśmy z rodzicami, siostrą i mężem nad morzem, nad Bałtykiem. Stałam na piętrze przy przeszklonej ścianie z poddaszem i podziwiałam piękne góry w tle. Uznałam, że morze i góry to całkiem niezły klimat. Chciałam koniecznie sfotografować te góry, ale nie przez szybę. Poszłam więc na zewnątrz, żeby znaleźć mój telefon. Mama i tata jechali osobnym autem i mama powiedziała: „Wyobraź sobie, że jedziesz autem i nagle komunikat (tu mówi po francusku)”. Uznałam, że mama chce się popisać znajomością języka i dlatego cytuje mi po francusku a nie po polsku co się stało. Okazało się, że komunikat mówił o jakiejś wadzie silnika. Ale dojechali mimo tego, bo to był błąd komputera. Mówię, że chce jechać z Adrianem poszukać sklepu jakiegoś i wzięłam kluczyki od samochodu. W hotelu na dole była taka stołówka i był tam nieporządek. Wzięłam swój telefon i zobaczyłam, że mama z siostrą są już na zewnątrz w strojach kąpielowych. Był to wrzesień i było już trochę chłodniej wieczorami. Poszłam robić zdjęcia tych gór. Zamiast jednak tego znalazłam się przy brzegu morza i robiłam zdjęcia wodzie. Była piękna i czysta, jak u źródła potoku górskiego. Nagle pojawił się krab i mama powiedziała, że nie wiedziała, że są tutaj kraby. Potem zauważyliśmy czerwonego raka, robiłam mu zdjęcia z bliska. Potem przypłynął kolejny rak i Adrian krzyczał, że skoro są tu raki to oznacza, że woda jest bardzo czysta. Chcieliśmy koniecznie wykąpać się w tym morzu, wiedziałam, że musimy się spieszyć żeby zdążyć przed zmrokiem, kiedy będzie zimno. Ale mieliśmy jeszcze jechać do tego sklepu. Pojechaliśmy. Zrobiliśmy zakupy i nagle już wracamy. Idziemy na piechotę i zauważyłam takie ładne, drewniane schody z namalowanymi na nimi czerwonymi kwiatami. Mówię mamie, że chcę zrobić sobie zdjęcie na tych schodach i mama powiedziała, że za chwilę sobie zrobię, ale pierw musimy zanieść zakupy. Powiedziałam, że skoro to tak blisko to czemu braliśmy auto. Mama powiedziała że to dlatego, żeby było szybciej. Powiedziała też, że powiesiła warzywa w siatkach wysoko na siatce (na płocie kilkumetrowym z siatki), żeby dzikie psy nie mogły dosięgnąć. Jednak okazało się, że wspięły się na siatkę i ukradły wszystkie warzywa. Poszłyśmy z zakupami i w oddali widziałam już jak Adrian i siostra otwierają kluczem drzwi od naszego domku. Wołam męża i mówię, że chce żeby zrobił mi zdjęcie na schodach. Idziemy więc tam i widzę, że ktoś zakrył parawanem te schody. Pomyślałam, że to pewnie teren prywatny, trudno. Zdjęcia nie było. Trzymałam w ręce kubek kawy. Wróciliśmy, poszłam schodkami w górę i otworzyłam drzwi, nagle Adrian odwraca się i mówi, że cyrk przywiózł zwierzęta na wakacje. Odwracam się więc również i widzę cyrkowy samochód z naczepą, z której wybiega karakal i biegnie przywitać się z moim mężem. Dał się pogłaskać a potem pobiegł w kierunku drzwi, które pracownicy cyrku mu otworzyli i wbiega przez nie. To były takie jakby domki szeregowe. Adrian wbiegł za kotem a ja pomyślałam sobie, co za przypał, mój mąż przeszkadza im w pracy. Nagle biegnie do mnie jakieś małe zwierzątko. Klękam, żeby go przywitać. Podnosi się na dwóch łapkach a przednie łapki kładzie na moim przedramieniu. To skunks. Nagle podnosi ogon i zanim puści gaz z dupala, odchodzę. Idzie pracownik cyrku i mówię mu, że nie mam pojęcia dlaczego ten skunks puścił gaz, że nic mu złego nie zrobiłam. On zaczyna się śmiać. Wtem pojawia się paroletni syn mojej kuzynki i uderza mnie w nogę balonem. Pytam, czy ja mam go tera uderzyć i czy to mu się spodoba, tym bardziej, że mam więcej siły. On zaczyna uciekać, ja doganiam go i z całej siły uderzam balonem (gumowym) w tyłek. Młody beczy a ja odchodzę usatysfakcjonowana. Na szczęście żaden dorosły nie zwraca na niego uwagi. Idę sobie usiąść. Młody już nie beczy, nagle jest kotem domowym. Ja obok siebie mam zabawkę dla kota, taki patyk ze sznurkiem zakończonym piłeczką i piórkami. Biorę go i zaczynam bawić się z kotem.
*
Miałam sen, że przyszła jakaś kobieta do mojego mieszkania. Zapukała i zapytała czy przyszedł list do niej. Z jakimś mandatem. Mówię, że nie, nie było listu. Kobieta była spanikowana, powiedziała, że ten list na pewno przyszedł i żebym go znalazła. Zamknęłam drzwi i następnie siedziałam przy stole z mamą i Adrianem i mama zaczęła nagle bez powodu się ze mnie nabijać a ja wkurzona wstałam i pobiegłam do łazienki. Mama wkurzona jeszcze bardziej moim zachowaniem i gwałtowną reakcją. Nagle do mieszkania przyszła moja kuzynka Paulina i oznajmiła, że ona musi skorzystać z toalety. A ja byłam goła! Nie wiem czemu, może chciałam się wykąpać. Mówię więc, że toaleta zajęta i żeby skorzystała z drugiej toalety (choć u siebie na jawie mam jedną to w tym śnie miałam dwie łazienki), ale ona nagle otworzyła drzwi i wyrzuciła mnie stamtąd, zajmując pomieszczenie. Wyszłam więc i już byłam całkiem zażenowana i zakrawałam się tylko rękami, bo wciąż byłam na golasa. Mama uznała, że podrobimy ten list i ten mandat dla tej kobiety i kazała mi usiąść i wypisać ten mandat. Miałam miliony pytań - skąd ma ten wzór? Jak to wypełnić? Czy kobieta zorientuje się, że to fałszywka? Co nam za to grozi? Mimo tego wypisałam ten mandat. Nagle były moje urodziny ale wcześniej chodziłam w jakimś labiryncie z siostrą. Mój tata siedział tam przy stoliku i dyskutował z kimś o książce, którą kupił z mojego polecenia ale wyznał, że niezbyt ciekawa. Ja znałam całą serię tych książek. To mu powiedziałam, żeby kupił sobie inne książki od tego autora i poinstruowałam go jak znaleźć w necie inne jego książki. Nagle były moje urodziny i impreza na ogrodzie u rodziców. Przy ognisku. Cały czas była noc i każdy tańczył pod jabłonią a ja siedziałam przy piaskowicy i jadłam chleb. Dominika (przyjaciółka) nagle przyszła do mnie i mówi, że oni (ona, mąż jej i syn) już jadą do domu, bo ja się w ogóle nie bawię i nie tańczę i oni jadą i nara. Mówię jej, że ja tylko chleb chcę dojeść (kolacja) i będę tańczyć, ale zauważyłam że jej mąż i dzieciak już są w aucie. Dominika wsiada również i odjeżdżają. Było mi w chuj przykro i smutno. Płakałam. Potem poszłam do pracy i opowiadałam koledze że były moje urodziny i Dominika mnie olała.
*
Ten sen był jakoś w środku nocy i nad ranem kiepsko go pamiętałam. Byłam w jakimś.... pomieszczeniu? Na obozie? W pracy? Czekałam na męża, a kiedy pojawił się, powiedziałam mu, żeby uważał na Mateusza. Mateusz to był facet, który po prostu podejrzanie się zachowywał. Tam był też jakiś sklep, jakby warzywniak. Wzięłam kokosa i rozbiłam go (bardzo łatwo mi poszło), zrobiłam pierw dziurkę (czym? Nie wiem) i wypiłam wodę kokosową, a potem rozłupałam na pół ten kokos i jadłam miąższ, ale to był taki miąższ... Niczym bounty! Zrobiony nie z masy kokosowej a z wiórków kokosowych sklejonych smacznym syropem. Potem do mojego pokoju weszła moja (dawna) przyjaciółka Kinga, żeby się ze mną pogodzić. Bo swego czasu przestała się do mnie odzywać. Przytuliła mnie na znak rozejmu między nami, pamiętam, że miała niebieską sukienkę w białe wzory i dziwnie (nieświeżo) pachniała. Potem poszłam z moim mężem na ulicę i jechałam w takim jakby wózku na deskorolce (sam jechał ten wózek) i znowu miałam kokosa w ręce, tym razem zamiast go otworzyć to pierw... Obierałam go ze skórki! I podjechałam pod kosz na śmieci i wrzuciłam te skórki do kosza. Wtem patrzę, a tu ulicą szła z naprzeciwka starsza Pani, zadowolona, i mówi że super dobry czyn zrobiłam z tymi obierkami, że wrzuciłam je do kosza, była przy tym tak podjarana z tego powodu, a w końcu jak zobaczyła że ja raczej jestem zdziwiona niż zadowolona, zapytała mnie czy to nie jest ok i może jest to trochę nie na miejscu że ona tak mówi i tak się cieszy, wtedy ja się uśmiechnęłam i powiedziałam, że nie i że to dla mnie super motywacja. Później zaczęła na telefonie pokazywać mi swoje zwierzęta, pokazywała pierw myszoskoczki, ale były one bardzo dziwne z takimi mega długimi uszami, taki był jeden duży myszoskoczek (szary), reszta była mniejsza (bura) i ta Pani mówiła że mieszka w bloku i ma psy i ma dla nich tam nawet osobny pokój. Ale potem nagle powiedziała że mieszka na działce ROD, no i zastanawiałam się nad tym czy ona mieszka w końcu w domu czy w bloku, więc o to dopytałam i powiedziała, że mieszka w bloku, ale ma działkę ROD niedaleko. Zastanawiałam się co powiedzieć i jak sprawdzić czy sama jest taka uczynna i czy zbiera ich kupy do worka na każdym spacerze. Następnie przedstawiła mi te swoje psy, pokazywała je na zdjęciach, no i nagle... to jest na żywo! Przybiegły te wszystkie psy i zauważyłam, że ta Pani miała psa mega podobnego do Arissy (mojej suczki), biorę go na ręce i nagle wołają mnie rodzice. Ja do nich podchodzę a oni odbierają ode mnie tego psa i tata bierze takie małe nożyczki do paznokci i zaczyna wycinać mu małe znaczki na poduszeczce u tylnej łapy! Zrobił mu małą rankę. Potem rodzice powiedzieli mi, że muszą ją oznaczyć bo to przecież nasza Arisska. Odchodzę, ale oni znów mnie wołają, więc zawracam. Tata znowu odbiera mi psa, nacina poduszkę psu a mama bierze następnie tego psa i nadgryza to miejsce robiąc większą ranę! Wyrywam im psa. Mówię im że zachowują się jak ciołki, po czym pospiesznie ochodzę i oglądam się za siebie, ale oni pozostają niewzruszeni. Przytulam malucha mocno do siebie i idę w siną dal.






