22-11-2022, 17:02
Jakiś chłopak odkrył wielką poczwórną rybę. Ta ryba przybyła z innego wymiaru. Najpierw wyglądało to tak, że ta ryba była rysowana w przestrzeni. Potem zaczęła się unosić w powietrzu. Usiedliśmy na niej i zaczęła lecieć. Była mowa o tym, że ta ryba nie w każdych warunkach przetrwa, np. w zimnie. Poczułem wtedy w nogach zimno i uniosła się do góry, gdzie było cieplej. Lecieliśmy, gdzieś pomiędzy skałami. Za chwilę wylecieliśmy na drogę. Ryba trochę się zmniejszyła już i obniżyła lot. Po prawej stronie był las i był taki mostek prowadzący do kościoła w tym lesie. Ominęliśmy kościół. W lesie było "dziwne miejsce" widoczne jako falowanie powietrza. Ryba jeszcze bardziej się zmniejszyła i już nie latała, musiałem ją nieść. Szliśmy w stronę tego dziwnego miejsca. Było tam jakieś pole siłowe, bo nas odpychało, ale szliśmy dalej. Ktoś tam siedział. Gdy nas zauważył, wszedł przez drzwi obok do salki. My też tam weszliśmy. To była szkoła. Usiedliśmy w ławce i czekaliśmy, aż zacznie się lekcja. Przyszła nauczycielka. Wtedy wstałem, bo ktoś ukradł rybę. Gdy znalazłem tą osobę, ten rzucił rybę, albo raczej to co zostało z ryby, na podłogę. Były to dwa żelki. Myślałem, że te pozostałości po rybie jakoś urosną jeśli dostaną wody, więc nauczycielka przyniosła dzbanek wody. Niestety ktoś go zabrał do robienia ciasta. Chciałem wtedy wyjść z klasy, ale nauczycielka mnie zatrzymywała. Powiedziałem, że przyszedłem tutaj dobrowolnie i nie ma prawa mnie zatrzymywać. Jakoś udało mi się wyjść. Szedłem korytarzem. Spotkałem jakąś dziewczynę, która zaprowadziła mnie do stołówki (przed drzwiami było okno z widokiem na morze) i dała wody. Wrzuciłem te dwie niby rybki do wody i one jakby zaczęły się poruszać i pić. Powiedziałem, że jeszcze lepiej byłoby jakby dostały sok. Ktoś przyszedł i nalał soku pomarańczowego z pieczarkami. Nie wiem co się stało z niby rybkami, ale w końcu chyba zniknęły.





