28-01-2022, 23:47
28.01.2022
Mój blok, moja klatka schodowa, wszystko jak na jawie, 1:1 oprócz skrzynki na listy, teraz zamontowanej bliżej wejścia (nie zważam na to). Zaglądam do swojej skrzynki i widzę dwie grube koperty. Jedna, podobnych gabarytów znajduje się w skrzynce sąsiadów.
Wyjmuję swoją korespondencję - palcami, bez większego wysiłku. Firmowe koperty z zakładu fotograficznego przywołują wspomnienie snu z 26.11.2022 (stos kopert z negatywami). A zatem... jestem we śnie? - zastanawiam się, idąc do domu. Nie jestem pewna, na którym piętrze się zatrzymać. W sumie, gdzie się nie zatrzymam będzie OK, wszak to tylko sen, czyż nie?
Zatrzymuję się na swoim-nie-swoim piętrze, pod właściwym numerem, który - umieszczony na drzwiach - zmienia się z każdym mrugnięciem. Irytuje mnie to o tyle, że nie mam ochoty się budzić, czując, że tam, za drzwiami mojego-nie-mojego mieszkania czeka mnie wspaniała przygoda (klatka schodowa, niczym na jawie, jest dojmująco brzydka).
Wtem na piętrze pojawia się mężczyzna, niski, niepozorny facet, nieco młodszy ode mnie. Z twarzy podobny zarówno do mojego ojca groteskowo odmłodzonego w appce "upiększającej" (tato w tym wieku tak nie wyglądał), do Toma z Sukcesji jak i do mojego dalszego znajomego. Na lewym policzku ma czarny pieprzyk. Zagaduje.
Oesu, jak mi się nie chce z nim gadać! Chcę do domu! Tam za drzwiami czeka na mnie coś fajnego a ten tu mnie od tego odciąga! Myślicie, że asertywnie przerwę to nieoczekiwane spotkanie? Otóż w tym śnie jestem bardziej sobą niż na jawie. Niestety.
Wręcza mi list. Napisany odręcznie WIELKIMI LITERAMI (nie bez znaczenia jest tu fakt, że jestem w połowie serialu, w którym motyw listów ma istotne znaczenie).
Bez entuzjazmu biorę ten list. Treść jest nieczytelna i/lub alogiczna. Lada chwila się wybudzę. Cholera. A mogłam olać typa i iść do domu. Rychłą pobudkę zwalam na mój wybór - nieasertywnie dałam się zagadać miast działać wg intuicji.
Nie powiem, żebym była zawiedziona po wybudzeniu. Przeciwnie, jestem całkiem rozbawiona.
Mój blok, moja klatka schodowa, wszystko jak na jawie, 1:1 oprócz skrzynki na listy, teraz zamontowanej bliżej wejścia (nie zważam na to). Zaglądam do swojej skrzynki i widzę dwie grube koperty. Jedna, podobnych gabarytów znajduje się w skrzynce sąsiadów.
Wyjmuję swoją korespondencję - palcami, bez większego wysiłku. Firmowe koperty z zakładu fotograficznego przywołują wspomnienie snu z 26.11.2022 (stos kopert z negatywami). A zatem... jestem we śnie? - zastanawiam się, idąc do domu. Nie jestem pewna, na którym piętrze się zatrzymać. W sumie, gdzie się nie zatrzymam będzie OK, wszak to tylko sen, czyż nie?
Zatrzymuję się na swoim-nie-swoim piętrze, pod właściwym numerem, który - umieszczony na drzwiach - zmienia się z każdym mrugnięciem. Irytuje mnie to o tyle, że nie mam ochoty się budzić, czując, że tam, za drzwiami mojego-nie-mojego mieszkania czeka mnie wspaniała przygoda (klatka schodowa, niczym na jawie, jest dojmująco brzydka).
Wtem na piętrze pojawia się mężczyzna, niski, niepozorny facet, nieco młodszy ode mnie. Z twarzy podobny zarówno do mojego ojca groteskowo odmłodzonego w appce "upiększającej" (tato w tym wieku tak nie wyglądał), do Toma z Sukcesji jak i do mojego dalszego znajomego. Na lewym policzku ma czarny pieprzyk. Zagaduje.
Oesu, jak mi się nie chce z nim gadać! Chcę do domu! Tam za drzwiami czeka na mnie coś fajnego a ten tu mnie od tego odciąga! Myślicie, że asertywnie przerwę to nieoczekiwane spotkanie? Otóż w tym śnie jestem bardziej sobą niż na jawie. Niestety.
Wręcza mi list. Napisany odręcznie WIELKIMI LITERAMI (nie bez znaczenia jest tu fakt, że jestem w połowie serialu, w którym motyw listów ma istotne znaczenie).
Bez entuzjazmu biorę ten list. Treść jest nieczytelna i/lub alogiczna. Lada chwila się wybudzę. Cholera. A mogłam olać typa i iść do domu. Rychłą pobudkę zwalam na mój wybór - nieasertywnie dałam się zagadać miast działać wg intuicji.
Nie powiem, żebym była zawiedziona po wybudzeniu. Przeciwnie, jestem całkiem rozbawiona.





