27-01-2022, 00:01
26.01.2022
Pomieszanie z poplątaniem, bez większych walorów fabularnych.
Obejrzawszy wieczorem pierwszy odcinek Dereka wyśniłam całkiem logiczny ciąg dalszy serialu, z czego po wybudzeniu pamiętałam tylko, że ktoś umarł. A kto, na co i dlaczego, pozostanie tajemnicą skitraną głęboko na dnie mojej podświadomości.
Potem jakaś historia, krótka i zamglona, z Michaelem Douglasem w roli zaburzonego typa, który wpierw osacza a potem morduje kobiety. I niby-ja w roli osaczonej, świadoma chorych zagrywek mojego niedoszłego zabójcy, wylękniona, jednak gotowa bronić się i wołać o pomoc.
Jestem w hali sportowej, pośród tłumu ćwiczącej młodzieży, głównie dziewczyn. Trener siatkówki opowiada coś o skuteczności stretchingu, a jego podopieczna, bardzo wysoka dziewczyna, ubrana w bordowy kostium do jogi, z dwoma śliskimi przedmiotami pod stopami, przemierza salę, rozjeżdżając się to na jedną to na drugą nogę (nigdy do pełnego szpagatu). Sunie tak, robiąc imponujące wykroki z jednego końca hali na drugi, podczas gdy pan trener tłumaczy, jak ważne jest regularne rozciąganie (zapobieganie kontuzjom itepe).
Znajduję negatywy zdjęć z wczesnych lat 90. - najmilszych lat mojego życia. Wspaniałe uczucie. Do gustu przypada mi jeden obrazek (patrząc na kliszę, nie widzę negatywu, lecz obraz właściwy). Ja, Mama, Brat, prawdopodobnie synowie sąsiadów i osoba przebrana za mojego ówczesnego idola - Michaela Jacksona z czasów Dangerous Tour. Czarny kapelusz, spod którego wystają pasma czarnych włosów, okulary przeciwsłoneczne, alabastrowa cera, koszula w czerwono-czarną kratę. Jacko jak malowany. Wszyscy prócz MJ uśmiechamy się do obiektywu. Intryguje mnie ten przebieraniec. Kto to jest? Obstawiam naszego śp. sąsiada. Mówię Matce o moim odkryciu - wysokim na metr stosie kopert z negatywami. Chcę je czym prędzej wywołać. Mama nie podziela mojego entuzjazmu. Wywal je - mówi. Ależ mamo... Wywal je - powtarza jeszcze raz albo dwa. OK. Co jak co, na pewno ich nie wywalę...
Pomieszanie z poplątaniem, bez większych walorów fabularnych.
Obejrzawszy wieczorem pierwszy odcinek Dereka wyśniłam całkiem logiczny ciąg dalszy serialu, z czego po wybudzeniu pamiętałam tylko, że ktoś umarł. A kto, na co i dlaczego, pozostanie tajemnicą skitraną głęboko na dnie mojej podświadomości.
Potem jakaś historia, krótka i zamglona, z Michaelem Douglasem w roli zaburzonego typa, który wpierw osacza a potem morduje kobiety. I niby-ja w roli osaczonej, świadoma chorych zagrywek mojego niedoszłego zabójcy, wylękniona, jednak gotowa bronić się i wołać o pomoc.
Jestem w hali sportowej, pośród tłumu ćwiczącej młodzieży, głównie dziewczyn. Trener siatkówki opowiada coś o skuteczności stretchingu, a jego podopieczna, bardzo wysoka dziewczyna, ubrana w bordowy kostium do jogi, z dwoma śliskimi przedmiotami pod stopami, przemierza salę, rozjeżdżając się to na jedną to na drugą nogę (nigdy do pełnego szpagatu). Sunie tak, robiąc imponujące wykroki z jednego końca hali na drugi, podczas gdy pan trener tłumaczy, jak ważne jest regularne rozciąganie (zapobieganie kontuzjom itepe).
Znajduję negatywy zdjęć z wczesnych lat 90. - najmilszych lat mojego życia. Wspaniałe uczucie. Do gustu przypada mi jeden obrazek (patrząc na kliszę, nie widzę negatywu, lecz obraz właściwy). Ja, Mama, Brat, prawdopodobnie synowie sąsiadów i osoba przebrana za mojego ówczesnego idola - Michaela Jacksona z czasów Dangerous Tour. Czarny kapelusz, spod którego wystają pasma czarnych włosów, okulary przeciwsłoneczne, alabastrowa cera, koszula w czerwono-czarną kratę. Jacko jak malowany. Wszyscy prócz MJ uśmiechamy się do obiektywu. Intryguje mnie ten przebieraniec. Kto to jest? Obstawiam naszego śp. sąsiada. Mówię Matce o moim odkryciu - wysokim na metr stosie kopert z negatywami. Chcę je czym prędzej wywołać. Mama nie podziela mojego entuzjazmu. Wywal je - mówi. Ależ mamo... Wywal je - powtarza jeszcze raz albo dwa. OK. Co jak co, na pewno ich nie wywalę...





