20-01-2022, 19:36
20.01.2022
Chodzę na basen z niekłamaną przyjemnością.
Gdybym napisała powyższe na Fejsie do wyłącznego wglądu Znajomych, większość od razu wiedziałaby, że to zdanie otwierające opis snu. Otóż kto mnie zna, ten wie, że spośród najbardziej znienawidzonych rzeczy na świecie, kąpiel w publicznym akwenie, plasuje się w mojej ścisłej topce, gdzieś między dymem nikotynowym a pizzą hawajską. Tyle tytułem wstępu.
Otóż chodzę na ten basen z niekłamaną przyjemnością i zaangażowaniem. Nade mną widmo niezdanej matury. Olewam je (jedną maturę już mam, na co mi kolejna?).
Szukam czegoś w portfelu (jest to czarny, potrójnie składany portfel z taniego sztywnego materiału, niegdyś modny model wśród nastolatków), prawdopodobnie karty wstępu na basen. Znajduję skromny artefakt, popisany czerwonymi literami, jakby znajomą czcionką. Czyżby... Rozkładam portfel a tam... kaseta magnetofonowa ze ścieżką dźwiękową serialu Mr. Robot.
Kaseta, naprawdę? Ktoś chciał mi sprawić prezent i wyjątkowo nie trafił w me gusta. Kto mnie zna, ten wie, co myślę o powrocie do kaset magnetofonowych w dobie Spoti i YT. Podejrzewam kolegę z fandomu MR (ten akurat mógł nie wiedzieć). Przeglądam książeczkę. Zawiera groteskowe rysunki przedstawiające postacie z serialu. Wszystkie wyglądają jak zombie, niektórych nie rozpoznaję.
Mimowolnie przenoszę się do jednego z moich ulubionych uniwersów.
Zaciemniony pub albo jakaś melina. Brudno tu i brzydko. Złowrogo. Tyrell Wellick (tu: nie Martin Wallström lecz Alexender Skarsgård!) zamierza uwieść kolejnego typa. Siedzą przy stole, vis a vis, raczej nieświadomi mojej obecności. Wellick-Skarsgård częstuje towarzysza alkoholem. Nalewa mu piwa, sobie czerwonego wina (albo odwrotnie), mówiąc coś o rocznikach, coś co ma podkreślać jego status bogola, a jednocześnie coś całkiem - jak to we śnie - alogicznego.
Podnoszę kieliszek z czerwonym winem. Brudny i zmatowiały (bogole nie piją z takiego szkła). Nie bacząc na higienę, biorę kilka łyków. Wino jest przepyszne. Wyborne! Nigdy w życiu nie piłam nic równie wspaniałego. Ani we śnie, ani na jawie!
Chodzę na basen z niekłamaną przyjemnością.
Gdybym napisała powyższe na Fejsie do wyłącznego wglądu Znajomych, większość od razu wiedziałaby, że to zdanie otwierające opis snu. Otóż kto mnie zna, ten wie, że spośród najbardziej znienawidzonych rzeczy na świecie, kąpiel w publicznym akwenie, plasuje się w mojej ścisłej topce, gdzieś między dymem nikotynowym a pizzą hawajską. Tyle tytułem wstępu.
Otóż chodzę na ten basen z niekłamaną przyjemnością i zaangażowaniem. Nade mną widmo niezdanej matury. Olewam je (jedną maturę już mam, na co mi kolejna?).
Szukam czegoś w portfelu (jest to czarny, potrójnie składany portfel z taniego sztywnego materiału, niegdyś modny model wśród nastolatków), prawdopodobnie karty wstępu na basen. Znajduję skromny artefakt, popisany czerwonymi literami, jakby znajomą czcionką. Czyżby... Rozkładam portfel a tam... kaseta magnetofonowa ze ścieżką dźwiękową serialu Mr. Robot.
Kaseta, naprawdę? Ktoś chciał mi sprawić prezent i wyjątkowo nie trafił w me gusta. Kto mnie zna, ten wie, co myślę o powrocie do kaset magnetofonowych w dobie Spoti i YT. Podejrzewam kolegę z fandomu MR (ten akurat mógł nie wiedzieć). Przeglądam książeczkę. Zawiera groteskowe rysunki przedstawiające postacie z serialu. Wszystkie wyglądają jak zombie, niektórych nie rozpoznaję.
Mimowolnie przenoszę się do jednego z moich ulubionych uniwersów.
Zaciemniony pub albo jakaś melina. Brudno tu i brzydko. Złowrogo. Tyrell Wellick (tu: nie Martin Wallström lecz Alexender Skarsgård!) zamierza uwieść kolejnego typa. Siedzą przy stole, vis a vis, raczej nieświadomi mojej obecności. Wellick-Skarsgård częstuje towarzysza alkoholem. Nalewa mu piwa, sobie czerwonego wina (albo odwrotnie), mówiąc coś o rocznikach, coś co ma podkreślać jego status bogola, a jednocześnie coś całkiem - jak to we śnie - alogicznego.
Podnoszę kieliszek z czerwonym winem. Brudny i zmatowiały (bogole nie piją z takiego szkła). Nie bacząc na higienę, biorę kilka łyków. Wino jest przepyszne. Wyborne! Nigdy w życiu nie piłam nic równie wspaniałego. Ani we śnie, ani na jawie!





