26-04-2021, 22:22
Przypomniałem sobie o tym temacie i uznałem, że opiszę coś, co przytrafiło mi się już dobre parę miesięcy temu (albo jeszcze wcześniej). Schemat podobny: budzę się, coś się we mnie blokuje i dąży uparcie w jakimś określonym kierunku. Pamiętam, że tym razem nie było konkretnych myśli... albo były, tylko po otrzeźwieniu nie mogłem ich wydobyć. Dominowało natomiast narastające uczucie strachu, przypominające trochę atak paniki, tak myślę. Pamiętam tylko to, samo uczucie i zdezorientowanie, gdy bezskutecznie usiłowałem określić, czego się boję. W pewnym momencie musiałem wstać, przejść się po mieszkaniu, bo miałem wrażenie, że zaraz umrę. Gdy lęk odpuścił, położyłem się znowu, kompletnie zdezorientowany wpatrywałem się w sufit i próbowałem ustalić, co się w ogóle odwaliło w mojej głowie.
Tak sobie myślę, że przypominało to trochę kulminacyjny moment koszmaru, gdzie lęk narasta, a potem się gwałtownie budzisz. Tylko przeniesiony na jawę, skąd nie ma ucieczki.
No, ale w odróżnieniu do reszty przypadków, tutaj przypominało to mocno atak paniki.
Tak sobie myślę, że przypominało to trochę kulminacyjny moment koszmaru, gdzie lęk narasta, a potem się gwałtownie budzisz. Tylko przeniesiony na jawę, skąd nie ma ucieczki.
No, ale w odróżnieniu do reszty przypadków, tutaj przypominało to mocno atak paniki.





