14-01-2021, 22:55
witam dzisiaj przychodzę z dosyć małym problemikiem bo nie dawno (wczoraj) miałem swoje pierwsze pełnoprawne LD w życiu. i problem polega na tym że po uświadomieniu spróbowałem przywołać osoby w taki sposób że pomyślałem że za tymi drzwiami będzie ta osoba ale to nie działa nie wiem czemu. a jak już coś zadziała to przywołują mi się jakieś czarnuchy
albo jakieś inne losowe osoby
ogółem całe LD wyglądało tak:
był jakiś tam nieświadomy sen już nawet nie pamiętam za bardzo jaki a nie chce mi się iść po dziennik.
ogółem zorientowałem się że to sen po tym że jak stanąłem przed lustrem to w tym lustrze nie zobaczyłem siebie tylko kogoś innego po tym jak to zobaczyłem zrobiłem TR i sen był świadomy już i na początek spróbowałem przywołać jakąś osobę ale coś nie wychodziło no to po pewnym czasie się wkurzyłem i postanowiłem wyjść z domu na ulice w nadziei że kogoś tam spotkam. jak wyszedłem na ulicę to nikogo nie było a na parkingu wszystkie samochody były zniszczone i w tedy popełniłem błąd którego żałuje bo zacząłem się zastanawiać ile czasu mi zostało do końca snu i w tedy się obudziłem.
moje zdanie na ten temat jest takie ze chyba dalej nie miałem 100% świadomości w tym śnie miałem jakieś 50 albo 60 % bo w ogóle nie przyszło mi do głowy to żeby latać albo żeby porobić coś innego niż przywoływanie osób. i też zauważyłem jedną ciekawą rzecz. że w tym śnie nie mogłem mówić, a jak próbowałem to żaden dźwięk sie nie wydobywał ewentualnie potem udało mi się powiedzieć kila słów.
końcowe pytanie brzmi: dlaczego jak chce przywołać osobę to się nie przywołuje?,jak mieć większą kontrole nad snem?
albo jakieś inne losowe osoby
ogółem całe LD wyglądało tak:
był jakiś tam nieświadomy sen już nawet nie pamiętam za bardzo jaki a nie chce mi się iść po dziennik.
ogółem zorientowałem się że to sen po tym że jak stanąłem przed lustrem to w tym lustrze nie zobaczyłem siebie tylko kogoś innego po tym jak to zobaczyłem zrobiłem TR i sen był świadomy już i na początek spróbowałem przywołać jakąś osobę ale coś nie wychodziło no to po pewnym czasie się wkurzyłem i postanowiłem wyjść z domu na ulice w nadziei że kogoś tam spotkam. jak wyszedłem na ulicę to nikogo nie było a na parkingu wszystkie samochody były zniszczone i w tedy popełniłem błąd którego żałuje bo zacząłem się zastanawiać ile czasu mi zostało do końca snu i w tedy się obudziłem.
moje zdanie na ten temat jest takie ze chyba dalej nie miałem 100% świadomości w tym śnie miałem jakieś 50 albo 60 % bo w ogóle nie przyszło mi do głowy to żeby latać albo żeby porobić coś innego niż przywoływanie osób. i też zauważyłem jedną ciekawą rzecz. że w tym śnie nie mogłem mówić, a jak próbowałem to żaden dźwięk sie nie wydobywał ewentualnie potem udało mi się powiedzieć kila słów.
końcowe pytanie brzmi: dlaczego jak chce przywołać osobę to się nie przywołuje?,jak mieć większą kontrole nad snem?
LD - 50
Sny o LD - 7
FA - 11
Sny o LD - 7
FA - 11





