16-09-2020, 13:05
Ciemno jest, bo pada silnie deszcz. Zbiera się wszędzie głęboka woda. A przed chwilą podlewałem rośliny, niepotrzebnie. Te rośliny przeniosły się w inne miejsce niż na prawdę. Nie wiadomo skąd przyszła jakaś kobieta i mówi, że na lewej powiece mam robaka. Wyciągnęła go i gdzieś rzuciła. Niby to normalne, że teraz takie małe robaki mogą wchodzić do oczu. Jakoś się nachyliliśmy nad ziemią i obserwowaliśmy jak idzie ten robal. Tam chodziło więcej taki małych robaczków, były czarne i zaokrąglone. Szedł w naszą stronę, a ja się nie mogłem podnieść z tej ziemi. Jeszcze mi wejdzie znowu na powiekę. Skręcił jednak w inną stronę i dopiero wtedy mogłem wstać. Zobaczyłem, że tam było pełno błota. Była noc. Ta kobieta weszła do swojego auta i odjechała. Przeszedłem do słonecznego dziennego snu bez deszczu. Szedłem przejściem pomiędzy jakimiś blokami. Po lewej stronie był wąski pas piachu. Gdzieniegdzie rosły chwasty. Szedłem jakbym miał związane nogi w kolanach. Tam mogły być te robale lub pająki w tych chwastach. W połowie przeskoczyłem na chodnik po prawej stronie. Korzeń wystawał pomiędzy kaflami. Usłyszałem jak mówią, że w końcu (albo dopiero) po iluś tam miesiącach będą szukać tej porwanej dziewczyny. Mogło jednak chodzić o to, że już znaleźli jej martwe ciało.





