NeuroWonderland
Jesteśmy na hali sportowej. Są tam prowadzone jakieś eksperymenty z laserami i hologramami. Na suficie i ścianach pulsują, przemieszczają się cienie, zmieniają kształty, pojawiają i zanikają chmury. Nagle coś się zmienia, faluje, wyłaniają się bardziej fizyczne struktury. Wiemy, że to czterowymiarowe istoty chcą wejść do naszej rzeczywistości. Leci rój pszczół. Przez chwilę widzę jak w tłumie idzie królowa pszczół. Uciekają. Następuje walka. Szerszenie ich wygoniły. Wszyscy cicho siedzą w gęsto ustawionych krzesłach. Starszy siwiejący pan w okularach wygłasza swoją mowę. "Przejmujemy władzę tutaj!" Resztki pszczół wyleciały. Cały byłem w miodzie. Jakąś szmatką czy kartką starłem grubszą część miodu z ubrania. Spodnie i tak zostały mokre od tego miodu. Mam łuk. Strzelam w przedstawiciela szerszeni. Strzała niby trafia, ale nic mu nie robi. Nie wiem czy przeleciała czy zniknęła. Strzelam dodatkowych kilka razy i nic, dalej stoi. Tamten też ma łuk, strzela w moją stronę. Odbijam strzały łukiem. Trzeba uciekać. Znowu strzela. Ja czekam przed szklanymi drzwiami, aż się otworzą. Strzały, co dziwne, czekają za mną w powietrzu. Wreszcie wybiegam przez te drzwi, a strzały za mną. To są strzały samonaprowadzające! Przebiegam przez różne korytarze. Wchodzę do sali, która miała z jednej strony same okna. Przy drzwiach leży w łóżku chłopiec, może siedmioletni. Jest chory, ma gorączkę. Nad nim stoją jego matka, babcia i kilka innych osób. Przez drzwi wbiega jakaś kobieta, a za nią potwory wysłane przez szerszeniowców. Przytrzymuję przez chwilę drzwi, ale na nic. Tamta wyskakuje przez okno. No to ja też. Ci co zostali będą pewnie pozagryzani i zjedzeni. Wyskakuję. To jest jakby Nowy Jork tylko taki jeszcze nowszy. Wszędzie wysokie wieżowce, biel i połysk metalu. Już wskakuję na płaski budynek i chcę się wspinać na wyższy, a tu helikopter leci, więc bez sensu. Biegnę naokoło. Przechodzę znowu przez te szklane (chyba obrotowe) drzwi. Tym razem wchodzę do podziemi. Tam są szatnie i łazienki. Mijam grupę walczącą. Przechodzę do łazienki. W środku są dwie osoby. Na zewnątrz ustawili swoje bronie, młot i miecz. Zostawiam tam mój łuk. Przewróciły się ich rzeczy i narobiły hałasu. Wybiegam na zewnątrz. Jest już ciemna noc. Słyszę głos z megafonu "Przywołajcie Mentalistę!". Niedaleko widzę kogoś kto tam stoi, to nie Mentalista, to ktoś podobny do ochroniarza, uczeń Mentalisty. Chyba jest przyjacielem. Nie doniesie na mnie. Mentalista wychodzi z dworca kolejowego i zbliża się w naszą stronę. Tak się kończy sen.
OMANDSAPGKNRWAEHL or by being near in deep space now listen FIOEY quiet number wonderful peace. KLOFMDMANELLIGGLOOSK.
POKLOP, SOPOUCH, KOMPOTARNA, BUDOAR, PLANINA, LESIK, MAJAK, LEJE DESZCZ.BAT, PIŁECZKA KAUCZUKOWA.ZIP
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
(06-09-2020, 12:46 )Neurocosmic napisał(a):  Tamta wyskakuje przez okno. No to ja też. Ci co zostali będą pewnie pozagryzani i zjedzeni.
Ten fragment mnie rozbawił. :)
A to dlatego że akcja stała się nagle  bardzo dynamiczna, a ty  postanowiłeś nie owijać w bawełnę.
Od kiedy wstałem, nie śpię już! 
Zalewa mnie ocean mórz!
LD 11
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post
Ciemno jest, bo pada silnie deszcz. Zbiera się wszędzie głęboka woda. A przed chwilą podlewałem rośliny, niepotrzebnie. Te rośliny przeniosły się w inne miejsce niż na prawdę. Nie wiadomo skąd przyszła jakaś kobieta i mówi, że na lewej powiece mam robaka. Wyciągnęła go i gdzieś rzuciła. Niby to normalne, że teraz takie małe robaki mogą wchodzić do oczu. Jakoś się nachyliliśmy nad ziemią i obserwowaliśmy jak idzie ten robal. Tam chodziło więcej taki małych robaczków, były czarne i zaokrąglone. Szedł w naszą stronę, a ja się nie mogłem podnieść z tej ziemi. Jeszcze mi wejdzie znowu na powiekę. Skręcił jednak w inną stronę i dopiero wtedy mogłem wstać. Zobaczyłem, że tam było pełno błota. Była noc. Ta kobieta weszła do swojego auta i odjechała. Przeszedłem do słonecznego dziennego snu bez deszczu. Szedłem przejściem pomiędzy jakimiś blokami. Po lewej stronie był wąski pas piachu. Gdzieniegdzie rosły chwasty. Szedłem jakbym miał związane nogi w kolanach. Tam mogły być te robale lub pająki w tych chwastach. W połowie przeskoczyłem na chodnik po prawej stronie. Korzeń wystawał pomiędzy kaflami. Usłyszałem jak mówią, że w końcu (albo dopiero) po iluś tam miesiącach będą szukać tej porwanej dziewczyny. Mogło jednak chodzić o to, że już znaleźli jej martwe ciało.
OMANDSAPGKNRWAEHL or by being near in deep space now listen FIOEY quiet number wonderful peace. KLOFMDMANELLIGGLOOSK.
POKLOP, SOPOUCH, KOMPOTARNA, BUDOAR, PLANINA, LESIK, MAJAK, LEJE DESZCZ.BAT, PIŁECZKA KAUCZUKOWA.ZIP
Znajdź wszystkie posty użytkownika
Odpowiedz cytując ten post


Skocz do:

UA-88656808-1