02-02-2020, 19:59
02.02.2020
10/10
10/10
Poszedłem spać jak zwykle nawet nie myśląc o przygodach sennych, ale miałem budzik na 8:30 i go wyłączyłem i wstałem o 10:00. Była jakaś apokalipsa i uciekliśmy z miasta na wąskie pole gdzie po dwóch stronach był las, zbudowaliśmy osadę i żyliśmy chwilkę i mieliśmy zwierzęta ale po to by je uratować a nie jeść (ptaszki, psy i inne)to miasto było w oddali i miało wielkie wieżowce. Po dłuższym czasie zaczęły się palić i grzmić i już od tamtej pory było słychać coraz większy grzmot i już wiadome było że zaraz coś się stanie, przed osada był most długi u musieliśmy przejść przez niego, no to zebraliśmy się wzięliśmy najkosztowniejsze rzeczy i przeszliśmy. Po chwili był wielki wybuch jak bomba atomowa od strony miasta i fala dosięgnęła aż do osady(te fale uderzeniowe były do jakiegoś momentu jak strefa w grach Battle Royale) no i odsapnęliśny, trochę zbudowaliśmy coś, jakieś tory i ogródek z patyków, bo wszystko budowaliśmy z patyków i drewna a było nas z 50 osób w tym moja babcia. My coś budujemy, dokładnie płot z patyków od strony miasta które po eksplozji było nienaruszone, i buduje ten płot z babcią i okazuje się(już to wiedziałem) że to jest gra jakby życie + 7 days to die + Battle Royale apokalipsa. I ja się jej o coś spytałem a ona mówi że to ona założyła ten serwer a ja myślałem że to był mój, ale ten sen to nie była gra tylko jakby realnie ale aspekty z gier. Skończyliśmy budować. Z czasem widać było na horyzoncie że to miasto znów coś robi dziwnego, nagle grzmot a ono coraz bardziej robi się jakby z płomieni. Więc wzięliśmy dobytek ale było go więcej i był znowu most, a ziemia za naszą osadą tam w stronę miasta była zawalona z 3km w dół, i od strony mostu też, a on był w przeciwnym kierunku do miasta. Więc ludzie zaczęli iść w stronę mostu gdzie na końcu ale daleko bardzo był portal wielki, ale ja, babcia i jakiś mnich troche później zaczęliśmy iść w stronę portalu dlatego że chcieliśmy zabrać wszystko zwierzęta. I od strony miasta tam gdzie było zapadlisko, były tam jakby te bele z metalu jak konstrukcja a tam woda w tym i w niej ryby i jakieś drobne zwierzątka(w tym śnie byłem bardzo wrażliwy bo to był koniec ziemi, ludzkości) i patrzę a babcia stoi a ten mnich leży przy tej wodzie i płacze (wiedziałem że chodzi o te zwierzęta że szkoda mi ich) i ja położyłem się obok tej wody gdzie te ryby umierały już (ta woda miała z 30cm głębokość i a ryby były wielkości połowy ręki) i się położyłem, wzruszyłem bardzo, bo też mi było ich żal, a to koniec, i już słyszę grzmot tak mocny, ale my tam jesteśmy nadal przy tej "konstrukcji" (jak się patrzyło w miasto to było tylko ono, ziemi trochę i lasy po bokach ale między nim a nasza osadą nic na dole nie było bo była zapadnia ogromna) i widzę i czuję że coś się zaczyna i mocne wzruszenie (czułem że to jest piękne) i spokój. Nadal leżę i wstaje bo ciągle te grzmoty("apokalipsy") są coraz duże a to miasto jest czerwone i się pali(z 5 wieżowców) i zaczynamy iść powoli ale ja patrzę w stronę miasta i nagle to się nasila i widzę ten wybuch i przez ułamek sekundy jak przed całym moim horyzontem aż po chmury jest taka eksplozja dziwna bo skomplikowany wygląd miała jakby wymieszane chmury czerwone z grzybem atomowym i przez sekundę nic nie poczułem, ostatnie uczucie to było wzruszenie i trochę żalu. I się budziłem. Od razu dodaje: strefa była aspektem z pubg-a chyba, apokalipsa 7 days to die czyli apokaliptyczna gra bo pamiętam że jak budowałem coś to podobnie jak w tej grze, a eksplozja jak w Skyrim gdy się zabija Alduina i się spojrzy w niebo to ono jest takie piękne i dziwne to w tym śnie było identyczne ale czerwone, rzadko mam takie uczuciowe z mocnymi emocjami sny.





