04-01-2020, 14:46
Dzisiejszy sen:
Zostałam złapana przez Boltonów (tych chujków z GoT) i przetrzymywana w ich Klanie. Nie byłam tym z początku szczególnie przejęta, wręcz czułam, że z tego wyjdę cało. Kiedy przechadzałam się po ich zamku, napadło na mnie jakieś murzyńskie dziecko, właściwie nastolatek, z nożem. Nie wystraszyło mnie to, wręcz miałam w dalszym ciągu dosyć olewcze podejście. Oboje z murzynem w tym samym czasie przystawiliśmy sobie do gardła noże. Zapytałam go: „I co, teraz zabawa w „kto pierwszy wbije nóż?”” – wtem na dziedziniec wszedł prawdopodobnie ojciec murzyna, pytając go podenerwowany: „Co robisz dziewczynie?!” Murzyn nie odpowiedział nic, za to szybko cofnął nóż z mojego gardła i prysnął. Poszłam dalej, przed siebie, kontynuując przechadzkę i wtem przede mną pojawił się ten, który to mnie we własnej osobie porwał i był odpowiedzialny za uprowadzenie i przetrzymywanie mnie. Powiedział mi, że mam się zmierzyć z nim na miecze, a jeśli przegram, stracę życie. Wtedy odczułam we śnie emocje – strach i zdeterminowanie. Miałam przygotować się do walki. W pobliżu mnie stał wbity w ziemię krzyż ze sztandarem na nim, na którym to sztandarze widniał obdarty ze skóry człowiek – symbol Boltonów. Chwyciłam krzyż. Wyszłam na arenę, trzymając w rękach owy krzyż, a za pasem spodni, z tyłu, miecz. Porywacz stał naprzeciwko mnie. Na jego oczach, powoli krocząc ku niemu, pierw obróciłam miecz do góry nogami, a potem przełamałam krzyż na pół, drąc tym samym sztandar, i odrzuciłam dwie części zniszczonego już krzyża na bok. Wyjęłam miecz zza siebie i skierowałam go ostrzem na przeciwnika. Obok mnie było lustro, odwróciłam głowę, by przejrzeć się jeszcze przed walką – miałam włosy związane w wysoki kucyk i obcisły kostium na sobie. Odwróciłam głowę z powrotem, mierząc się z porywaczem. Trzymając miecz w prawej dłoni, lewą dłonią wykonałam ruch jakbym przejechała nią po ostrzu miecza, które zaczęło płonąć (to także motyw z GoT). Czułam, że rękojeść miecza oraz moja prawa dłoń trzymająca ją także płoną – spojrzałam na tę płonącą dłoń i doskonale byłam w stanie dojrzeć nawet najdrobniejsze płomyki, które wcale nie raniły, a delikatnie pieściły skórę. Byłam w końcu Alfą Ognia, ogień nie mógł mnie zranić, za to mógł dodać mi sił. Rozpoczęła się walka. Oboje wykonaliśmy atak, nasze miecze z brzdękiem uderzyły o siebie. Przeciwnik zawahał się chwilę, po czym chwycił po swoją tarczę, z logiem Boltonów na niej. Powiedziałam „Tak, to dobry pomysł, bo z Tobą nic nigdy nie wiadomo”, po czym także sięgnęłam po swoją tarczę – czerwoną, z logiem Klanu Ognia (czarny smok na czerwonym tle). Czułam bardzo dobrze tarczę w dotyku, czułam każdą wibrację tarczy i jej odbicie, kiedy miecz przeciwnika w nią uderzył. Oddałam atak. Pudło – tarcza. Jeszcze raz. I on i ja jednocześnie. Oboje spudłowaliśmy – tarcze. W końcu uderzyłam swoją tarczą o tarczę przeciwnika tak, że ta wypadła mu z rąk. Skorzystałam z chwili dezorientacji porywacza i wbiłam miecz w jego tors. Zrobiłam to jednak na tyle delikatnie, że miecz nie przebił go na wylot. Jednocześnie zrobiłam to na tyle mocno, że poczułam pod ręką opór kości żebrowej, a w uszach zagrzmiał mi chrupot. Okazało się, że trafiłam prosto w obojczyk. Przeciwnik przeraził się nie na żarty, po czym padł na kolana, panicznie zawodząc. Pytam „co teraz?” acz odpowiada mi tylko szloch. Ponawiam więc pytanie: „jeszcze nie wbiłam miecza do końca, zatem pytam, co teraz?”, acz odpowiada mi wciąż głuche, histeryczne zawodzenie. W tej chwili rozumiem, że ciemiężca tak naprawdę wcale nim nie był, a został zmuszony do porwania mnie i walki ze mną przez kogoś wyżej rangą od niego. Cofam miecz. Klękam przy nim, dotykając ranę palcami i oceniając na ile poważna ona jest. Budzę się, bo mój kolega-ciota postanowił o 4:30 nad ranem powysyłać mi serię SMS-ów.
Notatki:
- odczuwanie emocji,
- możliwość dostrzeżenia nawet drobnych szczegółów, co zwykle w snach nie jest u mnie mozliwe,
- świetny sen z rozbudowaną, fajną fabułą i rozbudowanym trybem walki,
- odczuwanie bodźców fizycznych z dokładnością,
- reflekcje we śnie, które nachodziły mnie bez poparcia dowodami czy doświadczeniem (jasnowidzenie?)






