27-10-2019, 17:24
Chyba źle przeczytałeś ich nauki skoro twierdzisz że np. Chrystus nauczył o braku ja.
Zresztą czy śmiesz zaprzeczać La Veyowi, Jungowi, Kantowi, Kartezjuszowi, naszym krajowym pozytywistom i hedonistom? Weź lepiej swoje leki i zachowaj swoje słowa dla siebie bo jeszcze ktoś w nie uwierzy i się zboczy.
Żeby nie rzucać bezczelnie jak kolega wyżej opowiem jak należy interpretować nauki Chrystusowe. Jemu nie chodzi o to by wyzbyć się siebie, w jego naukach nasze życie poświęcamy Bogu i bliźniemu. Nie mamy nikomu okazywać złego, na zło mamy reagować miłością a wszystko po to byśmy byli wynagrodzeni w niebie.
Może to ostatnie nie jest teraz dla nas pewne ale taki dobry styl życia sprawi że pojawi się w nim więcej dobrego. Dobro przyciąga dobro. Jeżeli sprawimy komuś przykrość bądź wyrządzimy szkodę, to jak to się kolokwialnie mówi karma powróci i też poczujemy to zło. Siejąc dobro zasiejemy dobro, przez co wokół nas pojawi się wesoły i radosny świat.
Generalnie też, porzucając to co jest napisane w biblijnych przypowieściach, żeby poczuć szczęście musimy mieć jakiś punkt odniesienia do tego co nas smuci. Radość jest antytezą cierpienia, bez jednego nie ma drugiego. Są to dwie różne strony tej samej moenty, jak miłość i nienawiść. Nasze ja ukierunkowywuje sobie za życia jak ma reagować na coś, dzięki czemu przeżyjemy dane emocje. Możemy sztucznie wyćwiczyć aby nie czuć nic, żeby hermetyczne wahadło emocji nami nie kontrolowało. Jak to już sobie możecie poczytać w odpowiednich tekstach. Ale nie będę rzucał pereł przed świnie bo ktoś jeszcze źle zinterpretuje.
Zresztą czy śmiesz zaprzeczać La Veyowi, Jungowi, Kantowi, Kartezjuszowi, naszym krajowym pozytywistom i hedonistom? Weź lepiej swoje leki i zachowaj swoje słowa dla siebie bo jeszcze ktoś w nie uwierzy i się zboczy.
Żeby nie rzucać bezczelnie jak kolega wyżej opowiem jak należy interpretować nauki Chrystusowe. Jemu nie chodzi o to by wyzbyć się siebie, w jego naukach nasze życie poświęcamy Bogu i bliźniemu. Nie mamy nikomu okazywać złego, na zło mamy reagować miłością a wszystko po to byśmy byli wynagrodzeni w niebie.
Może to ostatnie nie jest teraz dla nas pewne ale taki dobry styl życia sprawi że pojawi się w nim więcej dobrego. Dobro przyciąga dobro. Jeżeli sprawimy komuś przykrość bądź wyrządzimy szkodę, to jak to się kolokwialnie mówi karma powróci i też poczujemy to zło. Siejąc dobro zasiejemy dobro, przez co wokół nas pojawi się wesoły i radosny świat.
Generalnie też, porzucając to co jest napisane w biblijnych przypowieściach, żeby poczuć szczęście musimy mieć jakiś punkt odniesienia do tego co nas smuci. Radość jest antytezą cierpienia, bez jednego nie ma drugiego. Są to dwie różne strony tej samej moenty, jak miłość i nienawiść. Nasze ja ukierunkowywuje sobie za życia jak ma reagować na coś, dzięki czemu przeżyjemy dane emocje. Możemy sztucznie wyćwiczyć aby nie czuć nic, żeby hermetyczne wahadło emocji nami nie kontrolowało. Jak to już sobie możecie poczytać w odpowiednich tekstach. Ale nie będę rzucał pereł przed świnie bo ktoś jeszcze źle zinterpretuje.





