06-07-2019, 11:22
Zamknięta brama do szczęścia
Gdem węgielne niebo kolorem wilka poczyna się mienić
Niczym ów zwierz ciemność jak łanię przegania
Na czarną smołę wpływa błękitu morze będące zwiastunkiem poranka
Jam zaś patrzę na te boskie zjawiska
Tańce planet ,gwiazd blaski ,nieb rozlewiska
Ze mną na szczycie jedyny mój wierny przyjaciel
Blady ,smutny ,obolały ,jak ja losem umęczon
Posuwam się smętnie w jego stronę
Nagie me stopy lekko szczypie granatowa papa
Chciałbym na koniec uściskać mej niedoli kompana
Lecz przede mną jedynie zachęcająca swym powabem nicość się mieni.
Choć wschodzące słońce budzi się już ze spoczynku
Choć w oddali rudzik swą pieśń miłosną już gra
Choć już kogut pieje gdzieś hen daleko na wsi
Wszak pode mną osiem pięter spiących dusz
Zazdroszcząc im spokoju serca
Spoglądam raz ostatni w głębię krajobrazu
Wzrok kieruję w pustego dziennika stronę
Dzierżony przez mą dłoń niezapisany od dawna
Okładkę mienią litery zaledwie dwie
eL
i
De
Zapisane przed laty moimi rękami
Rękami szczęśliwymi
Rękami dumnymi
Rękami pewnymi iż niedługo dane im będzie wejść świadomie do arkadyjskiej krainy snów
Krainy o której słyszały już tak wiele od tak wielu
Lecz ten czas nigdy dla nich nie nastał
Mijały długie dni ,parszywe miesiące tudzież rozpaczliwe lata
Aliści bramy snu świadomego dla mnie na wieczność zamknięte
Teraz stoję tu na dachu świata
Dziennik leci w dół
Ostatkiem wiary zaciskam nos palcami swemi
Nieszczęsny spodziewany efekt
Dziś nadzieja umarła przedostatnia.
Gdem węgielne niebo kolorem wilka poczyna się mienić
Niczym ów zwierz ciemność jak łanię przegania
Na czarną smołę wpływa błękitu morze będące zwiastunkiem poranka
Jam zaś patrzę na te boskie zjawiska
Tańce planet ,gwiazd blaski ,nieb rozlewiska
Ze mną na szczycie jedyny mój wierny przyjaciel
Blady ,smutny ,obolały ,jak ja losem umęczon
Posuwam się smętnie w jego stronę
Nagie me stopy lekko szczypie granatowa papa
Chciałbym na koniec uściskać mej niedoli kompana
Lecz przede mną jedynie zachęcająca swym powabem nicość się mieni.
Choć wschodzące słońce budzi się już ze spoczynku
Choć w oddali rudzik swą pieśń miłosną już gra
Choć już kogut pieje gdzieś hen daleko na wsi
Wszak pode mną osiem pięter spiących dusz
Zazdroszcząc im spokoju serca
Spoglądam raz ostatni w głębię krajobrazu
Wzrok kieruję w pustego dziennika stronę
Dzierżony przez mą dłoń niezapisany od dawna
Okładkę mienią litery zaledwie dwie
eL
i
De
Zapisane przed laty moimi rękami
Rękami szczęśliwymi
Rękami dumnymi
Rękami pewnymi iż niedługo dane im będzie wejść świadomie do arkadyjskiej krainy snów
Krainy o której słyszały już tak wiele od tak wielu
Lecz ten czas nigdy dla nich nie nastał
Mijały długie dni ,parszywe miesiące tudzież rozpaczliwe lata
Aliści bramy snu świadomego dla mnie na wieczność zamknięte
Teraz stoję tu na dachu świata
Dziennik leci w dół
Ostatkiem wiary zaciskam nos palcami swemi
Nieszczęsny spodziewany efekt
Dziś nadzieja umarła przedostatnia.
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





