12-01-2019, 10:44
Zasnąłem jakoś po 22, po obejrzeniu nowego odcinka wikingów na History channel.
Znalazłem się w dziwnym, ciemnym i chłodnym mieście. W powietrzu można było wyczuć mroczne napięcie i zapach strachu, czułem też czyjąś obecność, jakby lodowaty oddech na moim karku. Rozglądnąłem się wokół, wszędzie brzydkie kamienice z zabitymi oknami, lekka poświata księżyca przebijającego się zza chmur oświetlająca złowrogi plac przed zniszczoną kaplicą cmentarną. Wiedziałem, że jestem tutaj w jakimś celu, nie wysłano mnie bez powodu.
Podchodząc do kaplicy, poczułem telepatyczny atak na mój umysł i wtedy zrozumiałem - jestem łowcą demonów. Siła ataku nasilała się, demon przekazywał mi obrazy i uczucia przepełnione bólem ludzkich dusz. W moim umyśle narastała psychoza, otrzymałem solidną porcję psychodelicznych scen z piekła, które ciężko opisać. Wydawało mi się, że demoniczny byt do czegoś mnie potrzebuje, jakby wykorzystywał mój umysł do jakichś kalkulacji, których nie potrafi zrobić sam. Siłą woli przebijałem się przez nienawiść i cierpienie, jakie na mnie zsyłał i starałem się zrozumieć czego próbuje dokonać. Upadłem na kolana.
Demon wykonywał skomplikowane obliczenia, używając cyfr i działań, których nie znałem... dotarło do mnie, że robi symulację inwazji piekielnych istot na świat ludzi, w którym rasa ludzka jest zniewolona, a uwolnione z piekielnych czeluści istoty żerują na naszym strachu i cierpieniu. W nagłym przypływie odwagi wyrzuciłem demona z mojej głowy i przepuściłem psychokinetyczny kontratak, czułem, że jestem dużo potężniejszy niż wcześniej, jakby ten skubaniec zostawił część swoich mocy w mojej głowie. Istota pod naporem mojej siły złamała się, a jej obecność zupełnie zniknęła.
Złożyłem raport z akcji przed kobietą ubraną w olśniewająco białą suknię. Dostałem zapłatę za robotę w wysokości 15 tyś złotych i wysłano mnie na kolejne zlecenie.
Unosiłem się nad miastem jakby półświadomy, że znajduję się w świecie snu. Taka iskierka świadomości wewnatrz umysłu, której nie da się wykorzystać do końca, jednak potrafiłem używać zdolności latania wykorzystywanej w LD.
Widziałem hologram mapy miasta, skanowałem ulicę w poszukiwaniu kolejnej piekielnej istoty.
Niespodziewanie zostałem zaatakowany z taką siłą, że momentalnie zacząłem spadać, a mój umysł został zamknięty w klatce i wyrwany z ciała. Natknąłem się na całą watahę sukkubów, lewiatanów, balrogów i innego piekielnego ścierwa. Próbując wydostać się astralnym ciałem z klatki automatycznie wyrzuciłem się także ze snu.
Obudziłem się około 1 rano, spojrzałem na telefon. Odebrałem smsa od koleżanki, że uciekł jej nocny autobus i maszeruje z buta 7km. Nie chciałem wracać do skrzywionego sennego świata, wsiadłem więc w auto i pojechałem po znajomą.
Wróciłem przed 2, położyłem się z powrotem.
Ocknąłem się przy wielkich żelaznych drzwiach do pieca, wokół mnie leżało kilka osób, zwiniętych w pozycji embrionalnej. Szybko zorientowałem się, że jestem w postapokaliptycznym świecie po inwazji armii piekielnych.
Otworzyłem drzwi do pieca gdzie ujrzałem zakutego w kajdany Jezusa przerzucającego wielkie drzewce na opał. Panował niemiłosierny żar, bijący od ogromnych piekielnych płomieni wewnątrz. Postanowiłem mu pomóc i przez większość snu podawałem Jezusowi ogromne kawały drzewa, które on dorzucał do ognia.
Dusząc się w dymie o zapachu siarki, brudni od sadzy sprzątaliśmy powstający podczas spalania popiół.
Znalazłem się w dziwnym, ciemnym i chłodnym mieście. W powietrzu można było wyczuć mroczne napięcie i zapach strachu, czułem też czyjąś obecność, jakby lodowaty oddech na moim karku. Rozglądnąłem się wokół, wszędzie brzydkie kamienice z zabitymi oknami, lekka poświata księżyca przebijającego się zza chmur oświetlająca złowrogi plac przed zniszczoną kaplicą cmentarną. Wiedziałem, że jestem tutaj w jakimś celu, nie wysłano mnie bez powodu.
Podchodząc do kaplicy, poczułem telepatyczny atak na mój umysł i wtedy zrozumiałem - jestem łowcą demonów. Siła ataku nasilała się, demon przekazywał mi obrazy i uczucia przepełnione bólem ludzkich dusz. W moim umyśle narastała psychoza, otrzymałem solidną porcję psychodelicznych scen z piekła, które ciężko opisać. Wydawało mi się, że demoniczny byt do czegoś mnie potrzebuje, jakby wykorzystywał mój umysł do jakichś kalkulacji, których nie potrafi zrobić sam. Siłą woli przebijałem się przez nienawiść i cierpienie, jakie na mnie zsyłał i starałem się zrozumieć czego próbuje dokonać. Upadłem na kolana.
Demon wykonywał skomplikowane obliczenia, używając cyfr i działań, których nie znałem... dotarło do mnie, że robi symulację inwazji piekielnych istot na świat ludzi, w którym rasa ludzka jest zniewolona, a uwolnione z piekielnych czeluści istoty żerują na naszym strachu i cierpieniu. W nagłym przypływie odwagi wyrzuciłem demona z mojej głowy i przepuściłem psychokinetyczny kontratak, czułem, że jestem dużo potężniejszy niż wcześniej, jakby ten skubaniec zostawił część swoich mocy w mojej głowie. Istota pod naporem mojej siły złamała się, a jej obecność zupełnie zniknęła.
Złożyłem raport z akcji przed kobietą ubraną w olśniewająco białą suknię. Dostałem zapłatę za robotę w wysokości 15 tyś złotych i wysłano mnie na kolejne zlecenie.
Unosiłem się nad miastem jakby półświadomy, że znajduję się w świecie snu. Taka iskierka świadomości wewnatrz umysłu, której nie da się wykorzystać do końca, jednak potrafiłem używać zdolności latania wykorzystywanej w LD.
Widziałem hologram mapy miasta, skanowałem ulicę w poszukiwaniu kolejnej piekielnej istoty.
Niespodziewanie zostałem zaatakowany z taką siłą, że momentalnie zacząłem spadać, a mój umysł został zamknięty w klatce i wyrwany z ciała. Natknąłem się na całą watahę sukkubów, lewiatanów, balrogów i innego piekielnego ścierwa. Próbując wydostać się astralnym ciałem z klatki automatycznie wyrzuciłem się także ze snu.
Obudziłem się około 1 rano, spojrzałem na telefon. Odebrałem smsa od koleżanki, że uciekł jej nocny autobus i maszeruje z buta 7km. Nie chciałem wracać do skrzywionego sennego świata, wsiadłem więc w auto i pojechałem po znajomą.
Wróciłem przed 2, położyłem się z powrotem.
Ocknąłem się przy wielkich żelaznych drzwiach do pieca, wokół mnie leżało kilka osób, zwiniętych w pozycji embrionalnej. Szybko zorientowałem się, że jestem w postapokaliptycznym świecie po inwazji armii piekielnych.
Otworzyłem drzwi do pieca gdzie ujrzałem zakutego w kajdany Jezusa przerzucającego wielkie drzewce na opał. Panował niemiłosierny żar, bijący od ogromnych piekielnych płomieni wewnątrz. Postanowiłem mu pomóc i przez większość snu podawałem Jezusowi ogromne kawały drzewa, które on dorzucał do ognia.
Dusząc się w dymie o zapachu siarki, brudni od sadzy sprzątaliśmy powstający podczas spalania popiół.





