15-09-2018, 10:10
Dzisiaj w nocy doznałem jednej z wiekszych schiz od dłuższego czasu.
Siedzę w domu, piję piwo i oglądam pierdoły w internecie, nic nadzwyczajnego, zwykły nudny dzień.
Kątem oka, na granicy widzenia dostrzegam dziwne falowanie obrazu, otwiera się jakby szczelina w przestrzeni. Obiekt powiększa się, obraz z wewnątrz i zewnątrz nakłada się na siebie jak dwa równoległe wymiary.
Doświadczenie jest szokująco rzeczywsite, jestem przekonany, że to nie może być sen.
Czuje mrowienie w czaszce i słyszę w myślach głos, kontaktuje się ze mną moja siostra, jej twarz pojawia się w miejscu przenikania się wymiarów.
Przerażony pytam, co się dzieje??
- Znów to robisz! Musisz przestać!
- Przestań bo wszystko zniszczysz!
Do mojej głowy zaczynają napływać wspomnienia, odgrywają się przeżyte kiedyś sceny. Wiem, że są moje ale ktoś kiedyś mi je odebrał.
Widzę świat pełen magii, dziwnych mistycznych istot, bytów dużo poteżniejszych niż ludzie kiedykolwiek.
Jest to świat walki i przemocy, trwa tam wojna magicznie uzdolnionych ludzi z istotami chcącymi ich zniewolić.
Przypominam sobie jak z siostrą walczyliśmy i zabijaliśmy ramię w ramię, a nasi przyjaciele umierali na polu bitwy. Odczuwam z nią bardzo głęboką więź emocjonalną i ogromną tęskontę.
Gdzieś na skraju świadomości znów pojawia się jej twarz, wierci w mojej psychice.
- Wspomnienia są Twoje, ale musisz przestać drążyć!
- Rozerwiesz osnowę rzeczywistości!
Wszystko zaczyna się zapadać, zwijać, oba światy zaczynają falować. Wciąga je miniaturowa czarna dziura, pulsuje pomarańczowym blaskiem wciągając materię, w miejsce światła pojawia się ciemność, zaczyna otaczać mnie nicość.
Wyczuwam obecność bardzo potężnego bytu, przestrzeń elektryzuje się od nadmiaru jego mocy.
Z siłą pociągu uderza mnie silny ból głowy, jest nie do zniesienia, w moich myślach pojawia się mroczny głos wydający rozkaz.
-STOP IT !! STOP IT !!
Moja psychika drży od tej potęgi, dostaję dreszczy.
Wielka astralna, smocza łapa usiłuję zamknąć wsysającą materię dziurę. Światy znikają w pomarańczowym blasku, a łapa przykrywa szalejącą osobliwość, zamykając ją. Przez cały czas w mojej głowie rozbrzmiewa rozkaz wywołując silny ból.
Budzę się przerażony, trzęsę się, nie dlatego, że to było straszne ale dlatego, bo było tak realne, że jestem przekonany o prawdziwości tych wydarzeń. To było wspomnienie, nie sen. Wydaje mi się, że już kiedyś przeżyłem podobny przebłysk. Cały czas czuję ogromną, niezachwianą miłość do siostry...
Nie mam ani nigdy nie miałem siostry... Chociaż teraz nie jestem o tym przekonany.
Ogarnia mnie senność, nie chcę wracać do tych dziwnych wspomnień dlatego staram się utrzymać na jawie, walczę z coraz większym zmęczeniem i ciężkimi powiekami.
Stwierdzam, że to świetne warunki do WILD-a, dorzucam do tego krótki MILD.
Szybka afirmacja "śniąć, będę pamietał, że śnię".
Skupiam się na zachowaniu świadomości i już po chwili czuję postępujący paraliż.
Podnoszę astralne kończyny, powoli, żeby nie zaburzyć paraliżu, zostawiam śpiące ciało i zrzucam się z łóżka w ciemność. (doświadczenie podobne troche do OOBE)
Spadam w przestrzeni ciągle powtarzając "Pamietaj, że śnisz".
Zaczynają napływać obrazy, stabilizuje lot, w oddali widzę bańkę zawieszoną w przestrzeni, przypomina hipersferę.
Wlatuję do środka, moim oczom ukazuje się mały, ładnie zaprojektowany świat. Zza drzew światło odbijają dwa księżyce róznej wielkości, są bardzo duże i ładne, promienie światła przebijają się przez korony, między liśćmi. Jestem zachwycony pieknem tej sceny, jest majestatyczna. Przelatuję przez drzewa, na środku dużego, trawiastego placu stoi wysoka, drewniana katedra. Za katedrą w oddali widać góry z białymi szczytami. Poniżej obok katedry, tuż pod linią drzew stoją rzymskie kolumny i rzeźby z białego kamienia.
Sen jest bardzo wyraźny i stabilny co mnie bardzo cieszy.
Ląduje w rzymskiej strefie popatrzeć z bliska, jest tu dość cicho i pusto. Przydało by się troche ludzi...
Po chwili zaczynają pojawiać się projekcje. Rozmawiam z kilkoma osobami ale gadają straszne głupoty, niewarte zapamiętania. Kilka starszych pań oglada jedną z rzeźb dyskutując przy tym wesoło. Wszyscy są uśmiechnięci i wyglądają na zadowolonych.
Zza gór, nad katedrą zaczyna wschodzić słońce. Widok zapiera dech w piersiach, jest urzekający, doświadczenie jest niemal euforyczne.
Wspinam się na katedrę, chce z bliska obejrzeć ręczne zdobienia, doceniam każdy szczegół i kunszt wykonania. Jestem już prawie na szczycie kiedy ze szczeliny w drewnie zaczynają wychodzić pająki, wchodzą mi na rękę.
Próbuje je zrzucić ale jest ich coraz więcej, z mojej prawej dłoni zwisa długa pajęczyna z małymi pajączkami. Nie mogę sie w żaden sposób pozbyć tych ku*wiów, lewą ręką odczepiam pajęczynę z dłoni, spadam z wieży i się budzę.
Nie próbowałem nawet wracać do LD, od razu złapałem za dziennik żeby wszystko dokładnie zapisać.
Ciągle mam porytą głowę, przez ten sen z siostrą...
Czy ja się w ogóle obudziłem między tymi dwoma snami?
Czy może w trakcie śnienia wykorzystałem dwie techniki uzyskiwania LD?
Dwupoziomowy sen??
Siedzę w domu, piję piwo i oglądam pierdoły w internecie, nic nadzwyczajnego, zwykły nudny dzień.
Kątem oka, na granicy widzenia dostrzegam dziwne falowanie obrazu, otwiera się jakby szczelina w przestrzeni. Obiekt powiększa się, obraz z wewnątrz i zewnątrz nakłada się na siebie jak dwa równoległe wymiary.
Doświadczenie jest szokująco rzeczywsite, jestem przekonany, że to nie może być sen.
Czuje mrowienie w czaszce i słyszę w myślach głos, kontaktuje się ze mną moja siostra, jej twarz pojawia się w miejscu przenikania się wymiarów.
Przerażony pytam, co się dzieje??
- Znów to robisz! Musisz przestać!
- Przestań bo wszystko zniszczysz!
Do mojej głowy zaczynają napływać wspomnienia, odgrywają się przeżyte kiedyś sceny. Wiem, że są moje ale ktoś kiedyś mi je odebrał.
Widzę świat pełen magii, dziwnych mistycznych istot, bytów dużo poteżniejszych niż ludzie kiedykolwiek.
Jest to świat walki i przemocy, trwa tam wojna magicznie uzdolnionych ludzi z istotami chcącymi ich zniewolić.
Przypominam sobie jak z siostrą walczyliśmy i zabijaliśmy ramię w ramię, a nasi przyjaciele umierali na polu bitwy. Odczuwam z nią bardzo głęboką więź emocjonalną i ogromną tęskontę.
Gdzieś na skraju świadomości znów pojawia się jej twarz, wierci w mojej psychice.
- Wspomnienia są Twoje, ale musisz przestać drążyć!
- Rozerwiesz osnowę rzeczywistości!
Wszystko zaczyna się zapadać, zwijać, oba światy zaczynają falować. Wciąga je miniaturowa czarna dziura, pulsuje pomarańczowym blaskiem wciągając materię, w miejsce światła pojawia się ciemność, zaczyna otaczać mnie nicość.
Wyczuwam obecność bardzo potężnego bytu, przestrzeń elektryzuje się od nadmiaru jego mocy.
Z siłą pociągu uderza mnie silny ból głowy, jest nie do zniesienia, w moich myślach pojawia się mroczny głos wydający rozkaz.
-STOP IT !! STOP IT !!
Moja psychika drży od tej potęgi, dostaję dreszczy.
Wielka astralna, smocza łapa usiłuję zamknąć wsysającą materię dziurę. Światy znikają w pomarańczowym blasku, a łapa przykrywa szalejącą osobliwość, zamykając ją. Przez cały czas w mojej głowie rozbrzmiewa rozkaz wywołując silny ból.
Budzę się przerażony, trzęsę się, nie dlatego, że to było straszne ale dlatego, bo było tak realne, że jestem przekonany o prawdziwości tych wydarzeń. To było wspomnienie, nie sen. Wydaje mi się, że już kiedyś przeżyłem podobny przebłysk. Cały czas czuję ogromną, niezachwianą miłość do siostry...
Nie mam ani nigdy nie miałem siostry... Chociaż teraz nie jestem o tym przekonany.
Ogarnia mnie senność, nie chcę wracać do tych dziwnych wspomnień dlatego staram się utrzymać na jawie, walczę z coraz większym zmęczeniem i ciężkimi powiekami.
Stwierdzam, że to świetne warunki do WILD-a, dorzucam do tego krótki MILD.
Szybka afirmacja "śniąć, będę pamietał, że śnię".
Skupiam się na zachowaniu świadomości i już po chwili czuję postępujący paraliż.
Podnoszę astralne kończyny, powoli, żeby nie zaburzyć paraliżu, zostawiam śpiące ciało i zrzucam się z łóżka w ciemność. (doświadczenie podobne troche do OOBE)
Spadam w przestrzeni ciągle powtarzając "Pamietaj, że śnisz".
Zaczynają napływać obrazy, stabilizuje lot, w oddali widzę bańkę zawieszoną w przestrzeni, przypomina hipersferę.
Wlatuję do środka, moim oczom ukazuje się mały, ładnie zaprojektowany świat. Zza drzew światło odbijają dwa księżyce róznej wielkości, są bardzo duże i ładne, promienie światła przebijają się przez korony, między liśćmi. Jestem zachwycony pieknem tej sceny, jest majestatyczna. Przelatuję przez drzewa, na środku dużego, trawiastego placu stoi wysoka, drewniana katedra. Za katedrą w oddali widać góry z białymi szczytami. Poniżej obok katedry, tuż pod linią drzew stoją rzymskie kolumny i rzeźby z białego kamienia.
Sen jest bardzo wyraźny i stabilny co mnie bardzo cieszy.
Ląduje w rzymskiej strefie popatrzeć z bliska, jest tu dość cicho i pusto. Przydało by się troche ludzi...
Po chwili zaczynają pojawiać się projekcje. Rozmawiam z kilkoma osobami ale gadają straszne głupoty, niewarte zapamiętania. Kilka starszych pań oglada jedną z rzeźb dyskutując przy tym wesoło. Wszyscy są uśmiechnięci i wyglądają na zadowolonych.
Zza gór, nad katedrą zaczyna wschodzić słońce. Widok zapiera dech w piersiach, jest urzekający, doświadczenie jest niemal euforyczne.
Wspinam się na katedrę, chce z bliska obejrzeć ręczne zdobienia, doceniam każdy szczegół i kunszt wykonania. Jestem już prawie na szczycie kiedy ze szczeliny w drewnie zaczynają wychodzić pająki, wchodzą mi na rękę.
Próbuje je zrzucić ale jest ich coraz więcej, z mojej prawej dłoni zwisa długa pajęczyna z małymi pajączkami. Nie mogę sie w żaden sposób pozbyć tych ku*wiów, lewą ręką odczepiam pajęczynę z dłoni, spadam z wieży i się budzę.
Nie próbowałem nawet wracać do LD, od razu złapałem za dziennik żeby wszystko dokładnie zapisać.
Ciągle mam porytą głowę, przez ten sen z siostrą...
Czy ja się w ogóle obudziłem między tymi dwoma snami?
Czy może w trakcie śnienia wykorzystałem dwie techniki uzyskiwania LD?
Dwupoziomowy sen??





