08-08-2018, 12:07
8 sierpnia 2018
Wieś. Wsiadam do granatowego BMW M5. Myślę że fajnie byłoby się nim wybrać na jakieś lepsze drogi dlatego w nawigacji wyszukuje najbliższą autostradę i odpalam silnik. Nie muszę jechać daleko, bo po chwili mijam znak zjazdu na A4. Odbjam więc ostro na patelnię. Przy samej końcówce zakrętu tylne koła straciły przyczepność i uderzając o barierki samochód wybiło w powietrze obracając nim kilka razy. Na końcu wylądowałem w wodzie, a na monitorze w środku pojawił się napis "rekord 102 metry!".
Stoję z kolegą na peronie, na torach podjeżdża pociąg z napisem na wyświetlaczu "Mikołów". Wsiadamy do niego i pytam się pierwszej lepszej osoby czy się zatrzymuje tam gdzie mieszkam. Okazuje się, że tak więc z bagażami zajmujemy miejsca. Dosłownie po chwili już jesteśmy na miejscu i wychodzimy na dworzec docelowy. Nagle pada moje pytanie do kolegi: "A rower wziąłeś?". Kolega kiwa przecząco głową. Sam też się orientuję, że zostawiłem go w pokoju pensjonatu, gdzie przebywaliśmy. On mówi, że trudno, mama kazała mu go zostawić na następny raz. Tylko następny raz miał być za parę tygodni, tak więc będąc na dworcu poczekałem na pociąg tam i wróciłem już z dwoma rowerami.
Jestem w sklepie wybieram sobie baton Papita i szukam czegoś jeszcze. Wybór pada na Snickers w powiększonym opakowaniu. Chcę zapłacić ale obok zauważam rower z nietypową manetką do zmiany przełożeń. Z ciekawości pytam kasjera jak to działa (w trafnym założeniu, że to jego rower). Wytłumaczył mi, a ja w międzyczasie zapłaciłem za towar i wyszedłem ze sklepu.
Wysłane z mojego Commodore 64





