31-07-2018, 15:22
Siemanko
30-31.07.2K18
Czas snu ok. 10h
Przed snem słuchałem: https://www.youtube.com/watch?v=4DZGoeCJ...JQ&index=2
1) Epoka napoleońska. Jestem szeregowcem w armii o białym kolorze mundurów a przeciwnikami naszymi są goście w czarnych mundurach. I to tyle z fabuły jako takiej. Bitwa rozgrywa się na zielonych polach przedzielonych szeroką rzeką ,po naszej stronie jest dodatkowo niewielkie wzgórze które daje dobrą pozycję do ostrzału. Biegnę wraz se swoim oddziałem na pozycję kiedy ku mojemu zdziwieniu znajduję na ziemi leżący karabin maszynowy MG 42. Wyrzucam swój jednostrzałowy skałkowy ładowany odprzodowo na proch czarny gładkolufowy szmelc który przy mojej nowej "zabawce" wygląda jak pszczoła przy niedźwiedziu. I zaczynam naparzanie do wrogów po drugiej stronie wody. W pewnym momencie dowódca każe mi iść na statek(Karaka) zacumowany przy naszym brzegu na którym nasi bronią się przed abordażem. No więc wbijam na pokład wśród wrogich i sojuszniczych wystrzałów ,podbiegam do skrzynki z amunicją biorę tyle ile mogę udźwignąć i zaczynam strzelać do czarno mundurowych płynących w naszą stronę na łódkach. JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB w 0,5 sekundy to jest moc. Nazwijcie mnie psychopatą ale nie zmienię zdania ,że fajowo naparzało się do wrogów. Gdy atak się zakończył i jedyni przeciwnicy jakich widziałem byli martwi poszedłem ponownie po amunicję obawiając się kolejnego ataku. Jednakże przy skrzynce stał gość który rozdawał wyposażenie. Poprosiłem go o amunicję do mojego karabinu. Dostałem cztery białe tuby. Okazało się iż w środku są: Bandaże ,kroplówka ,gaza i dmuchany ponton. Powiedziałem niczym Mariusz Czajka w kultowym filmie "A na ch*j mnie ten ponton". Wróciłem do skrzynki której nie mogłem teraz za nic świecie otworzyć. W pobliżu nie było też tego gościa co rozdawał mi te fanty. Zszedłem ze statku w celu znalezienia go...
2) Trochę dziwny sen nawet jak na sen. Mało kolorów ,głównie szary a jak coś było kolorowego to i tak mocno stonowane. Byłem wraz z rodzicami na jakimś lotnisku w strefie bezcłowej. Chodziłem sobie po sklepach szukałem ciekawych rzeczy. Nagle rumor wrzaski nie wiem co się dzieje ,wszyscy gdzieś się szamoczą przepychają. Znajduję rodziców którzy mówią mi ,że musimy stąd uciekać. W czasie przepychania w tłumie gdzieś znika mój ojciec. Podjechał pod nas pusty ,granatowy Fiat Cinquecento ,był trochę większy niż w rzeczywistości. Matka siada z tyłu mi zaś przypada rola kierowcy. Nagle tłum przestaje gdzieś biec i rzuca się na nasz samochód. Daję gaz do dechy. Przebijam się przez szybę i pędząc po lotnisku przejeżdżam pomiędzy samolotami. Następnie wjeżdżam w płot za którym jest ulica. Noc Górski teren i droga prowadząca slalomem przy wysokich zboczach. Kiedy myślę ,że już jest spokojnie w lusterku zauważam iż gonią nas 3 czarne samochody. Uciekam więc dalej ,pędzę tak szybko jak się tylko da przez co uznaję ten przejazd za moją najgorszą jazdę autem w śnie. Ile razy ja tam prawie zginąłem nie zliczę. Pomimo iż kilka razy uderzyłem w barierkę i inne samochody mój fiacik jest w nienaruszonym stanie ,jak z salonu. W końcu udaje mi się zgubić ten epicki pościg. Mówię do matki ,że może ona zasiądzie za kółkiem w końcu ma prawko i może nie zginiemy gdy ona będzie prowadzić. Zgodziła się powiedziała żebym zatrzymał się za tamtym zakrętem. podjeżdżam powoli uradowany z faktu iż nie muszę już jechać mijam zakręt ZA KTÓRYM JEST CHOLERNY SPADEK DROGI O JAKIEŚ 150 METRÓW POD KĄTEM 80 STOPNI. Właściwie spadamy. Drę ryja na całego. Nie mam kompletnego pojęcia jakim cudem nie zginąłem. Hamuję i zatrzymuję się na jakiejś trawiastej zatoczce. Wypadam z auta i leżąc na ziemi próbuje nie zwariować. Gdy już trochę ochłonąłem wstałem i zorientowałem się ,że moja mamusia gdzieś zniknęła. Próbuję jej szukać ale zrezygnowany wracam do auta i przekonuję się ,że ktoś kradnie mi z niego paliwo. Przepędzam tych ludzi i siadam za kierownicą myśląc "co robić ?" ...
3) Jestem na plaży nad naszym pięknym morzem wraz z jakimś ratownikiem o twarzy mojego kolegi z gimbazy. Powiedział mi ,że nie można się kąpać przez sinice od których woda jest zielona w niektórych miejscach ale co do moczenia stóp to nie ma problemu. Idę więc sobie po brzegu. Nachodzi mnie chęć wejścia trochę głębiej. Wchodzę po kolana. Nadchodzi wielka fala i wyrzuca mnie na ląd. Sunę po piachu jakieś 30 metrów robiąc piękny ślad. Wstaję i pytam przechodniów czy któryś z nich to widział.
Tak na marginesie właśnie rozpoczęła się burza w moim śmierdzącym podwarszawskim mieście więc gdy to piszę leci na mnie przyjemny chłodek.
o krva grad 1,5 cm. W jakieś 3 minuty otoczyło mój blok fosą XD
Wracając przeniosło nas na jakąś wiejską dróżkę. Spytałem go czy wie jaka rzeka najbardziej zanieczyszcza Bałtyk. Nie potrafił odpowiedzieć. Doszliśmy do jakiejś wsi. Przy domu mojego znajomego ratownika przywitała mnie cała jego rodzina...
30-31.07.2K18
Czas snu ok. 10h
Przed snem słuchałem: https://www.youtube.com/watch?v=4DZGoeCJ...JQ&index=2
1) Epoka napoleońska. Jestem szeregowcem w armii o białym kolorze mundurów a przeciwnikami naszymi są goście w czarnych mundurach. I to tyle z fabuły jako takiej. Bitwa rozgrywa się na zielonych polach przedzielonych szeroką rzeką ,po naszej stronie jest dodatkowo niewielkie wzgórze które daje dobrą pozycję do ostrzału. Biegnę wraz se swoim oddziałem na pozycję kiedy ku mojemu zdziwieniu znajduję na ziemi leżący karabin maszynowy MG 42. Wyrzucam swój jednostrzałowy skałkowy ładowany odprzodowo na proch czarny gładkolufowy szmelc który przy mojej nowej "zabawce" wygląda jak pszczoła przy niedźwiedziu. I zaczynam naparzanie do wrogów po drugiej stronie wody. W pewnym momencie dowódca każe mi iść na statek(Karaka) zacumowany przy naszym brzegu na którym nasi bronią się przed abordażem. No więc wbijam na pokład wśród wrogich i sojuszniczych wystrzałów ,podbiegam do skrzynki z amunicją biorę tyle ile mogę udźwignąć i zaczynam strzelać do czarno mundurowych płynących w naszą stronę na łódkach. JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB JEB w 0,5 sekundy to jest moc. Nazwijcie mnie psychopatą ale nie zmienię zdania ,że fajowo naparzało się do wrogów. Gdy atak się zakończył i jedyni przeciwnicy jakich widziałem byli martwi poszedłem ponownie po amunicję obawiając się kolejnego ataku. Jednakże przy skrzynce stał gość który rozdawał wyposażenie. Poprosiłem go o amunicję do mojego karabinu. Dostałem cztery białe tuby. Okazało się iż w środku są: Bandaże ,kroplówka ,gaza i dmuchany ponton. Powiedziałem niczym Mariusz Czajka w kultowym filmie "A na ch*j mnie ten ponton". Wróciłem do skrzynki której nie mogłem teraz za nic świecie otworzyć. W pobliżu nie było też tego gościa co rozdawał mi te fanty. Zszedłem ze statku w celu znalezienia go...
2) Trochę dziwny sen nawet jak na sen. Mało kolorów ,głównie szary a jak coś było kolorowego to i tak mocno stonowane. Byłem wraz z rodzicami na jakimś lotnisku w strefie bezcłowej. Chodziłem sobie po sklepach szukałem ciekawych rzeczy. Nagle rumor wrzaski nie wiem co się dzieje ,wszyscy gdzieś się szamoczą przepychają. Znajduję rodziców którzy mówią mi ,że musimy stąd uciekać. W czasie przepychania w tłumie gdzieś znika mój ojciec. Podjechał pod nas pusty ,granatowy Fiat Cinquecento ,był trochę większy niż w rzeczywistości. Matka siada z tyłu mi zaś przypada rola kierowcy. Nagle tłum przestaje gdzieś biec i rzuca się na nasz samochód. Daję gaz do dechy. Przebijam się przez szybę i pędząc po lotnisku przejeżdżam pomiędzy samolotami. Następnie wjeżdżam w płot za którym jest ulica. Noc Górski teren i droga prowadząca slalomem przy wysokich zboczach. Kiedy myślę ,że już jest spokojnie w lusterku zauważam iż gonią nas 3 czarne samochody. Uciekam więc dalej ,pędzę tak szybko jak się tylko da przez co uznaję ten przejazd za moją najgorszą jazdę autem w śnie. Ile razy ja tam prawie zginąłem nie zliczę. Pomimo iż kilka razy uderzyłem w barierkę i inne samochody mój fiacik jest w nienaruszonym stanie ,jak z salonu. W końcu udaje mi się zgubić ten epicki pościg. Mówię do matki ,że może ona zasiądzie za kółkiem w końcu ma prawko i może nie zginiemy gdy ona będzie prowadzić. Zgodziła się powiedziała żebym zatrzymał się za tamtym zakrętem. podjeżdżam powoli uradowany z faktu iż nie muszę już jechać mijam zakręt ZA KTÓRYM JEST CHOLERNY SPADEK DROGI O JAKIEŚ 150 METRÓW POD KĄTEM 80 STOPNI. Właściwie spadamy. Drę ryja na całego. Nie mam kompletnego pojęcia jakim cudem nie zginąłem. Hamuję i zatrzymuję się na jakiejś trawiastej zatoczce. Wypadam z auta i leżąc na ziemi próbuje nie zwariować. Gdy już trochę ochłonąłem wstałem i zorientowałem się ,że moja mamusia gdzieś zniknęła. Próbuję jej szukać ale zrezygnowany wracam do auta i przekonuję się ,że ktoś kradnie mi z niego paliwo. Przepędzam tych ludzi i siadam za kierownicą myśląc "co robić ?" ...
3) Jestem na plaży nad naszym pięknym morzem wraz z jakimś ratownikiem o twarzy mojego kolegi z gimbazy. Powiedział mi ,że nie można się kąpać przez sinice od których woda jest zielona w niektórych miejscach ale co do moczenia stóp to nie ma problemu. Idę więc sobie po brzegu. Nachodzi mnie chęć wejścia trochę głębiej. Wchodzę po kolana. Nadchodzi wielka fala i wyrzuca mnie na ląd. Sunę po piachu jakieś 30 metrów robiąc piękny ślad. Wstaję i pytam przechodniów czy któryś z nich to widział.
Tak na marginesie właśnie rozpoczęła się burza w moim śmierdzącym podwarszawskim mieście więc gdy to piszę leci na mnie przyjemny chłodek.
o krva grad 1,5 cm. W jakieś 3 minuty otoczyło mój blok fosą XD
Wracając przeniosło nas na jakąś wiejską dróżkę. Spytałem go czy wie jaka rzeka najbardziej zanieczyszcza Bałtyk. Nie potrafił odpowiedzieć. Doszliśmy do jakiejś wsi. Przy domu mojego znajomego ratownika przywitała mnie cała jego rodzina...
Dlaczego intuicja podpowiada mi, że z tego koszmaru już się nie obudzę? Bo wcale jeszcze nie poszedłem spać a koszmar dopadł mnie na jawie.





