06-01-2018, 01:32
Sen z 5.01.2018
Wycieczka samochodem niemal campingowym z jakimś obcym mężczyzną, dojechaliśmy na targi rękodzieła blisko jeziora turkusowego w Lubinie. Znając te tereny wyjątkowo dobrze przez wyjazdy na kolonie jako dziecko, prowadziłam obcego po okolicy. Drapiąc się po swojej brodzie powiedział, że nie za długo tu zabawimy, bo trzeba jechać dalej. Po obejrzeniu wielu płaskorzeźb typowo ludowych, dalej jakieś drewniane podobizny górali, morskie motywy w drewnie i glinie, wróciłam do samochodu. Wnętrze tym razem przypominało zwyczajny dom, nawet było kilka pokoi. Przechodząc do następnego pomieszczenia, zauważyłam duże lustro powieszone nad łukiem. Zaczęło się poruszać i spadło na mnie rozbijając się na mojej głowie na wiele, dość sporych odłamków. Czułam ból, wiedziałam, że mnie mocno poraniły, część z nich musiałam wyjąć, bo sterczały niemal triumfalnie. Spoglądając w inne, nietknięte lustro, które podał mi mój towarzysz widziałam wszystkie miejsca w które wbiły się odłamki. Nie było żadnej krwi ani otwartych ran. Wszystkie miejsca były zabliźnione mimo wciąż tkwiących kawałków lustra. Największe dwie blizny znajdowały się na szczycie czoła, wyglądając jak miejsca po odcięciu rogów. Po wyjęciu pozostałych drobinek lustra z włosów i twarzy ruszyliśmy dalej w trasę. Dotarliśmy do ogrodzonego wysoką zasłoną, jak przy autostradach, parkingu dla tirów. Tam miała się odbyć prezentacja cosplayowców. Na 3 podwyższeniach były platformy z ludźmi, jedni jako bohaterowie star warsów, na kolejnej była samotna postać, której nie w sposób było rozpoznać, a ostatnia platforma znajdowała się poza moim zasięgiem wzroku. Mój towarzysz i kierowca zarazem spotkał się tu ze swoją partnerką, ja zostałam przy samochodzie czekając na dalszą drogę.
Wycieczka samochodem niemal campingowym z jakimś obcym mężczyzną, dojechaliśmy na targi rękodzieła blisko jeziora turkusowego w Lubinie. Znając te tereny wyjątkowo dobrze przez wyjazdy na kolonie jako dziecko, prowadziłam obcego po okolicy. Drapiąc się po swojej brodzie powiedział, że nie za długo tu zabawimy, bo trzeba jechać dalej. Po obejrzeniu wielu płaskorzeźb typowo ludowych, dalej jakieś drewniane podobizny górali, morskie motywy w drewnie i glinie, wróciłam do samochodu. Wnętrze tym razem przypominało zwyczajny dom, nawet było kilka pokoi. Przechodząc do następnego pomieszczenia, zauważyłam duże lustro powieszone nad łukiem. Zaczęło się poruszać i spadło na mnie rozbijając się na mojej głowie na wiele, dość sporych odłamków. Czułam ból, wiedziałam, że mnie mocno poraniły, część z nich musiałam wyjąć, bo sterczały niemal triumfalnie. Spoglądając w inne, nietknięte lustro, które podał mi mój towarzysz widziałam wszystkie miejsca w które wbiły się odłamki. Nie było żadnej krwi ani otwartych ran. Wszystkie miejsca były zabliźnione mimo wciąż tkwiących kawałków lustra. Największe dwie blizny znajdowały się na szczycie czoła, wyglądając jak miejsca po odcięciu rogów. Po wyjęciu pozostałych drobinek lustra z włosów i twarzy ruszyliśmy dalej w trasę. Dotarliśmy do ogrodzonego wysoką zasłoną, jak przy autostradach, parkingu dla tirów. Tam miała się odbyć prezentacja cosplayowców. Na 3 podwyższeniach były platformy z ludźmi, jedni jako bohaterowie star warsów, na kolejnej była samotna postać, której nie w sposób było rozpoznać, a ostatnia platforma znajdowała się poza moim zasięgiem wzroku. Mój towarzysz i kierowca zarazem spotkał się tu ze swoją partnerką, ja zostałam przy samochodzie czekając na dalszą drogę.
Jest nas dwóch takich samych
Brutalnych, niespełna rozumu..
Brutalnych, niespełna rozumu..





