04-01-2018, 13:42
Sen z 4.01.2018
Byłam kapitanem statku pirackiego. Załoga była zawsze w skórzanych zbrojach z metalowymi, steampunkowymi elementami. Był w tym śnie także mój pies, sięgające do bioder czarne bydle, które nie odchodziło ode mnie na krok. Podpłynęliśmy do morskiej świątyni by ją splądrować, wybiliśmy kapłanów i zabraliśmy wszystkie świecące się rzeczy. Jedno pomieszczenie najbliżej wyjścia było nietknięte i chyba najbardziej połyskujące od skarbów jakie tam leżały. Zbliżyłam się do nich z ciekawością, dostrzegłam na ścianie mnóstwo malutkich dziurek. Pokój naszpikowany pułapkami. Gdy jeden z piratów chciał się rzucić do przodu zatrzymałam go w przejściu i wskazałam pułapki. Zaczął ostrożniej się zbliżać i.. stanął dosłownie na płycie naciskowej. Żadna pułapka się nie aktywowała, cała załoga - która już zdążyła przyjść i robić za gapiów - zdziwiona, wkroczyli spokojnie do środka i zaczęli zbierać rzeczy. Sama wzięłam kilka pięknych karafek i fiolek uznając, że ładnie w nich będzie wyglądał niejeden trunek. Po udanym rajdzie wróciliśmy na statek, płynęliśmy całą noc, statek się łagodnie kołysał do momentu gdy zaczął zahaczać o dno. Wpadaliśmy na mieliznę. Rzuciłam się od razu do sterów by ominąć rafy i .. chodniki. Tak, teraz płynęliśmy po ulicy. Gdy statek stracił cały pęd zatrzymaliśmy się na środku asfaltowej drogi. Schodząc ze statku wraz z dwójką przybocznych piratów zobaczyliśmy kilku uzbrojonych ludzi i orków. Mówili, że chcą nasze łupy, bo na tak marnym statku im nie zależy. W tym momencie statek się skurczył do rozmiarów walizki, ale piraci normalnie z niego wychodzili i wchodzili, jakby to było naturalne. Wywiązała się walka, dwóch piratów straciło głowy od mojego kordelasa. Resztę rozszarpała załoga.
Byłam kapitanem statku pirackiego. Załoga była zawsze w skórzanych zbrojach z metalowymi, steampunkowymi elementami. Był w tym śnie także mój pies, sięgające do bioder czarne bydle, które nie odchodziło ode mnie na krok. Podpłynęliśmy do morskiej świątyni by ją splądrować, wybiliśmy kapłanów i zabraliśmy wszystkie świecące się rzeczy. Jedno pomieszczenie najbliżej wyjścia było nietknięte i chyba najbardziej połyskujące od skarbów jakie tam leżały. Zbliżyłam się do nich z ciekawością, dostrzegłam na ścianie mnóstwo malutkich dziurek. Pokój naszpikowany pułapkami. Gdy jeden z piratów chciał się rzucić do przodu zatrzymałam go w przejściu i wskazałam pułapki. Zaczął ostrożniej się zbliżać i.. stanął dosłownie na płycie naciskowej. Żadna pułapka się nie aktywowała, cała załoga - która już zdążyła przyjść i robić za gapiów - zdziwiona, wkroczyli spokojnie do środka i zaczęli zbierać rzeczy. Sama wzięłam kilka pięknych karafek i fiolek uznając, że ładnie w nich będzie wyglądał niejeden trunek. Po udanym rajdzie wróciliśmy na statek, płynęliśmy całą noc, statek się łagodnie kołysał do momentu gdy zaczął zahaczać o dno. Wpadaliśmy na mieliznę. Rzuciłam się od razu do sterów by ominąć rafy i .. chodniki. Tak, teraz płynęliśmy po ulicy. Gdy statek stracił cały pęd zatrzymaliśmy się na środku asfaltowej drogi. Schodząc ze statku wraz z dwójką przybocznych piratów zobaczyliśmy kilku uzbrojonych ludzi i orków. Mówili, że chcą nasze łupy, bo na tak marnym statku im nie zależy. W tym momencie statek się skurczył do rozmiarów walizki, ale piraci normalnie z niego wychodzili i wchodzili, jakby to było naturalne. Wywiązała się walka, dwóch piratów straciło głowy od mojego kordelasa. Resztę rozszarpała załoga.
Jest nas dwóch takich samych
Brutalnych, niespełna rozumu..
Brutalnych, niespełna rozumu..





