04-01-2018, 13:29
Sen z 3.01.2018
Byłam na wycieczce, tereny dawnej Mezopotamii, był wieczór. Okolica zabudowana starannie kamiennymi budowlami, we śnie dobrze zachowanymi ruinami ogromnego placu i oświetlonej przy podstawie świątyni. Plac był przedzielony murem, po drugiej stronie zaczynała się już świątynia, jej jeszcze niezbadane części. Na środku placu była drobna budowla, jakby altanka na mocnych, czterech kolumnach. Po środku był mały zbiornik wodny. Całość otoczona przez agentów FBI, zaczynali robić jakiś nalot, zasadzkę na kogoś w altanie. Jeden z agentów miał znajomą mi twarz (przynajmniej we śnie znajomą), zaszłam go od tyłu i przytuliłam, lekko liżąc go po policzku podczas gdy on przystawiał mi pistolet do twarzy. Śmiałam się z jego reakcji gdy mnie odciągał od środka zasadzki. Wtedy ze świątyni wyleciała, kołyszącym się na boki ruchem wiązka łagodnego niebieskiego światła. Po opuszczeniu świątyni w całości wiązka zmieniła się w bezskrzydłego smoka, był półprzezroczysty, niemal pastelowoniebieski, przy krawędziach poszczególnych łusek, wzdłuż całego ciała migały złote światła, oczy smoka również były złote. Podleciał do nas, agenci zdawali się go nie widzieć, znajomy mnie zganiał za to, że tu jestem. Smok pochwycił mnie z ziemi, oderwał duchową mnie od mojego ciała i przeniósł za mur. Prosił bym dostała się do wnętrza świątyni, bym go nakarmiła. Posadzka po tej stronie placu była pokryta znakami smoczych kapłanów, płytami naciskowymi i świeciła w niektórych miejscach. Po dotknięciu oświeconych smoczych znaków płyty zaczynały się przesuwać i odkryły kraty w podłożu. Dalej był tylko lekki podgląd tego co niżej, długa droga w dół pełna schodów i przejść. Próbując się dostać do środka przechodziłam przez tor przeszkód jak w parku linowym. W którymś momencie uznałam, że ten strój jaki posiadam nie nadaje się do tego typu zadań, jakimś cudem nosiłam mundurek szkolny, spódnica i koszula. Wróciłam do domu dosłownie jedną myślą, przebrałam się, w wygodne ubrania, pocałowałam swojego partnera w policzek i wróciłam do świątyni by pomóc smokowi. Tu sen mi się urwał przez budzik.
Byłam na wycieczce, tereny dawnej Mezopotamii, był wieczór. Okolica zabudowana starannie kamiennymi budowlami, we śnie dobrze zachowanymi ruinami ogromnego placu i oświetlonej przy podstawie świątyni. Plac był przedzielony murem, po drugiej stronie zaczynała się już świątynia, jej jeszcze niezbadane części. Na środku placu była drobna budowla, jakby altanka na mocnych, czterech kolumnach. Po środku był mały zbiornik wodny. Całość otoczona przez agentów FBI, zaczynali robić jakiś nalot, zasadzkę na kogoś w altanie. Jeden z agentów miał znajomą mi twarz (przynajmniej we śnie znajomą), zaszłam go od tyłu i przytuliłam, lekko liżąc go po policzku podczas gdy on przystawiał mi pistolet do twarzy. Śmiałam się z jego reakcji gdy mnie odciągał od środka zasadzki. Wtedy ze świątyni wyleciała, kołyszącym się na boki ruchem wiązka łagodnego niebieskiego światła. Po opuszczeniu świątyni w całości wiązka zmieniła się w bezskrzydłego smoka, był półprzezroczysty, niemal pastelowoniebieski, przy krawędziach poszczególnych łusek, wzdłuż całego ciała migały złote światła, oczy smoka również były złote. Podleciał do nas, agenci zdawali się go nie widzieć, znajomy mnie zganiał za to, że tu jestem. Smok pochwycił mnie z ziemi, oderwał duchową mnie od mojego ciała i przeniósł za mur. Prosił bym dostała się do wnętrza świątyni, bym go nakarmiła. Posadzka po tej stronie placu była pokryta znakami smoczych kapłanów, płytami naciskowymi i świeciła w niektórych miejscach. Po dotknięciu oświeconych smoczych znaków płyty zaczynały się przesuwać i odkryły kraty w podłożu. Dalej był tylko lekki podgląd tego co niżej, długa droga w dół pełna schodów i przejść. Próbując się dostać do środka przechodziłam przez tor przeszkód jak w parku linowym. W którymś momencie uznałam, że ten strój jaki posiadam nie nadaje się do tego typu zadań, jakimś cudem nosiłam mundurek szkolny, spódnica i koszula. Wróciłam do domu dosłownie jedną myślą, przebrałam się, w wygodne ubrania, pocałowałam swojego partnera w policzek i wróciłam do świątyni by pomóc smokowi. Tu sen mi się urwał przez budzik.
Jest nas dwóch takich samych
Brutalnych, niespełna rozumu..
Brutalnych, niespełna rozumu..





