21-08-2017, 19:19
Sen z 21.08.2018
Początku niestety nie pamiętam bardziej niż ogólnikowo. Była uczta w wielkiej sali na rozpoczęcie roku w szkole, spotkałam tam swoją nauczycielkę od etyki, która już poszła na emeryturę. Byłyśmy tak szczęśliwe spotkaniem, że zapomniałyśmy gdzie jesteśmy. Nasze śmiechy zostały przerwane przez straszliwy wzrok nowej dyrekcji, na której to cześć została wydana uczta. Od tego momentu mam dziurę w pamięci do pewnego zdarzenia. Byłam w płonącym budynku, miejsce uczt zmieniło się w żywe piekło. Widziałam tylko prześwity okna w gęstym, gryzącym w płucach dymie. Wraz z niewiadomego pochodzenia gryfem wybiliśmy szybę, potykając się o płonący kawałek ramy wypadłam z wysokiego budynku. Gryf złapał mnie, mocno obniżając lot przez siłę upadku na niego. Ominęliśmy płonący budynek widząc kilka grup fanatyków pod nami, jedna z nich się oddaliła za innymi uciekinierami. Wylądowaliśmy cicho za jedną z grup. Gdy nas zauważono wytykano palcami i krzyczano za mną, że jestem dzieckiem samego złego. Byłam zdziwiona tym bełkotem. Obudziła mnie siostra, która wstała o nieludzkiej godzinie 8 rano.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
PÓŁ ŚWIADOMY
Byłam w szpitalu psychiatrycznym. Stałam na korytarzu czekając na lekarza, widziałam grupy pacjentów, którzy spacerowali korytarzami i rozmawiali między sobą. Minęła mnie konkretna grupka "muzyków", wydawali z siebie odgłosy instrumentów, którymi byli - świetna ścieżka dźwiękowa im wyszła. Oglądałam się za nimi, by jeszcze trochę ich posłuchać gdy przyszła Pani doktor. Wyglądał dziwnie znajomo, przyglądałam się jej gdy mnie prowadziła do pomieszczenia na końcu korytarza. Uświadomiłam sobie, że wygląda jak moja Pani pedagog z podstawówki. Wtedy rozejrzałam się po otoczeniu i dotarło do mnie, że to sen. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, czułam, że się wybudzam. Zaczęłam sobie powtarzać, że to sen, to sen, niech mnie kieruje jak chce. Obraz wrócił do normalności a ja szłam dalej z Panią doktor-pedagog. Będąc parę kroków przed drzwiami, sprawdzając możliwości snu, pomyślałam że chce by za drzwiami było morze. Otwierając je znalazłam się na ciepłej plaży, pełno jasnego piasku i łagodnych fal. Woda była ciepła a ja sobie podniosłam okazałą muszlę. Tylko ten sufit mi tu nie pasował. Usłyszałam jak ktoś, coś się dobija do drzwi z drugiej strony. W myślach powtarzając sobie, że nie chce by to było coś złego otworzyłam je i wkroczyłam do pokoju pełnego antyków i.. kotów. Było ich naprawdę dużo, większość w grafitowych, lekko fioletowych kolorach. Skupiając się na biblioteczce z książkami, na tytułach obraz mi się rozmazał i się obudziłam.
Początku niestety nie pamiętam bardziej niż ogólnikowo. Była uczta w wielkiej sali na rozpoczęcie roku w szkole, spotkałam tam swoją nauczycielkę od etyki, która już poszła na emeryturę. Byłyśmy tak szczęśliwe spotkaniem, że zapomniałyśmy gdzie jesteśmy. Nasze śmiechy zostały przerwane przez straszliwy wzrok nowej dyrekcji, na której to cześć została wydana uczta. Od tego momentu mam dziurę w pamięci do pewnego zdarzenia. Byłam w płonącym budynku, miejsce uczt zmieniło się w żywe piekło. Widziałam tylko prześwity okna w gęstym, gryzącym w płucach dymie. Wraz z niewiadomego pochodzenia gryfem wybiliśmy szybę, potykając się o płonący kawałek ramy wypadłam z wysokiego budynku. Gryf złapał mnie, mocno obniżając lot przez siłę upadku na niego. Ominęliśmy płonący budynek widząc kilka grup fanatyków pod nami, jedna z nich się oddaliła za innymi uciekinierami. Wylądowaliśmy cicho za jedną z grup. Gdy nas zauważono wytykano palcami i krzyczano za mną, że jestem dzieckiem samego złego. Byłam zdziwiona tym bełkotem. Obudziła mnie siostra, która wstała o nieludzkiej godzinie 8 rano.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
PÓŁ ŚWIADOMY
Byłam w szpitalu psychiatrycznym. Stałam na korytarzu czekając na lekarza, widziałam grupy pacjentów, którzy spacerowali korytarzami i rozmawiali między sobą. Minęła mnie konkretna grupka "muzyków", wydawali z siebie odgłosy instrumentów, którymi byli - świetna ścieżka dźwiękowa im wyszła. Oglądałam się za nimi, by jeszcze trochę ich posłuchać gdy przyszła Pani doktor. Wyglądał dziwnie znajomo, przyglądałam się jej gdy mnie prowadziła do pomieszczenia na końcu korytarza. Uświadomiłam sobie, że wygląda jak moja Pani pedagog z podstawówki. Wtedy rozejrzałam się po otoczeniu i dotarło do mnie, że to sen. Zrobiło mi się ciemno przed oczami, czułam, że się wybudzam. Zaczęłam sobie powtarzać, że to sen, to sen, niech mnie kieruje jak chce. Obraz wrócił do normalności a ja szłam dalej z Panią doktor-pedagog. Będąc parę kroków przed drzwiami, sprawdzając możliwości snu, pomyślałam że chce by za drzwiami było morze. Otwierając je znalazłam się na ciepłej plaży, pełno jasnego piasku i łagodnych fal. Woda była ciepła a ja sobie podniosłam okazałą muszlę. Tylko ten sufit mi tu nie pasował. Usłyszałam jak ktoś, coś się dobija do drzwi z drugiej strony. W myślach powtarzając sobie, że nie chce by to było coś złego otworzyłam je i wkroczyłam do pokoju pełnego antyków i.. kotów. Było ich naprawdę dużo, większość w grafitowych, lekko fioletowych kolorach. Skupiając się na biblioteczce z książkami, na tytułach obraz mi się rozmazał i się obudziłam.
Jest nas dwóch takich samych
Brutalnych, niespełna rozumu..
Brutalnych, niespełna rozumu..





