21-08-2017, 18:05
Sen z 15.08.2017
Szłam przez park saski, ładna pogoda, jakaś parka się się całowała blisko krzaków. Mijając do tej pory mi nieznanego przeznaczenia owalną budowlę na wzniesieniu dotarłam do rozwidlenia ścieżki. Było tam moje biurko, komputer i przybory do rysowania. Usiadłam i rysując na kartce obraz w komputerze się również pojawiał. Straciłam poczucie czasu, Blisko mnie szedł tłum anonimowych, bez twarzy ludzi. Usłyszałam za sobą kogoś, kroki mówiły że idzie w moją stronę. Ciemnowłosy mężczyzna z zasłoniętą twarzą, by widoczne były tylko oczy, podszedł i powiedział, że podobają mu się moje rysunki. Poczułam jak się rumienię, nie mogłam wydusić z siebie słowa, choć normalnie mi się to nie zdarza. Schowałam się pod biurkiem. Mężczyzna gdzieś zniknął, dopiero wtedy wyszłam spod stołu. Gdy usiadłam by kontynuować pracę poczułam jak ktoś mnie całuje w policzek. Znów ten mężczyzna. Tym razem zaczęłam z nim rozmawiać normalnie. Rozmowę przerwała nam wysoka, kręcona blondynka, kazała mi się nie zbliżać do mężczyzny i uszkodziła mi monitor. Gdy zapytałam czy naprawi mi ekran zaczęła się śmiać. Wzruszyłam ramionami i rzucając mimochodem, że zgłoszę to administracji zamilkła a na jej twarzy wypisana była niepewność. Ruszyłam w kierunku grobu nieznanego żołnierza, po drodze musiałam przejść przez środek ładnej kawiarni. Jakaś brązowowłosa kobieta zatrzymała mnie, mówiąc że jest asystentką blondynki i pytała jaka kwota mnie zadowoli bym trzymała się z dala od mężczyzny. Parsknęłam śmiechem, ale nie pamiętam już dalszych wypowiedzi rozmowy. Wiem na pewno, że się na nic nie zgodziłam. Ostatecznie asystentka rzuciła mi 300 złotych pod nogi i zniknęła śmiejąc się. Podniosłam pieniądze i wróciłam na swoje stanowisko, obok niego pojawiło się drugie biurko i mężczyzna sobie rysował obok mnie. Licząc pieniądze okazało się, że jest tam 600 złotych. Zdziwiona, że się suma zmieniła rysowałam sobie mangową dziewczynę w skąpym bikini.
Szłam przez park saski, ładna pogoda, jakaś parka się się całowała blisko krzaków. Mijając do tej pory mi nieznanego przeznaczenia owalną budowlę na wzniesieniu dotarłam do rozwidlenia ścieżki. Było tam moje biurko, komputer i przybory do rysowania. Usiadłam i rysując na kartce obraz w komputerze się również pojawiał. Straciłam poczucie czasu, Blisko mnie szedł tłum anonimowych, bez twarzy ludzi. Usłyszałam za sobą kogoś, kroki mówiły że idzie w moją stronę. Ciemnowłosy mężczyzna z zasłoniętą twarzą, by widoczne były tylko oczy, podszedł i powiedział, że podobają mu się moje rysunki. Poczułam jak się rumienię, nie mogłam wydusić z siebie słowa, choć normalnie mi się to nie zdarza. Schowałam się pod biurkiem. Mężczyzna gdzieś zniknął, dopiero wtedy wyszłam spod stołu. Gdy usiadłam by kontynuować pracę poczułam jak ktoś mnie całuje w policzek. Znów ten mężczyzna. Tym razem zaczęłam z nim rozmawiać normalnie. Rozmowę przerwała nam wysoka, kręcona blondynka, kazała mi się nie zbliżać do mężczyzny i uszkodziła mi monitor. Gdy zapytałam czy naprawi mi ekran zaczęła się śmiać. Wzruszyłam ramionami i rzucając mimochodem, że zgłoszę to administracji zamilkła a na jej twarzy wypisana była niepewność. Ruszyłam w kierunku grobu nieznanego żołnierza, po drodze musiałam przejść przez środek ładnej kawiarni. Jakaś brązowowłosa kobieta zatrzymała mnie, mówiąc że jest asystentką blondynki i pytała jaka kwota mnie zadowoli bym trzymała się z dala od mężczyzny. Parsknęłam śmiechem, ale nie pamiętam już dalszych wypowiedzi rozmowy. Wiem na pewno, że się na nic nie zgodziłam. Ostatecznie asystentka rzuciła mi 300 złotych pod nogi i zniknęła śmiejąc się. Podniosłam pieniądze i wróciłam na swoje stanowisko, obok niego pojawiło się drugie biurko i mężczyzna sobie rysował obok mnie. Licząc pieniądze okazało się, że jest tam 600 złotych. Zdziwiona, że się suma zmieniła rysowałam sobie mangową dziewczynę w skąpym bikini.
Jest nas dwóch takich samych
Brutalnych, niespełna rozumu..
Brutalnych, niespełna rozumu..





