08-08-2017, 12:00
Sen z 07.08.2017
Przygotowania do wyjścia do klubu, koleżanka mnie namówiła na wyjście do sklepu po ubrania, bo "nie miała się w co ubrać", ghh.. Stoję przy wejściu do sklepu, nawet nie mam zamiaru tam wchodzić, koleżanka w kilku susach znalazła się w stercie ubrań pytając co sądzę o czym i czy w tym jej lepiej czy w tamtym. Odpowiadając dość obojętnie zerknęłam na stojak z drobnicą. Niektóre ozdoby wyglądały nawet ładnie, uznałam, że zapamiętam wzór i spróbuję odtworzyć w domu. Wychodząc zauważam przystojnego kasjera, który się uśmiecha i szybko odwraca wzrok od nas. Śmiałam się cicho pod nosem, mijając drzwi zerknęłam jeszcze w jego stronę. Wciąż się patrzył. Poprawiło mi to humor po znienawidzonych zakupach. Koleżanka gdzieś wyparowała a ja sama znalazłam się w klubie, mnóstwo osób a ja w ubraniach typowo roboczych. Nie lubiąc zwracać na siebie uwagi postanowiłam się przebrać na typowo klubowe ubrania. Poszłam do łazienki, która znajdowała się na środku klubu, kabiny nie były połączone z sufitem. Przebierając się, mój kolega ze szkoły i dwóch innych facetów patrzyło z góry, rozmawialiśmy normalnie. Nie czułam wstydu przebierając się przy nich. Wychodząc z kabiny znalazłam się w bardzo niskim, małym domku gdzie zobaczyłam swojego byłego chłopaka budującego otoczenie z minecraft'owych sześcianów. Zapytałam czy u niego wszystko w porządku, ponarzekał jak w codziennym życiu. Chciałam się stamtąd wyrwać, wyobraziłam sobie pokój z kanapą, po chwili się w nim znalazłam. W moim telefonie był włączony facebook i wiadomości, po chwili zdziwienia bo usunęłam to dawno temu, zobaczyłam wiadomości na jakiejś grupie w której była moja pierwsza miłość. Pisała o chęci kontaktu, odrzuciłam telefon i wyszłam do kuchni coś wziąć do picia. Naprzeciw kuchni był salon, a w salonie ojciec z jakąś ogromną, paskudną, krótko strzyżoną, czerwonowłosą babą. Mama mnie minęła bez słowa i wyszła, zostawiając mnie w domu z jakąś obcą babą i ojcem. Starałam się nie patrzeć w jej stronę, od bardzo dawna nie czułam takiego obrzydzenia, jak gdyby ona była jego chodzącym źródłem. W międzyczasie gdy skupiałam się na nalewaniu sobie wody, kobieta.. herod-baba przyszła do kuchni i opowiadała mi o swoich katastrofach życiowych, o 5 synach, o ciężkim życiu i jakimś pożarze. Słuchając jej głosu narastała we mnie wściekłość. W którymś momencie jej 'historii cudownego życia' przerwałam jej słowotok, uznając, że skoro mojego ojca to kręci to niech on tego słucha. Wyszłam z kuchni i obudziłam się będąc w połowie holu.
(brak obrazka, bo wyrwano mnie siłą z łóżka i nie miałam jak rysować od razu po przebudzeniu, a czerwonej herod-baby nie mam zamiaru szkicować)
Przygotowania do wyjścia do klubu, koleżanka mnie namówiła na wyjście do sklepu po ubrania, bo "nie miała się w co ubrać", ghh.. Stoję przy wejściu do sklepu, nawet nie mam zamiaru tam wchodzić, koleżanka w kilku susach znalazła się w stercie ubrań pytając co sądzę o czym i czy w tym jej lepiej czy w tamtym. Odpowiadając dość obojętnie zerknęłam na stojak z drobnicą. Niektóre ozdoby wyglądały nawet ładnie, uznałam, że zapamiętam wzór i spróbuję odtworzyć w domu. Wychodząc zauważam przystojnego kasjera, który się uśmiecha i szybko odwraca wzrok od nas. Śmiałam się cicho pod nosem, mijając drzwi zerknęłam jeszcze w jego stronę. Wciąż się patrzył. Poprawiło mi to humor po znienawidzonych zakupach. Koleżanka gdzieś wyparowała a ja sama znalazłam się w klubie, mnóstwo osób a ja w ubraniach typowo roboczych. Nie lubiąc zwracać na siebie uwagi postanowiłam się przebrać na typowo klubowe ubrania. Poszłam do łazienki, która znajdowała się na środku klubu, kabiny nie były połączone z sufitem. Przebierając się, mój kolega ze szkoły i dwóch innych facetów patrzyło z góry, rozmawialiśmy normalnie. Nie czułam wstydu przebierając się przy nich. Wychodząc z kabiny znalazłam się w bardzo niskim, małym domku gdzie zobaczyłam swojego byłego chłopaka budującego otoczenie z minecraft'owych sześcianów. Zapytałam czy u niego wszystko w porządku, ponarzekał jak w codziennym życiu. Chciałam się stamtąd wyrwać, wyobraziłam sobie pokój z kanapą, po chwili się w nim znalazłam. W moim telefonie był włączony facebook i wiadomości, po chwili zdziwienia bo usunęłam to dawno temu, zobaczyłam wiadomości na jakiejś grupie w której była moja pierwsza miłość. Pisała o chęci kontaktu, odrzuciłam telefon i wyszłam do kuchni coś wziąć do picia. Naprzeciw kuchni był salon, a w salonie ojciec z jakąś ogromną, paskudną, krótko strzyżoną, czerwonowłosą babą. Mama mnie minęła bez słowa i wyszła, zostawiając mnie w domu z jakąś obcą babą i ojcem. Starałam się nie patrzeć w jej stronę, od bardzo dawna nie czułam takiego obrzydzenia, jak gdyby ona była jego chodzącym źródłem. W międzyczasie gdy skupiałam się na nalewaniu sobie wody, kobieta.. herod-baba przyszła do kuchni i opowiadała mi o swoich katastrofach życiowych, o 5 synach, o ciężkim życiu i jakimś pożarze. Słuchając jej głosu narastała we mnie wściekłość. W którymś momencie jej 'historii cudownego życia' przerwałam jej słowotok, uznając, że skoro mojego ojca to kręci to niech on tego słucha. Wyszłam z kuchni i obudziłam się będąc w połowie holu.
(brak obrazka, bo wyrwano mnie siłą z łóżka i nie miałam jak rysować od razu po przebudzeniu, a czerwonej herod-baby nie mam zamiaru szkicować)
Jest nas dwóch takich samych
Brutalnych, niespełna rozumu..
Brutalnych, niespełna rozumu..





