08-08-2016, 23:59
Sen o lunaparku przyszedł nieoczekiwanie w ostatnim dniu zjazdu. Znajdowałem się na niewielkim wzniesieniu, na którym stała zardzewiała, metalowa konstrukcja. Z niewysoko położonego szczytu zjeżdżał ciąg starych wagoników. Po zatrzymaniu przy dolnej barierce, z góry spadały masywne pałąki z impetem, który mógł zmiażdżyć nieostrożnego pasażera. Całość sprawiała wrażenie niezdatnej do użytku, lipnej sterty skorodowanych belek.
Część atrakcji została porozmieszczana w szklanych wieżowcach, każdy należący do jakiejś konkretnej firmy, której logo widniało na parterze. Byłem w środku jednego z nich i przeszedłem podziemnym przejściem do podwodnej komnaty. Stamtąd rodziny z dziećmi obserwowały magiczny sufit, przypominający falującą taflę wody.
Pod koniec snu znalazłem się między różnorakimi budkami i sklepiki. Pamiętam jedynie, że moje libido niebezpiecznie podskoczyło i korzystając z kontroli, starałem się przywołać potencjalną partnerkę. Niestety, wokoło jawiły się same pasztety.
Część atrakcji została porozmieszczana w szklanych wieżowcach, każdy należący do jakiejś konkretnej firmy, której logo widniało na parterze. Byłem w środku jednego z nich i przeszedłem podziemnym przejściem do podwodnej komnaty. Stamtąd rodziny z dziećmi obserwowały magiczny sufit, przypominający falującą taflę wody.
Pod koniec snu znalazłem się między różnorakimi budkami i sklepiki. Pamiętam jedynie, że moje libido niebezpiecznie podskoczyło i korzystając z kontroli, starałem się przywołać potencjalną partnerkę. Niestety, wokoło jawiły się same pasztety.





